r e k l a m a

Z lokomotywą nie masz szans

Piotr Szymaniak 05-08-2008, ostatnia aktualizacja 06-08-2008 08:07

Kwadrans przed godz. 13. Na niestrzeżony przejazd kolejowy na ul. Warszawskiej we Włochach wjeżdża osobowy samochód. Kierowca nie widzi lokomotywy, która chwilę później uderza w auto.

autor: Gardziński Robert
źródło: Fotorzepa

Huk i brzęk tłuczonego szkła. Zderzaki lokomotywy wbijają się w samochód dokładnie na wysokości bocznych okien. Zanim maszynista wyhamuje, pcha auto jeszcze dobrych kilkadziesiąt metrów. Rozpoczyna się akcja ratunkowa. Symulowana. Tak samo jak cały wypadek. Tym razem nikomu nic się nie stało.

Nie ma żartów

Akcja była częścią kampanii „Bezpieczny przejazd. Zatrzymaj się i żyj“. W ten sposób jej organizator – PKP Linie Kolejowe – chce zwrócić uwagę kierowców na bezpieczne przejeżdżanie przez przejazdy kolejowe.– Chcieliśmy pokazać, co się dzieje, kiedy kilkudziesięciotonowa lokomotywa uderza w ważący niewiele ponad tonę samochód – wyjaśnia Krzysztof Łańcucki, rzecznik prasowy PKP PLK. – A przecież masa całego pociągu to kilkaset, a czasem nawet kilka tysięcy ton.

Inscenizacja wypadła bardzo sugestywnie. Lokomotywa dosłownie zmiotła samochód z przejazdu z taką łatwością, jakby było to pudełko zapałek. A przecież jechała, a właściwie toczyła się, z prędkością ledwie 20 km/h. Normalnie pociągi jeżdżą o wiele szybciej.

– Nie tak dawno w Tłuszczu samochód wjechał pod pociąg jadący z prędkością 90 km/h – przytacza Krzysztof Łańcucki.– Kierowca zginął na miejscu.

Auto użyte podczas inscenizacji było tak zdemolowane, że ekipa ratownicza musiała odciąć dach, aby uwolnić z niego umieszczone w nim manekiny. – Gdybyśmy mieli do czynienia z żywymi ludźmi, ich szanse na przeżycie byłyby nikłe – mówi aspirant Artur Landy z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Straży Pożarnej.

Jak zapewniają kolejowi eksperci, maszynista – widząc samochód na przejeździe – właściwie nie jest już w stanie zatrzymać pociągu. Może tylko wcisnąć hamulec i czekać na zderzenie.

W zaimprowizowanej akcji ratunkowej wzięło udział kilka jednostek straży pożarnej, karetki i wozy policyjne. Przejeżdżający przez przejazd kierowcy przyglądali się z zainteresowaniem. Z odległości kilku metrów nie można było odgadnąć, że wypadek nie był prawdziwy.

Chwila nieuwagi

Co roku na przejazdach dochodzi do kilkuset wypadków. Tylko w 2007 roku śmierć poniosło 48 osób, a 115 było rannych.

Po pierwszych pięciu miesiącach 2008 roku ten bilans wypadków wyniósł już 93. Zginęło w nich 11 osób, a kolejnych 39 zostało rannych. – Ostatnio czarnym dniem na torach był 15 lipca. W pobliżu Szamotuł samochód wjechał pod pociąg – przypomina Krzysztof Łańcucki. – Śmierć poniosła kierująca samochodem młoda matka i jej trzyletnia córeczka. Kilka godzin później w pobliżu Piętnowa Wieluńskiego kolejny samochód wjechał pod pociąg. Trzy osoby zginęły, w tym 14-letni chłopiec.

W obydwu przypadkach działała zarówno sygnalizacja świetlna, jak i dźwiękowa. Nawet wczoraj, przed rozpoczęciem akcji, auta przejeżdżały przez przejazd mimo czerwonego światła i sygnału dźwiękowego. Według statystyk, lato to okres, w którym najczęściej dochodzi do wypadków na przejazdach. Powód? Zwiększony ruch oraz nieuwaga spowodowana upałem.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy