r e k l a m a

Nowa szkoła z klocków

Marek Kozubal 26-08-2008, ostatnia aktualizacja 27-08-2008 19:36

Od września ruszy na Białołęce pierwsza „szkoła modułowa”. Postawiono ją w półtora miesiąca. Ratusz chce, aby dzielnice w ten sposób rozbudowywały istniejące placówki.

Alicja Waś, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 112 na Białołęce, przy skrzydle szkoły, dobudowanym tzw. metodą modułową, stosowaną przez Szwajcarów i Austriaków
autor: Gardziński Robert
źródło: Fotorzepa
Alicja Waś, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 112 na Białołęce, przy skrzydle szkoły, dobudowanym tzw. metodą modułową, stosowaną przez Szwajcarów i Austriaków

Szkoła podstawowa przy ul. Berensona została wybudowana 20 lat temu. Parterowy budynek postawiono niemal w centrum pól uprawnych. Naukę rozpoczynało w nim 60 dzieci.

Za pół ceny

W ciągu lat w okolicy powstały nowe osiedla, zamieszkało tysiące ludzi. Szkoła zaczęła więc pękać w szwach. – Maksymalnie powinno do niej chodzić 300 dzieci. Teraz mam niemal 400. Nauka odbywa się na dwie zmiany, bo mamy zaledwie dziewięć sal lekcyjnych – mówi Alicja Waś, dyrektorka szkoły.

Właśnie dlatego dzielnica Białołęka zdecydowała się na rozbudowę podstawówki tzw. metodą modułową.

Za pomocą lekkich, przenośnych konstrukcji postanowiono dobudować jedno skrzydło. W ciągu półtora miesiąca, wykorzystując tę technologię, robotnicy powiększyli szkołę o jedną trzecią.

– Dobudowali trzy sale lekcyjne, dwie toalety, dwa gabinety: dla logopedy i psychologa – cieszy się Alicja Waś.

Wewnątrz nowe pomieszczenia niczym nie różnią się od tych stawianych tradycyjną metodą z betonowych płyt i cegieł.

Klasy są przestronne i jasne, mają duże okna i drzwi, wykończone są płytami gipsowymi. Lekkość konstrukcji widać tylko na zewnątrz, ściany są bowiem wykończone białą falistą blachą.

Dobudowa kosztowała dzielnicę 971 tys. zł. Cena za metr kwadratowy wyniosła 3 tys. zł. Gdyby z modułów stanęła cała szkoła, koszt metra byłby jeszcze niższy.

– A w obiekcie budowanym tradycyjną metodą metr kosztuje ok. 5 tys. zł – informuje Czesław Piechociński z miejskiego Biura Edukacji. – Z modułowych rozwiązań korzystają m.in. Austriacy i Szwajcarzy, którzy stawiają obiekty oświatowe w małych górskich miejscowościach. Dzięki nim łatwo można przenosić szkołę w inne miejsce.

Zachęcą innych

Wiadomo, że za rok moduł zostanie zdemontowany i postawiony przy szkole przy ul. Juranda ze Spychowa. – Podstawówka przy Berensona będzie zburzona, zacznie się budowa nowej, a dzieci przeniesiemy do SP przy Ostródzkiej, która przygotowuje się na przyjęcie nowych uczniów – dodaje Alicja Waś.

Przedstawiciele Biura Edukacji chcą zachęcić inne dzielnice, aby poszły w ślady Białołęki.

– Takie obiekty łatwo można przenieść w miejsca, gdzie wzrośnie liczba dzieci, np. na nowe osiedla – uważa Jolanta Lipszyc, szefowa Biura Edukacji.

– W przyszłym tygodniu pokażemy te rozwiązania władzom dzielnic, będziemy przekonywali, aby z nich skorzystały – mówi Piechociński. Całą „szkołę modułową” stawia się w parę miesięcy, tradycyjną – w dwa lata.

Wybrane opinie czytelników:

TOP:

I tym sposobem Warszawa awansowała do grona małych alpejskich wiosek. Cieszcie się mieszkańcy Białołęki, oddychajcie świeżym górskim powietrzem i upajajcie pięknymi widokami :)Pewnie lepsza taka szkoła niż żadna, ale ciekawe czy we Wiedniu, Zurichu i Genewie, też takie baraczki stawiają, czy jednak planują infrastrukturę dzielnic mieszkaniowych?

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy