Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Imponujący powrót Lecha

Piotr Żelazny 12-03-2018, ostatnia aktualizacja 12-03-2018 11:11

Kolejorz przegrywał w Poznaniu z liderem ligi, Jagiellonią 0:1, a mimo to wygrał aż 5:1.

autor: Nowak Piotr
źródło: Fotorzepa

Najciekawszy i najważniejszy mecz weekendu odbył się w Poznaniu. Lech w imponującym stylu sprawił zimny prysznic liderowi ekstraklasy – Jagiellonii Białystok. Mimo iż gospodarze przegrywali 0:1, ostatecznie drużyna Nenada Bjelicy wygrała aż 5:1. Trzy gole padły po dośrodkowaniach z rzutów rożnych, co zdarza się niezwykle rzadko. Najpierw głową z poziomu niemal murawy trafił Emir Dilaver, później po dośrodkowaniu Kamil Jóźwiak zdołał przyjąć piłkę na klatkę piersiową, podbił kolanem, pozwolił jej opaść na stopę i huknął nie do obrony. Dzieła zniszczenia dopełnił Łukasz Trałka.

Lech u siebie jako jedyny w lidze nie przegrał jeszcze meczu, aż dziesięć razy zwyciężał i tylko trzy razy dzielił się punktami z gośćmi. Natomiast znacznie gorzej idzie Kolejorzowi na wyjazdach – tylko dwie wygrane. Wśród zespołów zajmujących aktualnie miejsca premiowane grą w grupie mistrzowskiej równie słaby bilans ma tylko Korona Kielce.

Wyciągnięta wtyczka

Przekonująca wygrana Lecha przyszła w odpowiednim momencie. Coraz głośniej bowiem mówiło się w Poznaniu, że cierpliwość do Nenada Bjelicy się powoli kończy.

Niemal na pewno w przyszły piątek, gdy trener reprezentacji Adam Nawałka wysyłać będzie powołania dla piłkarzy grających w ekstraklasie, na liście znajdzie się Przemysław Frankowski. Po przerwie zimowej ten były reprezentant młodzieżówki znalazł się w znakomitej formie. Wiosną strzelił już dwa gole – przeciwko Piastowi Gliwice i przeciwko Wiśle Kraków w poprzedniej kolejce. W spotkaniu z Lechem także miał doskonałą okazję, by wpisać się na listę strzelców, ale wybrał postawę koleżeńską i altruistyczną. Będąc oko w oko z bramkarzem Jasminem Buriciem, podał do Arvydasa Novikovasa, a Litwin z bliska wepchnął futbolówkę do pustej bramki. I gdy wydawało się, że Jagiellonia odniesie kolejne efektowne zwycięstwo na terenie rywala do tytułu, nagle jakby ktoś z zespołu z Podlasia wyciągnął wtyczkę z zasilaniem.

Oczywiście nawet ta sromotna porażka nie powinna wpłynąć na decyzje Nawałki. Frankowski niemal na pewno znajdzie się wśród zaproszonych ligowców także dlatego, że selekcjoner ma problemy z obsadą skrzydeł. Jakub Błaszczykowski wrócił co prawda do treningów po urazie pleców jakiego doznał jesienią, ale wciąż w tym roku nie zagrał w żadnym meczu. Bardzo możliwe, że Nawałka da także szansę defensywnemu pomocnikowi Jagiellonii – Tarasowi Romanczukowi, który Polakiem jest od dwóch tygodni.

Górnik przestał fedrować

Trwa fatalna seria Sandecji Nowy Sącz. Klub, który już zwolnił w tym sezonie trenera (Radosława Mroczkowskiego zastąpił Kazimierz Moskal) i który nie może grać u siebie, tylko musi korzystać z gościny w Niecieczy, tym razem przegrał z Piastem Gliwice aż 0:3. Sandecja ostatnie spotkanie wygrała we wrześniu poprzedniego roku (1:0 z Termalicą). Później przyszło 17 kolejnych meczów bez wygranej. Sandecja oczywiście zamyka tabelę.

Wciąż tylko jedno zwycięstwo na boisku odniósł tej wiosny Górnik Zabrze. „Na boisku", ponieważ w poprzedniej kolejce przyznano mu walkowera przeciwko Piastowi. Tym razem zawodnicy Marcina Brosza tylko zremisowali 2:2 z Zagłębiem Lubin, tracąc gola w ostatniej minucie meczu.

Największym pozaboiskowym wydarzeniem weekendu w Gdańsku, a być może i w całej lidze, był transfer „indonezyjskiego Messiego". 17-letni Egy Maulana Vikri, napastnik lub ofensywny pomocnik, podpisał z Lechią umowę do 30 czerwca 2021 roku. 2 grudnia 2017 roku Vikri zadebiutował w dorosłej reprezentacji Indonezji.

Tradycje piłkarskie w Indonezji są oczywiście żadne. Drużyna narodowa zajmuje 160. miejsce w rankingu FIFA, w żadnym poważnym turnieju nigdy nie brała udziału. Gdy w 1938 roku Indonezja pojechała na trzeci w historii mundial, jeszcze wówczas nazywała się Holenderskie Indie Wschodnie.

W Gdańsku wszyscy się cieszą przede wszystkim z potencjału marketingowego nowego napastnika. Vikri – który będzie grał z numerem dziesięć i imieniem na koszulce – został niedawno umieszczony przez angielski dziennik „The Guardian" na liście 60 największych talentów urodzonych po 2000 roku. W zestawieniu zabrakło Polaków, ale oczywiście publikowana co roku lista najbardziej utalentowanej młodzieży jest jednak czymś w rodzaju zabawy. W ojczyźnie nastolatek już jest gwiazdą, panuje wokół niego gigantyczne zamieszanie, a każdy jego ruch jest śledzony. Indonezja jest czwartym najbardziej zaludnionym krajem świata i zamieszkuje ją ponad 260 milionów ludzi, dlatego niespecjalnie powinno dziwić, że profil chłopaka na Instagramie obserwuje ponad 670 tysięcy osób.

Kontrakt nastolatka zacznie formalnie obowiązywać dopiero, gdy piłkarz osiągnie pełnoletność, czyli od 8 lipca tego roku. Mecz z Legią (zakończony po zamknięciu gazety) Indonezyjczyk obejrzał z trybun.

"Rzeczpospolita"