r e k l a m a

Scena nie dla lektur

Monika Górecka-Czuryłło 29-08-2008, ostatnia aktualizacja 30-08-2008 15:47

W Teatrze Na Woli nie zobaczymy już „Ani z Zielonego Wzgórza”. Nie powstanie spektakl „Kamienie na szaniec”. Na działający 15 lat teatr dla uczniów nie ma już miejsca przy ul. Kasprzaka.

autor zdjęcia: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa

Daliśmy 1900 przedstawień, nasze spektakle obejrzało 550 tys. osób – podsumowuje 15--letnią działalność szef Impresariatu Teatralnego Klasyki Młodzieżowej KEMA Krzysztof Kołtoński.

W 1993 r. małżeństwo artystów, Ewa Smolińska i Krzysztof Kotłoński, założyło firmę, która miała wystawiać szkolne lektury dla młodzieży. Umowę podpisali z Teatrem Na Woli. Przez 15 lat pokazali młodym widzom adaptację m.in. „Ani z Zielonego Wzgórza”, „Szatana z siódmej klasy” i hiphopową wersję „Chłopców z placu Broni”. We współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego planowane były „Kamienie na szaniec”. Tu zaczynali karierę m.in. Edyta Olszówka i Bartosz Opania.

– Scena miała wypełniać lukę między kukiełkową a tą wielką, dramatyczną – wyjaśnia Solińska. – A dodatkowo chcieliśmy pokazać młodym ludziom, przyjeżdżającym z całej Polski, klimat teatru: kurtynę, dekorację, gongi, nawet bufet.

Kolejnego sezonu teatralnego KEMA już na Woli nie rozpocznie. Nowa dyrekcja teatru nie przedłużyła z nią umowy.

– Mamy zupełnie inny profil artystyczny. Chcemy pokazywać polską współczesną dramaturgię, którą planujemy sami produkować. Mamy prawo do własnej koncepcji – wyjaśnia kierownik literacki Teatru Na Woli Remigiusz Grzela. Dodaje, że teatr dopłacał do Impresariatu. – A miasto, bo ono jest właścicielem teatru, nie powinno finansować prywatnych firm – przekonuje. I dodaje, że nikt Impresariatu nie wyrzucał. – Skończyła się umowa. W Biurze Kultury zawarliśmy porozumienie. Zgodnie z nim do końca roku przechowamy kostiumy KEMY. Innych roszczeń szef Impresariatu nie miał.

– Nikt do nas nie dopłacał – denerwuje się Smolińska. – Choć mieliśmy tanie bilety, po 16 zł, to był zysk, którym się dzieliliśmy: 40 proc. dla teatru, 60 proc. dla nas.

Artyści próbowali szukać pomocy u radnych. – Dajemy setki milionów na prywatne stadiony, a nie możemy pomóc tak szczytnej inicjatywie – denerwuje się radny Michał Grodzki (PiS). Ale przedstawiciele ratusza rozkładają ręce. Tłumaczą, że to dyrektor teatru decyduje o programie i profilu placówki. Teatr Na Woli co roku dostaje od miasta 3,2 mln zł.

Marek Kraszewski, dyrektor miejskiego Biura Kultury

Dobrze oceniam edukacyjną działalność KEMY. Ale idea teatru lekturowego kojarzy się głównie z zespołem objazdowym, który wystawia sztuki w małych miejscowościach. A jeśli chodzi o pomoc dla wolskiego Impresariatu, to miasto takiej możliwości nie ma. Jedyny ratunek to założenie przez nich stowarzyszenia i start w miejskich konkursach.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy