Pół wieku w obrączkach
Jak wytrzymać 50 lat razem? - Często wyjeżdżać w delegacje, a od czasu do czasu wziąć głęboki oddech - mówią jubilaci.
Ale to nie wszystko. – Trzeba mieć jeszcze poczucie humoru i trochę szczęścia – dodaje inżynier Zdzisław Ordak, a żona Barbara powtarza: – Wytrwałość i jeszcze raz wytrwałość. Wczoraj państwo Ordakowie odebrali z rąk wojewody Jacka Kozłowskiego prezydenckie odznaczenie za długoletnie pożycie małżeńskie.
Impreza na całe osiedle
Ślub mieli w kościele św. Józefa na Kole. – Wtedy wszystko odbywało się inaczej, skromniej – wspomina pani Barbara. – Nie było tyle kwiatów i prezentów co dziś, a przyjęcie odbywało się w domu. Muzyka szła z gramofonu, który kuzyn zainstalował w pokoju. Głośnik wystawił za okno i całe osiedle się bawiło.
Czego się wtedy słuchało? – Gniadkowski, Rylska, no i szlagiery w rodzaju „Głębokiej studzienki“ – opowiada pani Barbara.
Po ślubie Ordakom wcale nie było lekko. – Gnieździliśmy się razem z rodzicami w jednym mieszkaniu. Pierwsze własne to był żłób betlejemski, rudera absolutna – opowiada małżeństwo. – Jak już się do bloku wyprowadziliśmy to jak do Belwederu.
Wczoraj po uroczystości w urzędzie państwo Ordakowie z rodziną wybrali się do cukierni. – Żona jest stała w uczuciach, dobrze gotuje (lane kluski palce lizać) i świetnie zajmuje się domem. No i ma do mnie dużo cierpliwości – komplementował ukochaną pan Zdzisław.gardziJak mówią, 50 lat minęło im bardzo szybko i szczęśliwie. – To dlatego, że zawsze byliśmy dla siebie wyrozumiali.
– Teraz czasy są inne. Młodzi to tacy „letkiewicze“. Wszystkiego zaznają przed ślubem, a potem nie mają już do czego dążyć – uważa pani Ordak. – Większą część zasobów dają rodzice, a lepiej jest jednak jak małżonkowie wspólnie muszą do wszystkiego dojść. To cementuje związek.
Jedna randka i ślub
– Nam myśl o rozwodzie nawet przez chwilę nie przemknęła – mówi pułkownik Kazimierz Zieliński, który wraz z żoną Jadwigą także otrzymał wczoraj odznaczenie. – W dodatku, gdyby jeszcze raz przyszło nam szukać towarzysza życia, to wybralibyśmy siebie.
To był klasyczny przypadek miłości od pierwszego wejrzenia. – Mąż przyszedł do mnie do ministerstwa, gdzie wtedy pracowałam, w poniedziałek i od razu się zakochał. W sobotę były już zaręczyny – opowiada pani Jadwiga.
– Ujęła mnie urodą. Zresztą do dziś taka pozostała. Czy ciężko było wytrzymać? Nie, to czasy były ciężkie – dodaje mąż.
Pierwsza randka? – Ot mąż odprowadził mnie po pracy wieczorem do domu. A potem szybki ślub – mówi pani Zielińska. – Śnieg był niesamowity, a ja prawie się spóźniłem – wspomina pan Kazimierz.
Receptę na długie pożycie mają prostą: przez żołądek do serca. – Żona świetnie gotuje i to bez książki kucharskiej. Jej rosół i kurczak łagodzi mnie natychmiast – twierdzi pan Zieliński. – A ja go kocham za to, że potrafi się przyznać do błędu i przeprosić – kończy pani Jadwiga.
Dodaj swoją opinię...
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook