Obama porwał berlińczyków
Kandydat demokratów na prezydenta USA Barack Obama wybrał Niemcy na miejsce jedynego publicznego wystąpienia w Europie.
Spotkaniem z kanclerz Angelą Merkel senator Barack Obama rozpoczął wczoraj swoją wizytę w Niemczech. W centrum Berlina witały go tłumy. Kamery śledziły każdy jego krok i gest. „Superstar”, „książę z bajki” „nowy Kennedy” – pisały niemieckie gazety. Doszukano się nawet niemieckich przodków kandydata demokratów na prezydenta ze strony matki. W okolicach kolumny Zwycięstwa, gdzie wieczorem przemawiał senator z Illinois, ludzie gromadzili się już od rana.
– Większą popularnością cieszył się chyba tylko John Kennedy – wspominali komentatorzy w telewizyjnych programach. Bez końca cytowano wyniki ankiet socjologicznych, z których wynika, że trzy czwarte obywateli Niemiec życzyłoby sobie, aby Barack Obama został kolejnym prezydentem USA. John McCain ma zaledwie dziesięć procent zwolenników. „Obama rozbudził nadzieję Niemców i Europejczyków na odnowienie relacji transatlantyckich” – tłumaczył szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier w wywiadzie dla „Die Zeit” przyczyny zauroczenia swych współobywateli gościem z USA.
Obama wybrał Berlin jako miejsce jedynego swego publicznego wystąpienia w czasie europejskiej podróży, której kolejnymi etapami będą Paryż i Londyn. „Francuzi i Brytyjczycy są zdania, że na Niemczech skupia się za dużo uwagi” – taką opinią podzielił się z tygodnikiem „Der Spiegel” jeden ze współpracowników Baracka Obamy. Kandydat na prezydenta zamierzał początkowo wygłosić swoje przemówienie pod Bramą Brandenburską. – Nie jest to właściwe miejsce dla kampanii wyborczej w USA – ocenił urząd kanclerski. Ostatecznie ustalono, że Obama przemawiać będzie pod kolumną Zwycięstwa, zaledwie kilometr od słynnej bramy. Kamery ustawiono zresztą tak, aby Brama była dobrze widoczna.
Niemieccy politycy nie ukrywają zadowolenia, że właśnie w Berlinie Barack Obama przedstawia swoją wizję relacji pomiędzy Europą a Stanami Zjednoczonymi. Obawiają się jednak amerykańskich żądań zwiększenia zaangażowania w Afganistanie, militarnego lub też finansowego.
– Obama dąży do stworzenia systemu, który można by nazwać koalicją płatników. Chodzi o przerzucenie części kosztów związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa na świecie na sojuszników USA. Może to być coś w rodzaju planu Marshalla dla Bliskiego Wschodu – tłumaczy Joseph Braml z Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej (DGAP).
– Al Kaida formuje się na nowo. Talibowie się umacniają... Ani Niemcy, ani tym bardziej Amerykanie nie powinni sądzić, że możliwe jest nadal stosowanie połowicznych środków w Afganistanie czy Pakistanie bez konieczności zapłacenia odpowiedniej ceny – powiedziała w wywiadzie dla „Spiegla” Susan Rice, doradczyni Baracka Obamy. Niemcy odpowiadają na to, że już jesienią zamierzają wysłać do Afganistanu dodatkowy liczący tysiąc żołnierzy kontyngent Bundeswehry.
Wystąpienie Obamy w Berlinie ma znaczenie symboliczne. Tu wygłaszali ważne przemówienia prezydenci USA, m.in. John Kennedy, Ronald Reagan i Bill Clinton. – Oni byli prezydentami, ja obywatelem – odpowiada Obama.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON