Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Gdzie diabeł nie może, tam...

Piotr Szymaniak, Maciej Miłosz 06-03-2009, ostatnia aktualizacja 08-03-2009 18:29

Tradycyjnie już w Dniu Kobiet przedstawiamy Damy Stolicy. Panie, które zrobiły coś nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla innych. Tym bardziej warto docenić ich dokonania.

Kinga Baranowska
źródło: Życie Warszawy
Kinga Baranowska
Monika Okrasa
źródło: Życie Warszawy
Monika Okrasa
Joanna Dolecka
źródło: Życie Warszawy
Joanna Dolecka

Od lat „Życie Warszawy” prezentuje ranking wpływowych Dam Stolicy. Tym razem zmieniliśmy nieco zasady naszej zabawy. Po pierwsze zrezygnowaliśmy z formuły rankingu. Zamiast 50 pań postanowiliśmy wyróżnić 10 (a w zasadzie 11). A palmę pierwszeństwa postanowiliśmy oddać tym, które nie zajmują eksponowanych stanowisk, a które zazwyczaj stoją w cieniu. Mimo to dzięki swojemu uporowi i determinacji zmieniają Warszawę na lepsze. Dokonując trudnego wyboru, opieraliśmy się na zgłoszeniach dziennikarzy „ŻW”. Zdajemy sobie sprawę, że jeszcze wiele pań zasługuje na to, żeby je docenić, ale z kogoś musieliśmy zrezygnować. Oto nasze subiektywne zestawienie w porządku alfabetycznym.

Kinga Baranowska

Liczby mówią same za siebie: dwa ośmiotysięczniki w ciągu jednego roku. Na szczytach Dhaulagiri (8167 m) i Manaslu (8163 m) stanęła jako pierwsza Polka. W sumie ma już na koncie pięć spośród 14 ośmiotysięczników zwanych Koroną Himalajów. Choć żaden z tych szczytów nie znajduje się w Warszawie, ba, nie ma go nawet w Europie, to wpływ pani Kingi na życie młodych warszawiaków jest istotny. Namawia ich do tego, by zamiast tylko chodzić na dyskoteki i pić piwo, ruszyli się z domu i zaczęli uprawiać sporty. Plany na przyszłość? – W marcu ruszam na Kanczendżongę, trzeci pod względem wysokości szczyt na świecie – mówi nam Kinga.

Joanna Dolecka

Prezes Zarządu AZS Politechnika Warszawska. Od pięciu lat. To dzięki niej siatkarski klub w ogóle jeszcze działa i mimo poważnych problemów finansowych wciąż jest w grze o mistrzostwo Polski.

– Ja się nieraz sama zastanawiam: jak my to robimy, że mimo strasznych problemów szósty rok gramy w pierwszej lidze siatkarzy. Moim największym marzeniem jest, żeby nasz zespół zagrał w pierwszej czwórce ligi, w play-offach – opowiada Dolińska. Z czego jest najbardziej dumna? – Że w ogóle udało nam się utrzymać w Polskiej Lidze Siatkówki. No i z tego, że mam dwoje bardzo fajnych wnuków. Syn mojej córki, chyba po dziadku Edwardzie Skorku, ma bardzo duże predyspozycje do gry w siatkówkę. Mimo że ma siedem lat (śmiech). Marzenia? Żeby wnuczek kiedyś zagrał w reprezentacji Polski – mówi.

Rodowita warszawianka, od dziecka związana z Mokotowem. Ma w domu dwa psy. Kibic piłkarski Polonii Warszawa. Regularnie chodzi na mecze.

Elżbieta Dymna

Nie lubi, gdy ktoś o niej mówi, że walczy z reklamami. – Bo to nieprawda. Dążę tylko do uporządkowania przestrzeni publicznej – wyjaśnia szefowa stowarzyszenia MojeMiastoAwNim. Od roku lobbuje za zmianami w prawie, które nie pozwolą na pochłanianie przestrzeni miejskiej przez reklamy. Cyklicznie organizuje też akcje uliczne, które mają uwrażliwić warszawiaków na problem nielegalnej reklamy. – Nie mogę zgodzić się na to, co dzieje się z moim miastem i moim krajem. U nas turysta wychodzący z Dworca Centralnego przeżywa szok: zderza się z trzykilometrową ścianą reklam – mówi.

Uwieńczeniem rocznych starań było przyjęcie przez Warszawski Okrągły Stół Reklamowy prawie wszystkich proponowanych przez nią postulatów. Zainteresowała też problemem posłów z komisji Przyjazne Państwo. I marzy o tym, by w przestrzeni publicznej zamiast reklam zagościła sztuka.

Karolina Elbanowska

Jeszcze rok temu wiodła całkiem normalny żywot, a jej największą ambicją było pogodzenie wychowywania gromadki dzieci z pracą. – Teraz na to drugie nie mam już czasu – mówi Karolina Elbnowska, która nagle stała się liderką społecznego ruchu obrony sześciolatków przed wcześniejszym pójściem do szkoły. Razem z mężem założyła stronę www.ratujmaluchy.pl. – Nasz dom zamienił się w centrum dowodzenia ogólnopolskiego ruchu oporu rodziców. Jesteśmy jak skrzynka kontaktowa, rzecznik prasowy i fundacja w jednym – opowiada.

O sobie mówi, że jest humanistą, idealistką, działaczką społeczną i Matką Polką w jednym. – Mam czwórkę dzieci. Akcję „Ratuj Maluchy” zaczynaliśmy, gdy byłam w ciąży z najmłodszą córeczką, która teraz już zaczyna raczkować – wspomina.

Największe marzenie? Wyjazd z mężem na narty. Z czego czerpie siłę? – Z przekonania, że rozsądek jest po naszej stronie.

Jolanta Kramarz

Chociaż nie widzi, to wraz z psem przewodnikiem przez Warszawę chodzi tak szybko, że trudno za nią nadążyć.

Po tym, jak nie wpuszczono jej z labradorem do supermarketu Carrefour, wytoczyła sieci proces sądowy. 29 stycznia 2009 r. zawarto ugodę, a firma wyraziła ubolewanie z powodu incydentu. Dodatkowo wpłaciła 10 tys. zł na działalność fundacji Vis Maior, której pani Jolanta jest szefową. Teraz sklepy tej sieci wieszają naklejki, że miejsce jest przyjazne psom przewodnikom.

Do Warszawy przyjechała po studiach. – Strasznie mi się podobało, że mogę biegać na tysiące wykładów. Był taki rok, że co tydzień chodziłam do teatru. To miasto to miejsce, w którym chcę najbardziej być, które po prostu lubię – opowiada z zapałem.

Plany na przyszłość? Chce zaktywizować ludzi niewidomych. – Musimy skończyć z mentalnością komunistyczną, z tym że komuś coś się daje. Trzeba brać sprawy w swoje ręce!

Katarzyna Munio

Jako jedyna radna z klubu PO głosowała przeciw budowie stadionu Legii za miejskie pieniądze. – To była rzeczywiście największa próba ognia. Jedni non stop suszyli mi głowę, inni gratulowali i mówili, że dobrze zrobiłam. To był sprawdzian, na ile jako radna potrafię być niezależna od partii i od presji kolegów. Uważam, że go zdałam – przyznaje z dumą. Była w sześciu komisjach miejskich, teraz jest już tylko... w pięciu. – Musiałam zrezygnować, bo mąż chciał mi spakować walizki – mówi ze śmiechem. Czemu została radną? Kilka lat temu była w sporze z jedną z dzielnic. – Przeszłam drogę przez mękę, a to była spawa jakaś surrealistyczna. Urzędnicy tak mi dokopali, że postanowiłam się przyjrzeć samorządowi. Najpierw założyłam bezpłatną „Gazetę Bemowa”, w końcu zostałam radną. Pływa na desce surfingowej – wakacje spędza w Chałupach. Jak przyznaje, jest „lumpem kawiarnianym”, regularnie odwiedza klub Chłodna 25. Teraz jest w ciąży, więc kawy pić nie może.

Monika Okrasa

Można przedstawić ją tak: menedżer w dużej firmie i samotna matka. A można tak: kobieta, która zmieniła absurdalne przepisy zakazujące zapisywania do przedszkoli 2,5-letnich brzdąców. – Nie lubię bicia piany na forach internetowych – mówi Monika Okrasa. – Niesprawiedliwe kryterium wiekowe w rekrutacji do przedszkoli istniało od lat. Postanowiłam nie narzekać, tylko coś z tym zrobić, powalczyć, spróbować zmienić nawet nie tylko dla siebie. I... udało się.

Po wygranej batalii o przedszkola marzy tylko o tym, by móc spokojnie wychowywać córeczkę i nie musieć walczyć o oczywiste sprawy. Uwielbia taniec i dobre towarzystwo.

Katarzyna Przyborowska i Marta Lewandowska

Twórczynie programu „Od Nowa ze stowarzyszenia OPTA”. Wyprowadzają na prostą kobiety w trudnej sytuacji życiowej, często ofiary przemocy. Choć pomoc jest różnorodna, jej głównym aspektem jest aktywizacja zawodowa, dzięki której ich podopieczne mogą się usamodzielnić.

W ciągu czterech lat działania programu pomogły 800 kobietom. – Z czego 20 proc. znalazło satysfakcjonującą pracę, kolejnych 11 proc. założyło własne firmy, a część pań skrzyknęła się, by założyć stowarzyszenia – wylicza Przyborowska.

Obydwie doskonale się uzupełniają. Doświadczenie Katarzyny w zderzeniu z ciągłą gotowością do przenoszenia gór Marty stwarza wybuchową mieszankę. Nie lubią mówić o sobie, ale mogą godzinami opowiadać o swoich nowych ambitnych projektach. Pracoholiczki. W wolnych chwilach Katarzyna pochłania kryminały, a Marta śmiga na motocyklu i zmaga się z przyrodą w swoim gospodarstwie pod Warszawą.

Joanna Warsza

Z wykształcenia teatrolog. Teraz pracuje w fundacji Laura Palmer. Kiedy wszyscy cieszyli się z tego, że w miejscu dawnego Stadionu Dziesięciolecia wyrośnie nowoczesny obiekt sportowy, Warsza zafundowała starej budowli niecodzienne epitafium. Organizowała fikcyjne mecze, spacery po koronie, audycje radiowęzła czy nocny spektakl na placu budowy. – To miejsce przez ostatnich kilkanaście lat funkcjonowało jak miasto w mieście – mówi o swojej fascynacji stadionem. – Botanicy szukali na nim dzikich roślin, archeologowie fragmentów średniowiecznej Warszawy, antropolodzy bohaterów, a kulturoznawcy legend miejskich. Mnie udało się wprowadzić na stadion artystów.

Twierdzi, że jest realistką, dlatego żąda niemożliwego. Głowę ma pełną pomysłów na następne miejskie akcje, a sen z powiek spędza jej poszukiwanie sponsorów. – Zwłaszcza w czasach kryzysu – ubolewa.

Marlena Zamojcin

Wraz z mężem i zaprzyjaźnionym małżeństwem z Poznania stworzyła Baby Radio. Pierwsze radio dla dzieci, którego można słuchać w Internecie. – Sami jesteśmy rodzicami i czuliśmy potrzebę stworzenia miejsca, gdzie będzie muzyka, wiersze i bajki – mówi Marlena. – Z naszego dzieciństwa pamiętamy przeboje Natalii Kukulskiej czy Fasolek, teraz takie rzeczy w mediach nie funkcjonują.

Baby Radio działa już drugi rok. Rozrasta się, ma coraz lepszą ramówkę i więcej słuchaczy. Wśród nich Igor, który ma teraz cztery miesiące i mniej lub bardziej świadomie uczestniczy w pracy w domowym studiu (3,5-letni Olaf jest już radiowym weteranem).

Pani Marlena lubi romantyczne kolacje z mężem, dobre wino i dobre kino. Marzenia? By Baby Radio działało nawet wtedy, gdy piosenki Natalii Kukulskiej będą już mocno archaiczne.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy