Na swoich stronach spółka Gremi Media Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Styczniowe żniwa u deweloperów

Aneta Gawrońska 12-01-2017, ostatnia aktualizacja 12-01-2017 00:00

Rynek pierwotny kontra rynek wtórny

Objęte dopłatami „MdM” osiedle  Aleja Wiśniowa firmy Planetbud Development w Zalasewie pod Poznaniem.
źródło: Materiały Inwestora
Objęte dopłatami „MdM” osiedle Aleja Wiśniowa firmy Planetbud Development w Zalasewie pod Poznaniem.

Tegoroczna pula pieniędzy na dopłaty do mieszkań została odblokowana 2 stycznia. Było to ponad 370 mln zł. Tylko w ciągu trzech pierwszych dni tego roku do BGK wpłynęły wnioski na łączną kwotę 137 mln zł.

– Tegoroczny budżet „MdM" może się wyczerpać jeszcze w tym miesiącu – ocenia Renata Cimaszewska, członek zarządu m2 Group. Przypomina, że połowa tegorocznej puli została wykorzystana już w czerwcu 2016 r. – BGK wstrzymał wówczas przyjmowanie wniosków o dopłaty do początku stycznia – mówi. Klienci mogli się wtedy starać o dofinansowanie do mieszkań, które odbiorą i za które zapłacą w 2018 r. O ile deweloperzy byli skłonni przesuwać terminy płatności, o tyle właściciele używanych mieszkań już niekoniecznie.

Kolejki od grudnia

Teraz rynek wtórny teoretycznie wraca do gry. – Podobnie jak w ubiegłych latach beneficjentami programu „MdM" będą głównie deweloperzy, a to m.in. za sprawą wyższych limitów cen obowiązujących na rynku pierwotnym – wyjaśnia Cimaszewska. – Firmy mają też możliwość regulowania marży, podczas gdy właściciele mieszkań sprzedawanych na rynku wtórnym raczej nie będą skłonni do dopasowywania ofert do wymogów programu, tym bardziej że mieszkania używane są często lepiej położone niż nowe osiedla.

Według Renaty Cimaszewskiej mimo że pieniądze z „MdM" szybko się skończą, sytuacja na rynku nieruchomości powinna być stabilna.

– Limity „MdM", zwłaszcza w dużych miastach, nie są specjalnie dopasowane do rynkowych realiów – podkreśla przedstawicielka m2 Group. – Liczba emdeemowskich transakcji stanowi niewielki odsetek umów.

Michał Grzeląska, dyrektor oddziału Freedom Nieruchomości Łódź Wierzbowa, zauważa, że bitwa o dopłaty trwa od grudnia 2016 r. – Kilka banków zaczęło wtedy przyjmować wnioski do weryfikacji – mówi. – W Łodzi do dopłat kwalifikuje się wiele ofert, i z rynku pierwotnego, i z rynku wtórnego. Szala przechyla się jednak na stronę deweloperów, bo ich oferta jest adekwatna do potrzeb rynku – ocenia.

Na krakowskim rynku, jak mówi Kamil Lipiński, dyrektor oddziału Freedom Nieruchomości Kraków Śródmieście, wyścig po dopłaty zaczął się w ostatnim kwartale ubiegłego roku. – Klienci intensywnie poszukiwali nieruchomości, które mogli zarezerwować i za które mogli zapłacić w tym roku – opowiada Kamil Lipiński. – Część inwestycji w Krakowie była i cenowo, i marketingowo przygotowana na potrzeby programu. Deweloperzy często przystawali na propozycje – dodaje. I podkreśla, że klienci już w grudniu mogli poznać decyzje banków komercyjnych dotyczące udzielenia kredytu w 2017 roku. – Kolejki po dopłaty zaczęły rosnąć – mówi Lipiński. – Dziś biura doradców i banki przeżywają prawdziwe oblężenie.

Harmonogram na miarę

Na krakowskim rynku wtórnym, jak mówi dyrektor z Freedom Nieruchomości, „MdM" ma marginalne znaczenie. – Nic nie wskazuje, by ten rok miał tu coś zmienić – podkreśla. – Limity cen dla stolicy Małopolski są wyraźnie niższe od cen rynkowych. Sprzedający nie nastawiają się na klientów starających się o dopłaty, a kupujący już dawno się zorientowali, że znalezienie na rynku wtórnym oferty odpowiadającej wymogom programu jest prawie nierealne.

O uprzywilejowanej pozycji rynku pierwotnego dzięki wyższym limitom mówi też Marcin Uryga, analityk Emmerson Realty. – Deweloperzy są również bardziej elastyczni przy uzgadnianiu harmonogramu wpłat wnoszonych przez klientów – potwierdza Uryga. – Będzie to miało duże znaczenie po wyczerpaniu puli pieniędzy na 2017 r. Firmy umożliwiają składanie wniosków o dopłaty z puli na 2018 r. – wyjaśnia.

Zdaniem Marcina Urygi również właściciele prywatnych mieszkań będą skłonni obniżać ceny, by przyciągnąć klientów zainteresowanych dopłatami. – Pod warunkiem oczywiście, że limit nie odbiega w znacznym stopniu od cen rynkowych – zastrzega analityk Emmersona. – Więcej wątpliwości wywołuje konieczność rozłożenia płatności na raty. Na pieniądze z „MdM" będzie trzeba bowiem długo czekać, jeśli kupujący stara się o dofinansowanie z puli na 2018 r.

– Biorąc pod uwagę duże zainteresowanie „MdM", pieniądze na ten rok rozejdą się już po miesiącu – ocenia Marcin Uryga. – Dostępne w tym roku pieniądze z puli 2018 r. wystarczą na jakieś cztery miesiące – szacuje.

Na ogromne zainteresowanie „MDM" wskazuje także Ewa Skawińska, dyrektor oddziału Freedom Nieruchomości Ostrów Wielkopolski. – Program kończy się w 2018 r. Zostało więc niewiele czasu – komentuje. – Popyt na emdeemowskie mieszkania rośnie od listopada. 80 proc. pytań dotyczy nieruchomości z rynku pierwotnego. Sprzedający używane mieszkania obawiają się, czy kupujący zapłacą im pełną kwotę. Nie chcą też czekać na dopłaty.

Według Skawińskiej pierwszy kwartał tego roku upłynie pod znakiem „MdM". – W Ostrowie Wielkopolskim program miał bardzo duży wpływ na rozwój inwestycji deweloperskich, co może doprowadzić do spadku cen ofertowych na rynku wtórnym – mówi dyrektor Freedom Nieruchomości.

"Rzeczpospolita"