r e k l a m a

Aureole na placu, czyli na co mogli chorować święci

Anna Brzezińska 26-11-2008, ostatnia aktualizacja 27-11-2008 13:02

Franciszek z Asyżu, Szymon Słupnik i Teresa z Avila – w piątek po placu Zbawiciela będą przechadzać się święci. Cichy marsz ma zwrócić uwagę na problemy osób psychicznie chorych. Jak twierdzą organizatorzy happeningu – święci również mogli chorować.

* Najbliższe warsztaty „Na krawędzi” odbędą się na Mokotowie
źródło: Życie Warszawy
* Najbliższe warsztaty „Na krawędzi” odbędą się na Mokotowie

Około godziny 17 w różnych punktach placu pojawi się siedem tajemniczych postaci. Każda z nich na głowie będzie mieć aureolę, a w dłoni pochodnię. Przechadzając się po Śródmieściu, co chwilę – niczym pomniki – będą zastygać w nieruchomych pozach. Potem Franciszek z Asyżu, Szymon Słupnik, Antoni Pustelnik, Teresa z Avila, Krystyna z Saint Trond, Katarzyna ze Sieny i brat Albert odwiedzą okoliczne kawiarnie.

Każda sztuka prowokuje

Happening „Przejście świętych pańskich przez plac Zbawiciela” ma zwrócić uwagę na dzisiejsze problemy osób z zaburzeniami psychicznymi.

– W naszej kulturze święci są wyniesieni, a chorzy napiętnowani – mówi Dagna Ślepowrońska, reżyserka wydarzenia, która od ponad 20 lat pracuje jako psychoterapeutka. Jak podkreśla, psychologiczne badania biografii świętych dowodzą, że mogli oni doświadczać problemów, jakie dziś ma wielu współczesnych ludzi.

– Święty Albert prowadził hulaszczy tryb życia do czasu, gdy nie doświadczył rocznej katatonii. To zaburzenie objawiające się bezruchem, które, podobnie jak i inne stany psychotyczne, często powoduje u człowieka nagłą zmianę zachowania – mówi Ślepowrońska i dodaje, że na katatonię mógł też cierpieć Szymon Słupnik, asceta, który całe życie spędził samotnie na słupie. Psychologowie podejrzewają też, że Franciszek z Asyżu miał schizofrenię.

– Katarzyna ze Sieny umarła z głodu, bo postanowiła żywić się samymi naparami z ziół. Dziś tak drastyczną dietę można przyrównać do anoreksji – mówi psychoterapuetka.

Piątkowe wydarzenie nie jest próbą kwestionowania niczyjej świętości. – Nasza sztuka nie diagnozuje, lecz prowokuje do dyskusji. Pokazujemy tylko, że różni ludzie na różny sposób mogą doświadczać psychozy, więc warto o niej rozmawiać.

Nie można bagatelizować

Happening to część programu „Na krawędzi” realizowanego przez Stowarzyszenie Praktyków Dramy Stop-Klatka pod patronatem Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

– Od czterech lat prowadzimy zajęcia i warsztaty z młodymi ludźmi z profilaktyki zaburzeń psychicznych – mówi Katarzyna Markowska ze Stop-Klatki. – Naszym celem jest zwrócenie uwagi na fakt, że symptomy chorób psychicznych pojawiają się już w młodym wieku. Jeśli środowisko je bagatelizuje, choroba może się rozwijać – dodaje.

Inspiracją do stworzenia warsztatów było spotkanie ze specjalistą – prof. Johnem Somersem. Organizował on podobny projekt w Anglii. Przed trzema laty został za niego nagrodzony w prestiżowym konkursie Health and Social Care.

Z placu na dworzec

Warsztaty „Na krawędzi” adresowane są głównie do gimnazjalistów i licealistów. Najbliższe spotkania odbędą się w poniedziałek w mokotowskim Ośrodku Działań Artystycznych dla Dzieci i Młodzieży Dorożkarnia. Na dzień następny zaplanowano zaś kolejny happening. „Wielogłos” w reżyserii Wojciecha Faruga odbędzie się o godz. 17 w hali głównej Dworca Centralnego. Podobnie jak w „Przejściu świętych pańskich przez plac Zbawiciela” udział weźmie w nim siedmiu aktorów.Podczas obu wydarzeń członkowie stowarzyszenia będą rozdawać przechodniom ulotki informujące m.in. o miejscach, w których można uzyskać pomoc psychologiczną.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy