r e k l a m a

Odwiedził żonę w szpitalu, później ją zabił

blik 26-09-2008, ostatnia aktualizacja 28-09-2008 17:04

Starszy mężczyzna w szpitalu przy Stępińskiej zamordował swoją żonę, a potem próbował popełnić samobójstwo.

W liście pożegnalnym tłumaczył, że chciał ulżyć jej w cierpieniu Leokadia Z. miała 86 lat. Została przywieziona do lecznicy w czwartek. Trafiła na oddział chorób wewnętrznych.

Wczoraj ok. godz. 15 odwiedził ją mąż, 85-letni Marek. W pewnej chwili mężczyzna wyjął brzytwę i poderżnął gardło żonie, a potem w ten sam sposób próbował popełnić samobójstwo.

Zamknięty oddział

Personel szpitala rozpoczął reanimację małżeństwa. Mimo wysiłków kobieta zmarła. Mężczyznę operowano. Jego stan jest wciąż bardzo ciężki. – Ponad 30 lat pracuję w szpitalu. Nigdy wcześniej nie mieliśmy takiego przypadku. Mnie i całemu personelowi jest bardzo smutno – mówił nam Leszek Wójtowicz, dyrektor Szpitala Czerniakowskiego.

Wieczorem oddział, gdzie doszło do tragedii, był zamknięty. – Wszystkich przenieśli stamtąd na inne oddziały – opowiadał naszemu reporterowi jeden z pacjentów. Dodał, że było takie zamieszanie, że myślał, że do szpitala przywieziono jakiegoś kryminalistę.

Leokadia Z. leżała na sali razem z trzema innymi pacjentkami. Stan dwóch jest na tyle poważny, że mogły nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, co się stało. Trzecia z kobiet jest w szoku. Opiekują się nią psychologowie.W szpitalu do późnych godzin nocnych pracowali policjanci i prokuratorzy, którzy zabezpieczali miejsce zdarzenia, zbierali ślady, przesłuchiwali świadków.

Bał się samotności?

Dlaczego Marek Z. zabił żonę, a później targnął się na swoje życie? Na szpitalnym łóżku Marek Z. zostawił list, w którym tłumaczy, że chciał ulżyć swojej żonie.

Jego sąsiedzi z bloku przy ul. Iwickiej, gdzie mieszkało małżeństwo, mówią, że mężczyzna bardzo kochał swoją żonę i dbał o nią. Podziwiali go za to.

– Ona chorowała od dawna. Nie mogła chodzić. On robił zakupy, troszczył się o wszystko – mówi jedna z lokatorek.

Inna dodaje, że od jakiegoś czasu Marek Z. przebąkiwał, że jest już tym wszystkim bardzo zmęczony.

– Na głowie miał nie tylko chorą żonę, ale też córkę, która ma raka – dodaje kobieta.

Leokadia Z. chorowała od dawna. Często bywała w szpitalu. – Może jej mąż chciał to wszystko już skończyć albo bał się, że żona wcześniej umrze, a on zostanie sam na świecie – zastanawiają się policjanci.

Do wczorajszego zamachu Marek Z. się przygotował. W mieszkaniu małżeństwa policja znalazła na stole odłożone pieniądze oraz adresy domów pogrzebowych.

To już trzecia podobna zbrodnia w tym miesiącu. Najpierw w mieszkaniu przy ul. Syrokomli Rafał W. postrzelił swoją byłą żonę, a potem popełnił samobójstwo. Kobieta przeżyła. Zeznała, że mężczyzna strzelał, bo był o nią zazdrosny. W zeszłym tygodniu przy ul. Okólnik 43-letni Görger J. zabił swoją konkubinę. Po zbrodni wyskoczył z okna na piątym piętrze. Zginął na miejscu.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy