Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

W loftach mieszkania wynajmowane na doby

Aneta Gawrońska 12-03-2018, ostatnia aktualizacja 12-03-2018 11:13

W Polsce coraz więcej mieszkań jest przeznaczanych na najem krótkoterminowy

Lofty u Scheiblera w Łodzi – wiele lokali w tej inwestycji trafiło na rynek najmu.
autor: Marian Zubrzycki
źródło: Rzeczpospolita
Lofty u Scheiblera w Łodzi – wiele lokali w tej inwestycji trafiło na rynek najmu.

Nowy wieżowiec po prawej stronie Wisły w Warszawie. Na ponad 100 mieszkań właściciele mieszkają w zaledwie dwudziestu kilku. Reszta jest wynajmowana, także na doby. Budynek zmienił się w hotel. Takich bloków jest coraz więcej.

Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości, wskazuje dwa przykłady. Pierwszy to warszawska Marina Mokotów. – To zamknięte osiedle było kiedyś wielkim hitem. Mieszkania kupowali tam najzamożniejsi klienci. Było bardzo drogo – opowiada. – Dziś wiele lokali jest wynajmowanych. Bogaci właściciele przeprowadzili się do nowych, bardziej prestiżowych budynków, a mieszkania trafiły na rynek najmu. Stawki nie są szczególnie wygórowane. Osiedle z luksusowego zmieniło się w popularne miejsce, także wśród studentów – mówi. Przykład drugi to Lofty u Scheiblera w Łodzi. – Nad tą inwestycją wszyscy rozpływali się w zachwytach. W superluksusowych wnętrzach mieszkać chcieli celebryci. Skończyło się tym, że budynkami zarządzał syndyk – wspomina. – Lokale kupowali od niego inwestorzy. Budynek jest dziś swego rodzaju akademikiem i aparthotelem.

Wielka konkurencja

Tomasz Błeszyński tłumaczy, że inwestorów na rynek mieszkań wypchnęły przede wszystkim mizernie oprocentowane lokaty. – Na wynajmie można zarobić nawet 6–8 proc. rocznie – podaje. – Nic dziwnego, że na rynek płynie strumień wycofywanej z banków gotówki.

O kumulacji zakupów inwestycyjnych mówi także Maciej Klukowski, dyrektor Home Management by Metrohouse. – W Warszawie skupiska mieszkań na wynajem to okolice Konstruktorskiej, Ordona, Wolskiej – wskazuje. – Zdecydowana większość jedno- i dwupokojowych lokali została tam kupiona w celach inwestycyjnych. W jednej klatce schodowej na wynajem jest przygotowywanych ponad 60 proc. mieszkań. O tym, za ile lokal wynajmiemy, często decyduje szybkość przeprowadzanego remontu. Z tygodnia na tydzień rośnie bowiem konkurencja sąsiadów, którzy też przygotowują lokale dla najemców – opowiada.

Pośredniczka Joanna Lebiedź, właścicielka agencji Lebiedź Nieruchomości, potwierdza: – Wzmożone zainteresowanie inwestorów rynkiem najmów długo- i krótkoterminowych widzimy od kilku lat. Najem mieszkań na doby jest alternatywą dla pokoi hotelowych. Lokale w blokach są tańsze, dają też większą swobodę. Inwestorzy kupują nie tylko małe, jednopokojowe mieszkania, ale i większe, w których da się urządzić jak najwięcej niezależnych pokoi.

Inaczej niż w Europie

Inwestorzy zarabiają, a mieszkający w blokach na stałe często skarżą się na uciążliwe sąsiedztwo. Problem jest większy tam, gdzie lokale są wynajmowane na doby. Zmieniający się co chwilę sąsiedzi, toczące się po posadzkach walizki, częste imprezy.

– W Polsce coraz więcej mieszkań jest przeznaczanych na najem krótkoterminowy. Tymczasem Europa odchodzi od takiego sposobu wykorzystania mieszkań. Berlin już wprowadził ograniczenia liczby dni najmu. Podobne obostrzenia ma Paryż – mówi Maciej Klukowski.

Dyrektor Home Management by Metrohouse przyznaje, że mieszkańcy bloków nie zawsze przychylnie patrzą na krótkoterminowe najmy. – Zdarza się, że duże lokale, przerobione na quasi-hostele, wracają na rynek najmu długoterminowego. Zapanowanie nad dużą liczbą osób o różnym temperamencie może być problematyczne – dodaje.

Marcin Krasoń, analityk Home Brokera, nie ma wątpliwości, że mieszkania wynajmowane na krótko nie są dobrym sąsiedztwem dla ludzi chcących mieszkać na osiedlu na stałe. – Lokale często wynajmują turyści, którzy przyjeżdżają do miasta się bawić – mówi Krasoń. – W regulaminie niektórych wspólnot pojawia się zapis, że mieszkania nie mogą być wynajmowane na doby, ale ze skutecznością takich zapisów jest różnie. Sąd Najwyższy rozpatrywał taką sprawę i uznał, że wspólnota nie może narzucać właścicielowi nieruchomości, jak ma z niej korzystać. W razie zakłócania spokoju sąsiedzi mogą więc jedynie wzywać policję.

Czy łatwo sprzedać mieszkanie w takim budynku? – Nie, chyba że kupujący będzie chciał dołączyć do trendu i przeznaczyć lokal na najem krótkoterminowy – mówi ekspert Home Brokera.

– Zarządzanie budynkiem mieszkalnym, który zamienia się w hotel, jest bardzo trudne – komentuje Tomasz Błeszyński. – Przede wszystkim chodzi o bezpieczeństwo. Nad zmieniającymi się co chwila lokatorami trudno zapanować. Najemcy nie zawsze dbają o części wspólne budynku. Bloki, w których większość mieszkań jest wynajmowana, mogą się szybciej zużywać. Rosnąć mogą też koszty utrzymania takiej nieruchomości. Zmiana sposobu użytkowania większości mieszkań może też obniżyć wartość lokali, które nie są wynajmowane.

Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus, która zarządza nieruchomościami, przyznaje, że prowadzona w mieszkaniach działalność hotelowa może wpływać na jakość funkcjonowania wspólnoty. – Jeśli najemcy są spokojni, to problemu praktycznie nie ma – mówi. – Gorzej, gdy zatrzymują się w mieszkaniu jedynie na kilka dni z zamiarem wyszumienia się. Lokale na doby są obsługiwane są przez wynajęte przez właścicieli mieszkań firmy zewnętrzne. Zdarza się, że ich pracownicy bagatelizują zagrożenia i stajemy się świadkami swego rodzaju „rozdawnictwa" kodów dostępu i breloków identyfikacyjnych, co utrudnia skuteczną kontrolę ruchu w budynku.

Łubiński dodaje, że właściciele wynajmowanych mieszkań często nie zdają sobie sprawy z problemów, jakie stwarzają ich krótkoterminowi najemcy, dopóki nie zaalarmuje ich zdenerwowany sąsiad. – Rodzi to niepotrzebne konflikty – zauważa. – Poza tym koszty naprawy zniszczonych przez najemców części wspólnych ponosi cała wspólnota.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: a.gawronska@rp.pl

"Rzeczpospolita"