Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Urzędnicy sięgnęli do swoich kieszeni – dostaną niższe nagrody

Izabela Kraj 25-02-2009, ostatnia aktualizacja 26-02-2009 12:43

Kryzysowy plan cięć administracyjnych w ratuszu jest już gotowy. Na długopisy, urzędowe podróże czy premie miasto wyda w tym roku o prawie 13 mln zł mniej.

autor: Michał Walczak
źródło: Fotorzepa

Dziś gabinet prezydent Warszawy ma przedstawić radnym, jak urząd zaciska pasa w związku z kryzysem gospodarczym.

Ratusz zapowiedział trzy tygodnie temu cięcia kosztów reprezentacyjnych, ograniczenie podróży służbowymi autami i niższe limity na rozmowy przez telefony komórkowe.

Do tej pory trwało liczenie. – Wszystkie oszczędności są w granicach zdrowego rozsądku – zastrzegał Jarosław Jóźwiak, wicedyrektor gabinetu prezydent Warszawy. – Nie chodzi o to, żeby np. zlikwidować samochody, kazać ludziom przesiąść się do tramwajów i autobusów, a potem wynajmować taksówki do przewiezienia dokumentów z jednego urzędu do drugiego.

Pierwszy efekt cięć, jak się dowiedzieliśmy, nie był imponujący – kilka milionów złotych w skali całego urzędu, podczas gdy wszystkie roczne wydatki na administrację sięgają 917 mln zł. Ale prezydent poleciła szukać dalej. I – jak wiemy nieoficjalnie – dziś ona sama lub jej urzędnicy przedstawią plan „twardych” oszczędności na 12,6 mln zł. Zaproponują też mechanizmy, które mogą dać jeszcze więcej pieniędzy w szerszej perspektywie.

– Być może nie jest to kwota ogromna, ale nam chodziło o ochronę inwestycji. Nie sztuką jest zrezygnować z budowy dróg i szafować wtedy kilkuset milionami oszczędności. My mówimy o wydatkach typowo administracyjnych, związanych z funkcjonowaniem i organizacją pracy ratusza – wyjaśniają stołeczni urzędnicy. Dlatego cięć miasta nie można porównać np. z 200 mln zł oszczędności, które ostatnio ogłosił wojewoda mazowiecki. Ten bowiem ograniczył także pulę inwestycyjną.

Najwięcej uda się wygospodarować na wynagrodzeniach, a konkretnie dodatkach do pensji. Premie pracowników miasta zostaną obniżone o blisko 15 proc. W 2008 roku poszła na nie rekordowa suma – 65 mln zł. Reszta cięć to już „drobiazgi”. Np. na hurtowym kupnie benzyny miasto wygospodaruje kolejne niecałe pół miliona złotych.

Ograniczone zostaną indywidualne limity rozmów telefonicznych. Służbowymi komórkami dysponują dziś wszyscy dyrektorzy biur, zastępcy i wybrani szeregowi pracownicy. Dyrektor miesięcznie może rozmawiać na koszt urzędu za 120 – 150 zł. Teraz będzie mógł „przegadać” o 20 – 50 zł mniej. Pomysł na kolejne cięcia ma jeszcze skarbnik miasta. Chce skonsolidować ubezpieczenia wszystkich miejskich nieruchomości i 7 tys. pracowników. W jednej firmie ratusz dostałby lepsze warunki niż w kilku. Zadziała efekt skali.

Bilans cięć administracyjnych nie wypada imponująco też z innego powodu: siedem dzielnic zażądało właśnie od Hanny Gronkiewicz-Waltz prawie 4 mln zł na płace dla nowych pracowników. W związku z dodatkowymi kompetencjami dzielnic w 18 urzędach przyjęto do pracy ponad 100 osób, głównie do spraw nieruchomości. Dziś Rada Warszawy ma zwiększyć tegoroczne wydatki budżetowe o tę kwotę.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy