Porwany Malczewski
Takiej kradzieży obrazów nie było w Warszawie od kilku lat. Złodzieje zrabowali ze śródmiejskiej galerii prace Jacka Malczewskiego i Stanisława I. Witkiewicza. Są one warte niemal pół miliona złotych.
To mogła być kradzież na zlecenie – mówią policjanci. – Nikt przypadkowy nie włamuje się do galerii i bierze jeden z najcenniejszych obrazów.
Do włamania doszło minionej nocy w Śródmieściu. Złodzieje przepiłowali kraty w domu aukcyjnym Desa-Unicum, znajdującym się przy ul. Marszałkowskiej. Wybili szybę i weszli do pomieszczeń.
Zabrali dwa obrazy z ramami, znajdujące się blisko wejścia. Choć w budynku włączył się alarm, pracownicy firmy ochroniarskiej nikogo nie złapali.
Złodzieje zrabowali obraz olejny Jacka Malczewskiego „Portret mężczyzny na tle pejzażu” (1920 r.) oraz pastelę węglem Stanisława I. Witkiewicza „Portret kobiety” (1931 r.). Ten pierwszy jest wart 450 tys. zł, a drugi – kilkanaście tysięcy zł.
Obraz Malczewskiego pochodził z kolekcji Ewy Fibak i Wojciecha Fibaka, znanego tenisisty i kolekcjonera sztuki.
– Kupiłem go w latach 70. od żony polskiego dyplomaty w Paryżu. Przez wiele lat był w mojej kolekcji, ale kilka lat temu go sprzedałem – powiedział nam Wojciech Fibak.
Nikt nie sprzeda obrazu
Obraz Malczewskiego został wystawiony na aukcji, ale nikt go nie kupił, dlatego trafił do galerii. „Portret kobiety” Witkiewicza jeszcze nie znalazł się w katalogu przygotowywanym na aukcję.
– Galeria jest ubezpieczona, właściciele otrzymają odszkodowanie – mówi Magda Żuk, reprezentująca okradziony dom aukcyjny.
– To musiał być szaleniec, nikt normalny nie ukradłby tak znanego na naszym rynku obrazu Jacka Malczewskiego. Legalnie nie ma szans na jego sprzedaż – uważa Wojciech Fibak.
– Tego typu kradzieże na całym świecie zdarzają się niezwykle rzadko. Pomimo tego, co się stało, uważam, że inwestycja w obrazy jest bardzo bezpieczna – dodaje znany kolekcjoner.
Dotychczas złodzieje dzieł sztuki omijali stolicę. Łupem częściej padali krakowscy kolekcjonerzy.
To jednak nie pierwsza kradzież w warszawskiej galerii. W maju z domu aukcyjnego skradziono pejzaż francuski Henryka Epsteina. Dwa lata wcześniej ze staromiejskiej galerii bandyta ukradł zabytkowy zegar.
Plaga falsyfikatów
– Na warszawskim rynku częściej pojawiają się falsyfikaty obrazów znanych malarzy. Niektóre posiadają sfałszowane certyfikaty rzeczoznawców. Zwykle są sygnowane nazwiskiem Kossaka, Nikifora, Witkiewicza, Cybisa – mówi policjant zajmujący się ściganiem złodziei dzieł sztuki.
– W kupno dzieł sztuki inwestują grupy przestępcze. Zdarza się, że służą one gangom jako środek wymiany za broń czy narkotyki. Czasami, gdy są estetami, lubią mieć takie rzeczy u siebie w domu – dodaje oficer Komendy Głównej Policji.
Z danych Interpolu wynika, że 30 proc. zrabowanych dzieł sztuki odzyskiwanych jest za granicą kraju, w którym doszło do przestępstwa.
Zdaniem jednego z krakowskich antykwariuszy, skradzione w Polsce zabytki często trafiają do Austrii, Niemiec oraz USA. – Tyle że chodzi o obcych autorów. Malczewski i Witkacy są popularni głównie wśród polskich odbiorców – mówi antykwariusz.
Skradzione nieznalezioneDo najbardziej zuchwałych kradzieży obrazów dochodziło poza Warszawą. W 1974 r. w gdańskim muzeum odkryto, że ktoś wyjął z ram płótno i wstawił zdjęcie szkicu „Ukrzyżowanie” Antona van Dycka. Obraz wart jest 1,2 – 1,5 mln zł. Najgłośniejszą była jednak kradzież Claude Moneta „Wybrzeże w Pourville” (z 1882 r.). Zniknął on ze stałej ekspozycji w Muzeum Narodowym w Poznaniu w 2000 r. Złodzieje wycięli płótno z ram i wstawili w jego miejsce falsyfikat. Do najbardziej poszukiwanych dzieł należą też: „Madonna z dzieciątkiem” Lukasa Cranacha St. z 1530 r., skradziony w 1995 r. z kościoła w Sulmierzycach oraz „Zdjęcie z krzyża” Rubensa, zaginął on z kościoła w Kaliszu podczas pożaru w 1973 r.
Dodaj swoją opinię
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook