Na zawsze w sercu Śródmieście Południowe
Młoda i utalentowana Zosia Klepacka, mistrzyni świata w windsurfingu, która nie miała szczęścia do wiatru podczas olimpiady w Pekinie, oprowadza nas po swoim podwórku i innych ulubionych miejscach.
- Zawsze podkreślam, że jestem Zośką z szarego podwórka – mówi z zadziornym uśmiechem. Właśnie na jej rodzinnym podwórku się spotykamy. Na zewnątrz zgiełk, bo przecież Marszałkowska w południe pełna jest ludzi i pędzących samochodów. A w typowej śródmiejskiej „studni“ cicho i spokojnie. W rogach gruz i złom, a w centralnym miejscu posąg Marii Panny opleciony zielenią. U stóp figurki cegła, którą Zosia Klepacka sama przywiozła kilka lat temu ze spotkania młodzieży w Lednicy, bo jak przyznaje, „wszyscy tu w Bozię wierzą“.
Atmosfera na schodkach
To miejsce pozornie tylko jest szare, tu bowiem toczy się życie towarzyskie dzieciaków z okolicy. – Tu za małolata grało się w piłkę, tu miałam więc po raz pierwszy styczność ze sportem. Teraz często przesiadujemy tu na schodkach i rozmawiamy, tu się spotykamy, by z całą ekipą ruszyć na miasto – relacjonuje Zosia.
Wszyscy się tutaj znają. Co chwila ktoś przychodzi zagadać, zapytać, co słychać. Sąsiedzi namiętnie kibicują Zosi, a ona wie, że to społeczność, która była z nią, jest i będzie niezależnie od wszystkiego. Jak przyznaje, od kiedy pamięta, cieszyła się uprzywilejowaną pozycją jako jedyna dziewczyna w towarzystwie. Koledzy zawsze dbali, by nic jej się nie stało. Wśród nich są ci, którzy rapowali, „choć by przydzielili trzech dodatkowych dzielnicowych, to nie zrobią NRD na Śródmieściu Południowym“.
– Ja po prostu uwielbiam tę okolicę, nawet mam tatuaż „NZŚP“, co znaczy „Na Zawsze Śródmieście Południowe“ – przyznaje.
Biegając zboczem skarpy
Nie przytłacza jej burość miasta, wręcz przeciwnie. Często można spotkać ją, jak spaceruje swoją ulubioną trasą. Od podwórka na Marszałkowskiej, przez dynamicznie zmieniającą się Chmielną, gdzie lubi przysiąść na kawę – zimą latte, a latem... orzeźwiającą frappe, następnie odrestaurowanym Nowym Światem na plac Trzech Krzyży, a stąd już tylko kilka kroków na Hożą lub Wilczą do domu.
Choć centrum nie sprzyja zwierzętom, zawodniczka ma psa i znalazła dla niego idealne miejsce na spacery. To park Kultury przy Ogrodach Frascati. Razem ze swoim czworonogiem przechadza się chętnie po alejkach biegnących po zboczu skarpy wiślanej, korzystając z tego, że park wciąż nie jest tak zaludniony jak inne zielone tereny w sercu Warszawy.Zosia podkreśla z dumą, że mimo pozornych minusów – ona, warszawianka z krwi i kości od pokoleń – kocha centrum stolicy.
Poskromić Wisłę
– Większość moich kolegów mieszka nad morzem, non stop mają wodę, fale i możliwości do trenowania sto razy większe ode mnie. A ja i tak wybieram Warszawę – przyznaje.
Nie jest to łatwy wybór. Kiedy nadarza się dobra okazja i zapowiada się odpowiednia pogoda, Zosia wsiada w nocny pociąg i rusza nad morze, a zimą wyjeżdża dalej, za granicę.
Na Wiśle czasami pływa, choć nie trenuje, ale już same spacery czy bieganie z psem wzdłuż nabrzeża relaksują ją. Poza tym na dzikim brzegu windsurferka świetnie się bawi, urządzając ze znajomymi grilla. Klepackiej marzy się, żeby życie kulturalno-kulinarne Warszawy przeniosło się nad Wisłę, wzorem zachodnich metropolii.
Sama próbuje ożywić Wisłę. W zeszłym roku razem z Rafałem Poniedzielskim, z którym prowadzi fundację Hej Przygodo, zorganizowała zawody o Puchar Fundacji.
W tym roku również nie pozostają bezczynni – zaplanowali Długodystansowe Mistrzostwa Polski w Windsurfingu, które odbędą się we wrześniu. Sama zawodniczka zdecydowanie odradza pływanie wpław. Rzeka jest brudna, niebezpieczna, pełna prądów. Zosia jednak ma nadzieję, że to się zmieni i będzie jak w jej dzieciństwie, gdy przychodziła tu z tatą na żaglówki i na miejskie kąpieliska.
Piątki przy funku i rapie
Ostatnio ze względu na puchar świata i przygotowania do igrzysk w Pekinie niemal cały czas spędziła poza krajem. Mimo to nie zapomina o swoich ulubionych klubach. Dawniej był to Punkt na Koszykowej, legendarny klubik w piwnicy Wydziału Architektury, gdzie młodzież spotykała się, by posłuchać czarnej muzyki.
Teraz Klepacka najchętniej wybiera klub 55, zwany przez bywalców „piątkami“. W kameralnym lokalu w Pałacu Kultury i Nauki poleca zwłaszcza piątkowe imprezy przy funku i hip-hopie. – Teraz wreszcie odżyję towarzysko, mam cztery miesiące luzu, bo czekają mnie tylko zgrupowania, jest więc czas, by odświeżyć kontakty i sprawdzić, co słychać u przyjaciół z podwórka – mówi zadowolona.
Dodaj swoją opinię
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook