Węzeł Kosowa
– W państewku albańskim pod władztwem Hitlera Serbowie byli bardzo mocno prześladowani. Wielu zginęło, jeszcze więcej uciekło z Kosowa. A po II wojnie światowej Tito wcale nie pozwolił im powrócić – mówi Marek Antoni Nowicki, adwokat, współzałożyciel Komitetu Helsińskiego w Polsce.
W związku ze swoją misją regularnie bywa Pan w Kosowie. Czy wyczuwa się tam silne napięcie w związku z ostatnimi wydarzeniami?
Generalnie tak. Ale z drugiej strony trudno mówić o napięciu, skoro dwie społeczności, serbska i albańska, są praktycznie od siebie całkowicie odizolowane, w ogóle się ze sobą nie kontaktują. One żyją w zupełnie innych rzeczywistościach, innych światach. Podam przykład: część Serbów, która mieszkała w Prisztinie, mieszka obecnie w enklawie Graczanica, głównym ośrodku serbskim w tej części Kosowa. Samochodem z Graczanicy do Prisztiny jedzie się 10-15 minut, ale wielu z tych ludzi nie było tam w swoich domach od lata 1999 roku, kiedy do Kosowa weszły wojska NATO.
Dlaczego? Boją się?
W dużym stopniu tak. Poczucie braku bezpieczeństwa nie jest tak duże jak jeszcze kilka lat temu, ale nadal się utrzymuje. Stopień zaufania pomiędzy obiema społecznościami jest zerowy. Jeżeli np. jakiś Serb poważnie zachoruje, to nie wiezie się go do szpitala w Prisztinie, tylko do północnej Mitrowicy, położonej w odległości 50 kilometrów.
A gdyby ktoś miał wypadek i groziłoby mu wykrwawienie?
Wydaje mi się, że mimo wszystko transportowano by taką osobę helikopterem do najbliższego serbskiego szpitala.
W jaki sposób te serbskie enklawy w ogóle mogą przetrwać?
Funkcjonują w pewnym stopniu przy pomocy międzynarodowej, ale głównie dzięki wsparciu Serbii, która przeznacza na nie bardzo poważne środki budżetowe. Pomoc materialną, towary dostarcza się konwojami, do niedawna pod silną ochroną wojskową. Na terenie enklaw funkcjonuje poza tym administracja serbska kierowana z Belgradu. A co z małżeństwami serbsko-albańskimi?
Nie ma takich i zresztą w przeszłości również należały one do rzadkości.Podziały były bowiem zawsze bardzo silne, szczególnie na terenach wiejskich. Wynika to częściowo z modelu ukształtowania społeczności albańskiej. Składa się ona z wielkich rodzin, klanów – bardzo zamkniętych, kierujących się ściśle przestrzeganymi wewnętrznymi zasadami. Serbowie to inny świat, choć np. też są bardziej tradycyjni, bardziej przywiązani do ziemi od Serbów z innych części Bałkanów.
Dużąrolę odgrywa również fakt, iż Albańczycy kosowscy, poza kilkoma procentami katolików, to niemal w całości muzułmanie. Różni ich to od Albańczyków w samej Albanii, gdzie występuje większa równowaga pomiędzy katolikami, prawosławnymi i muzułmanami. Tymczasem Serbowie są silnie przywiązani do prawosławia. Jeśli Serb, to musi być prawosławny.
ONZ podejmuje działania na rzecz przełamania lodów pomiędzy obiema społecznościami. Czy są one nieskuteczne?
Są wprowadzane różne programy, ale z efektami jest gorzej. Problempolega na tym, że wszystko jest mocno uzależnione od sytuacji politycznej. Jeśli jedni dążą do niepodległości, a drudzy robią wszystko, żeby do niej nie dopuścić, to trudno liczyć na powodzenie takich programów. Nie ma w ogóle pola, na którym strony mogłyby się rzeczywiście spotkać.
Sam Pan tego doświadczył w przeszłości jako rzecznik praw obywatelskich...
Tak, w latach 2000-2005 moja rola polegała na tym, żeby w imieniu społeczności międzynarodowej zbudować instytucję ombudsmana. Stałem się de facto pośrednikiem między zwykłymi ludźmi a administracją międzynarodową – i działającą w jej imieniu administracją albańską – praktycznie we wszystkich kwestiach, od problemów prawnych poodcinanie prądu czy brak wody we wsi. Zważywszy na konflikt międzyobiema społecznościami, było to niezwykle trudne.
Kto bardziej przyczynił się do wybuchu konfliktu w Kosowie – Serbowie czy Albańczycy?
Ta historia jest bardzo długa, skomplikowana, składa się z wielu epizodów. Mało kto pamięta np. o istnieniu państewka albańskiego, obejmującego również Kosowo, utworzonego pod protektoratem Włoch podczas II wojny światowej. Przeszło ono później pod bezpośrednie władztwo Hitlera. Serbowie byli w tym państewku bardzo mocno prześladowani – wielu zginęło, jeszcze więcej z Kosowa uciekło.
Po wyzwoleniu wydawało się, że będą mogli wrócić do Kosowa, ale te nadzieje okazały się płonne. Jednym z dekretów marszałek Tito zakazał im powrotu. Wynikało to m.in. z jego ówczesnych planów stworzenia szerokiej federacji jugosłowiańskiej obejmującej również Albanię. Później autonomia kosowskich Albańczyków miała służyć blokowaniu serbskiej przewagi w federacji. Po śmierci Tito przyszły dla Albańczyków w Kosowie gorsze czasy, zmieniły się cele i realia polityczne. Serbowie starali się, często brutalnymi metodami, utrzymywać ich w podległości. To pokazuje, że w zależności od doraźnych interesów politycznych raz jedni, raz drudzy byli górą.
Dziś w Kosowie Albańczyków coraz więcej, a Serbów coraz mniej...
Albańczycy kosowscy to obecnie naród o największym przyroście naturalnym w Europie. Od dawna mieli przewagę ludnościową, ale z czasem rosła ona coraz bardziej. Serbowie stanowią dziś niecałe 10 procent dwumilionowej ludności Kosowa. Od momentu wejścia wojsk NATO w 1999 roku wielu Serbów wyjechało. Niektórzy mówią o 200 tysiącach. Teraz, w związku z powstaniem nowego państwa, należy się liczyć z tym, że wyjadą kolejni.
Społeczność serbska stopniowo tam zaniknie?
Nie. Sądzę, że władzom nowego państwa nie uda się objąć kontrolą enklaw serbskich. Administracja ONZ-owska już się wycofuje, ma 120 dni, żeby zejść z pierwszej linii i ustąpić miejsca UE, natomiast Serbia nadal będzie tam silnie obecna. Belgrad obiecuje kontynuację pomocy dla enklaw serbskich, nawołuje Serbów, żeby nie wyjeżdżali.
Zwróćmy uwagę, że jedyną władzą w Kosowie od 1999 roku powinna być administracja międzynarodowa ONZ. Tymczasem tej administracji nigdy nie udało się pełnić istotnej części władzy w enklawach serbskich. Tam Serbowie zawsze będą rządzić się sami.
Najważniejsze jednak, żeby ludzie żyjący w Kosowie, niezależnie od przynależności etnicznej i stosunku do nowego państwa, mieli zapewniony byt, określone prawa i jakieś perspektywy na przyszłość.
Władzom nowego państwa uda się to zagwarantować?
Będzie z tym ciężko. Zwłaszcza po moich osobistych kosowskich doświadczeniach z ostatnich ośmiu lat mam dużo wątpliwości.
Czy Polska powinna uznać niepodległość Kosowa?
Najpierw powinna starannie rozważyć kwestie dotyczące samego Kosowa, jak również wszystkie związane z tą sprawą problemy prawno-międzynarodowe i strategiczne w skali szerszej niż tylko Kosowo czy Zachodnie Bałkany. Podejmowane obecnie decyzje niosą ze sobą naprawdę dużo ryzyka w różnych wymiarach.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook