Trzy panie do ratusza?
Hanna Gronkiewicz-Waltz walcząca w 2010 r. o reelekcję w warszawskim ratuszu z Elżbietą Jakubiak z PiS i Katarzyną Piekarską z SLD? Niewykluczone.
W największych partiach w stolicy politycy zaczynają się zastanawiać, kogo wystawią za dwa lata w wyborach na prezydenta Warszawy. Kto zmierzy się z Hanną Gronkiewicz-Waltz, która wciąż deklaruje chęć walki o następną kadencję.
– Najlepiej, by nasz kandydat też był kobietą – słyszymy nieoficjalnie w PiS. Oficjalnych rozmów na ten temat jeszcze oczywiście nie ma, ale w kuluarach sondowane są dwa nazwiska potencjalnych pretendentów do prezydentury w Warszawie: posła Pawła Poncyljusza, byłego wiceministra gospodarki i radnego Śródmieścia oraz posłanki Elżbiety Jakubiak, byłej minister sportu i szefowej gabinetu Lecha Kaczyńskiego z czasów prezydentury w Warszawie.
Walka bez precedensu
A gdyby tak w wyborczej walce 2010 r. starły się aż trzy panie?
– Mielibyśmy kandydatkę. Do boju z Hanną Gronkiewicz-Waltz i Elżbietą Jakubiak mogłaby stanąć Katarzyna Piekarska (szefowa mazowieckiego Sojuszu – przyp. red.) – sugeruje jeden z polityków SLD. – Oczywiście decyzji nie ma. Za wcześnie. Najpierw musimy wiedzieć, czy idziemy sami do wyborów, czy z kimś w koalicji. Nie wiem też, czy nasi koledzy pozwoliliby kandydować kobiecie, bo tylu u nas „niedocenionych” ambitnych... Ale gdyby, to co by to była za kampania! – uśmiecha się.
Takiego „babskiego” pojedynku nie było jeszcze w żadnym mieście w Polsce.
– Rzeczywiście, byłaby to walka bez precedensu – przyznaje specjalista od wizerunku politycznego Eryk Mistewicz. – Ale jest coraz więcej aktywnych pań na wysokich stanowiskach. I gdy mężczyźni toczą kolejne kogucie walki i się wyrzynają, panie zyskują jako te, które wnoszą więcej autentyzmu w dbaniu o realne potrzeby ludzi i więcej opiekuńczości.
Płeć nie jest istotna
Z kim obecna prezydent wolałaby zmierzyć się za dwa lata w kampanii: z mężczyzną czy z kobietą? – Liczy się człowiek, a nie płeć – odpowiada Gronkiewicz-Waltz. Sama zżyma się, gdy ktoś w publicznej dyskusji traktuje ją specjalnie, bo jest kobietą. Uważa, że na takich stanowiskach jak prezydent Warszawy czy bankowiec nie jest to istotne. – Liczy się program do realizacji. Dla mieszkańców nie jest aż tak ważne, czy to kobieta, czy mężczyzna zbuduje im most.
Nie Hania, Ela, Kasia...
Żadna z kandydatek na kandydatki zapytana przez nas wczoraj o chęć walki o prezydenturę nie mówi jednoznacznie: „nie”. – O tym nie decyduję ja, tylko kierownicze gremium PiS. U nas w partii do tej decyzji jeszcze bardzo daleko – stwierdza Elżbieta Jakubiak.
– Zupełnie nie myślałam jeszcze, czy chciałabym kandydować – przyznaje Katarzyna Piekarska. – Ale, abstrahując od mojej osoby, gdyby w warszawskiej kampanii spotkały się same kobiety, sądzę, że byłaby ona bardziej merytoryczna. Panie mówiłyby konkretnie, co mają do zrobienia, a nie kłóciły się o szczegóły i filozofię, jak to mają w zwyczaju mężczyźni.
Czy to możliwe, by Jakubiak i Gronkiewicz-Waltz, które nie ukrywają już dziś wzajemnej niechęci, potrafiły opanować emocje? – To zależy, jaki wizerunek chciałyby sprzedać – oceniają politolodzy. – Może taki babski jazgot i emocje czasem są pożądane?
Hanna Gronkiewicz-Waltz już ma ustalony image chłodnego bankowca, finansisty, bizneswoman. Jakubiak mogłaby wykorzystać wizerunek matki Polki, troskliwej gospodyni.
– Pamiętam zarzuty, gdy w wyborach prezydenckich startowała Henryka Bochniarz – mówi Jakubiak. – Wtedy podkreślano, że nie wykorzystała naturalnego atutu, właśnie kobiecego ciepła i opiekuńczości. Była twierdzą wbitą w garnitur. I elektorat ją odrzucił.
Piekarska natomiast to model: „koleżanki z sąsiedztwa”, swojaka. – Niestety, czasy „swojaków” w polityce już minęły – ostrzega Mistewicz. – Nie chcemy już sąsiadów na stanowiskach. Takiej Kasi, Eli czy Hani. Prezydent: Katarzyna, Hanna czy Elżbieta ma być kimś lepszym od nas.
Mężczyźni się nie liczą
Gdy wśród mężczyzn o głosy walczy kobieta, zawsze ma bonus u części elektoratu. A gdy wystartują trzy damy? – Ich szanse się wyrównają. Wygra ta, która będzie potrafiła najładniej i najbardziej empatycznie opowiedzieć mieszkańcom swoją fabułę. Moim zdaniem, i tak decydującą rolę odegrają emocje – ocenia Mistewicz. A mężczyźni? – Nie będzie ich w polityce. Sami się wybiją – ironizuje. – Ale nawet, gdyby w tym szowinistycznym żeńskim gronie znalazł się jeden mężczyzna, nie miałby szans. W takim układzie byłaby to wyłącznie damska rozgrywka.
W warszawskim SdPl słyszymy, że w roli „rodzynka” mógłby wystąpić np. Marek Balicki.
Ale czy Hannie Gronkiewicz-Waltz, przy tak sprzyjających sondażach, za dwa lata ktoś w ogóle mógłby przeszkodzić w reelekcji? – Tak. Ona sama – konkluduje Mistewicz.
Dodaj swoją opinię
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook