Dziki billboard wyrzucony z Traktu
Firma AMS usunęła z Al. Ujazdowskich oburzającą reklamę. – To była celowa prowokacja – mówią szefowie AMS. Urzędnicy: – To nieprawda.
Od nieoczekiwanego filmu zaczęła się wczorajsza konferencja branży reklamowej „Bramy Kraju” zorganizowana przez firmę AMS. Na początku zobaczyliśmy billboard zasłaniający XIX-wieczny pałacyk Lesserów i oburzonych przechodniów – to były zdjęcia z lipca. Po chwili na ekranie pojawił się ten sam billboard ze sloganem: „Czy to dobre miejsce dla reklamy?”.
A potem była już scenka sprzed kilku dni: robotnicy demontujący kontrowersyjną tablicę.
Na mównicy w hotelu Radisson pojawił się prezes AMS Piotr Parnowski: – Postawienie tego nośnika było prowokacją. Chcieliśmy wywołać debatę na temat miejsca reklamy w przestrzeni publicznej – oznajmił.
Ratowanie wizerunku
Jeszcze w lipcu przedstawiciele AMS wcale nie zamierzali demontować billboardu, mimo że wzywała do tego m.in. Ewa Nekanda-Trepka, stołeczna konserwator zabytków. Wiceprezes spółki Marek Kuzaka powiedział wtedy „ŻW”: – Jeśli billboard zostanie zdjęty, będzie to zamach na prywatną własność.
Skąd ta zaskakująca zmiana?
– To ze strony AMS raczej działanie wtórne i próba ratowania wizerunku już po fakcie – ocenia naczelnik Wydziału Estetyki Miasta Tomasz Gamdzyk. W kuluarach usłyszeliśmy też opinię: – Jeśli AMS bierze się za porządkowanie miejskiego krajobrazu, to równie dobrze PZPN mógłby objąć patronat nad akcją antykorupcyjną.
Nie brakowało jednak opinii, że po kilku wpadkach AMS chce zmienić wizerunek: firma usunęła w końcu dwa billboardy ze skweru przy ul. Wiejskiej, obok pomnika Polskiego Państwa Podziemnego (to efekt nacisku parlamentarzystów, do których dotarli przedstawiciele Światowego Związku Żołnierzy AK).
Wczoraj AMS zaprezentował na Krakowskim Przedmieściu pierwszy z nowych kiosków i słupów reklamowych wymyślonych specjalnie dla tego miejsca. AMS wygrał miejski przetarg, wyłożył 900 tys. zł na budowę nośników według dostarczonego projektu, a teraz przez siedem lat będzie zarabiał na umieszczanych tam reklamach.
Z Barcelony nad Wisłę
Tymczasem Ricardo Bareira z Instytutu Architektury Krajobrazu Barcelony pokazywał wczoraj, w jaki sposób udało się zlikwidować reklamowy chaos w stolicy Katalonii. Lokalne władze podzieliły miasto na obszary, w których obowiązują restrykcyjne przepisy. Zgodę na zasłonięcie elewacji wydaje się w trybie nadzwyczajnym i tylko w zamian za remont budynku.
Władze Warszawy przygotowały projekt analogicznych zmian w prawie budowlanym i w ustawie o planowaniu przestrzennym. Na razie utknął on na etapie uzgodnień w Ministerstwie Infrastruktury.
Dodaj swoją opinię
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook