Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Sensu i pomysłu nie stwierdzono

Marcin Flint 09-01-2008, ostatnia aktualizacja 09-01-2008 21:47

Literaccy bohaterowie, stalowe, dymiące monstra i malownicze miasto. To intrygujące elementy, których nie udało się w „Pierwszej Brygadzie” zgrabnie połączyć.

źródło: Nieznane
„Steampunk po polsku” jest hasłem reklamującym komiks „Pierwsza Brygada”. Steampunk, odmiana literatury science fiction, to urokliwa mieszanka dziewiętnastowiecznej staroświeckości z przemysłową potęgą. To retro-futurystyczna uczta, z alternatywnym biegiem historii na przystawkę i imponującymi pomysłami technicznymi na deser. Kto czytał „Dworzec Perdido” Mieville’a, oglądał „Miasto Zaginionych Dzieci” Jeuneta i Caro, grał w „Syberię” Sokala, czy choćby przeglądał „Ligę Niezwykłych Dżentelmenów” Moore’a, ten wie, o co chodzi. Jeśli nie wie, może się dowiedzieć, sięgając po komiks Wyrzkowskiego, Piątkowskiego i Janicza. Ten komiks to jednak mało finezyjne rozwiązanie, droga na skróty, która nie wiadomo, dokąd prowadzi. Staś Tarkowski pomaga wydostać się z więzienia Józefowi Piłsudskiemu. Po drodze zaplącze się jeszcze Bohatyrowicz, Wokulski, ładnie narysowane maszyny i jeszcze ładniej narysowany Sankt Petersburg. Sensu bądź dramaturgii nie stwierdzono, za co najłatwiej obwinić scenarzystę Tobiasza Piątkowskiego. To kolejna jego praca, w której niezłe scenki nie tworzą wspólnej, wciągającej całości. Alan Moore, zderzając bohaterów Verne’a, Stokera, Haggarda, Wellsa i Stevensona, znalazł klucz, przy czym bawił się detalami, polemizował z wymową oryginałów, odwracając sytuacje w nich nakreślone. „Pierwsza Brygada” to postacie prostacko wydarte, rzucone w nieskładny wir wydarzeń plus szczypta nie najlepszego poczucia humoru. Stylowe, monochromatyczne rysunki Wyrzkowskiego, pomimo jego widocznej smykałki do scen batalistycznych, jak też pełnego zrozumienia dla ducha uprawianego gatunku,nie ratują komiksu. Z ferowaniem ostatecznych wyroków warto jednak poczekać na kolejne części, by zobaczyć, jak rozwinie się akcja. Na razie „steampunk po polsku” jest jak „polski horror” czy „polski erotyk”. Chęci nie brak, a jednak efekt toporny, nieprzystający do zachodnich wzorców.
__Archiwum__