r e k l a m a

Pomnik tak, ale lepiej na Powązkach

Agnieszka Niewińska,Matylda MŁocka,rbi 26-08-2010, ostatnia aktualizacja 27-08-2010 22:52

Polacy chcą upamiętnić ofiary katastrofy. Uważają jednak, że ruch powinien wykonać prezydent.

Na Powązkach ruszyła budowa pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy w Smoleńsku według projektu Marka Moderaua. Będzie to blok białego granitu, złamany na dwie części i zagłębiony w ziemię
autor: Radek Pasterski
źródło: Fotorzepa
Na Powązkach ruszyła budowa pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy w Smoleńsku według projektu Marka Moderaua. Będzie to blok białego granitu, złamany na dwie części i zagłębiony w ziemię

Jak wynika z sondażu GfK Polonia dla „Rzeczpospolitej”, 63 proc. ankietowanych opowiada się za budową w Warszawie pomnika ku czci ofiar katastrofy smoleńskiej. Przeciwnego zdania jest 30 proc. badanych.

– Nie dziwi mnie, że tak dużo osób opowiada się za postawieniem pomnika – komentuje prof. Jacek Leoński, socjolog z Uniwersytetu Szczecińskiego.

– Chęć upamiętniania ofiar tragedii, swego rodzaju pomnikomania, jest zakorzeniona w polskiej mentalności.

Z poparcia dla idei powstania pomnika cieszą się obrońcy krzyża. – To powód do dumy – uważa jeden z nich – Janusz Zieliński.

Jednak badani inaczej niż obrońcy krzyża wypowiadają się na temat tego, gdzie pomnik powinien stanąć. Zdanie manifestantów podziela 34 proc. ankietowanych (przed Pałacem Prezydenckim). 38 proc. za najlepszą lokalizację uważa Powązki, a 24 proc. wybrałoby inne reprezentacyjne miejsce.

Ankietowani uważają, że spór o krzyż powinien rozwiązać przede wszystkim prezydent Bronisław Komorowski (70 proc.). Za tym, by z inicjatywą wyszły władze Warszawy, opowiedziało się 67 proc. Z kolei 55 proc. uważa, że zająć powinny się tym rodziny ofiar, 53 proc. – że biskupi, 50 proc. – że harcerze, a 43 proc. wskazało na Sejm.

– Wielu ludzi tak odpowiada, bo ma głębokie przekonanie, że prezydent wszystko może, a on w tej sprawie może sformułować tylko swoją opinię. Bo decyzję może podjąć tylko Rada Warszawy – mówi Tomasz Nałęcz, który będzie doradzać Komorowskiemu w sprawach historii.

Prezydent stolicy nie będzie interweniować

Tymczasem podczas wczorajszej Rady Warszawy prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz (PO) zapowiedziała, że nie podejmie żadnych działań w tej sprawie. Jej zdaniem, teren, na którym stoi krzyż, nie należy do miasta, ale do Kancelarii Prezydenta. – Proszę mnie nie namawiać, bym tam wtargnęła, bo byłoby to bezprawne – stwierdziła i dodała, że przed pałacem pomnika nie będzie: – Nie ma tam miejsca ani na obeliski, ani na pomniki.

– Grupa kilkudziesięciu osób w biały dzień łamie tam prawo, lekceważąc wszelkie instytucje państwa – krytykował stanowisko prezydent radny Sebastian Wierzbicki (SLD).

– W katastrofie zginęli honorowi obywatele Warszawy, byli radni stolicy. Muszą zostać upamiętnieni – mówił z kolei radny Marek Makuch (PiS).

Z kolei obrońcy krzyża, którzy przyszli na sesję rady miasta, podkreślali, że nie widzą innego miejsca na upamiętnienie ofiar katastrofy niż Krakowskie Przedmieście.

Wczoraj ruszyły już prace przy budowie pomnika poświęconego ofiarom katastrofy na Powązkach. W przyszłym tygodniu mają być wylewane fundamenty. – Już uzgodniliśmy z rodzinami, jak będą wyglądać nagrobki – mówi Marek Moderau, autor pomnika. Monument ma być gotowy najpóźniej 1 listopada.

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Józef Michalik wysłał wczoraj listy do prezydenta, marszałków Sejmu i Senatu, premiera, liderów partii politycznych i prezydent stolicy. Dołączył do nich apel biskupów o rozwiązanie sporu o krzyż i powołanie komitetu budowy pomnika. To stanowisko Rady Biskupów Diecezjalnych.

Kościół nie zgadza się z Grasiem

Rzecznik episkopatu odpowiedział na zarzuty rzecznika rządu Pawła Grasia, który ocenił, że Kościół, wydając komunikat, nie zajął w sprawie krzyża odpowiedzialnego stanowiska. – Jeśli komunikat biskupów diecezjalnych przypomina rzecznikowi rządu zaniechanie działań ze strony episkopatu, to znaczy, że poruszamy się na różnych poziomach racjonalności – stwierdził ks. Józef Kloch.

Głos w tej sprawie zabrał wczoraj też metropolita gdański abp Leszek Sławoj Głódź. W homilii na Jasnej Górze skrytykował postulaty lewicy, by zmienić stosunki między państwem a Kościołem. Stwierdził, że oznaczałoby to powrót do relacji z epoki stalinizmu i PRL.

Opinie:

Agnieszka Kuncewicz, radna niezrzeszona: Odpowiednim miejscem dla składania kwiatów na pamiątkę prezydenta Kaczyńskiego jest Wawel. Jednak dla pewnych osób Wawel może być niewygodny, bo po pierwsze każdego 10. dnia miesiąca trzeba by jeździć z kwiatami aż do Krakowa, a po drugie – to nieodpowiednie miejsce, by robić tam demonstracje i palić kukły.

Bartosz Dominiak, radny niezrzeszony: Nie oczekujemy, że pani prezydent osobiście przeniesie krzyż do kościoła św. Anny ani że zrobią to służby miejskie. To obowiązek tych, którzy go tam postawili, a później podpisali porozumienie. Jeden z mieszkańców zadał mi pytanie: „Kiedy skończy się ten cyrk?”. O to samo chciałbym zapytać panią prezydent.

Andrzej Golimont, radny SLD: Rozwiązanie tego problemu jest w interesie stolicy. Teren nie należy do miasta, krzyż też nie jest miejski, wiele osób uczestniczących w tej akcji jest spoza Warszawy. Dlaczego więc stolica ma wydawać 100 tys. zł dziennie na bronienie tzw. obrońców krzyża przed tzw. przeciwnikami krzyża?

Marek Makuch, radny PiS: Ofiary katastrofy smoleńskiej muszą zostać upamiętnione. Tam zginęli honorowi obywatele Warszawy, byli radni stolicy. Brakuje jednak dobrej woli polityków, którzy już dawno mogli tę sprawę zakończyć. Pod krzyżem dzieją się dantejskie sceny. Policja nie reaguje, gdy przechodnie obrażają obrońców krzyża. Czy ci ludzie, którzy modlą się pod krzyżem, są obywatelami drugiej kategorii?

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy