Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Wszystko zależy od internautów

mz, Natalia Bet 10-02-2008, ostatnia aktualizacja 10-02-2008 20:08

A jednak się udało! Wreszcie, po roku pracy, powstał film „Wszystko”. Na jego produkcję złożyli się internauci z całego świata.

Komedia romantyczna jest gotowa w wersji DVD. Film trwa 13 minut (plus dodatkowe trzy minuty napisów). Nie powstałby, gdyby nie wsparcie internautów.Rok temu Artur Wyrzykowski, 22-letni twórca niezależny, na stronie internetowej Wszystko.net opisał swój projekt. Każdemu, komu spodobał się scenariusz, mógł wesprzeć projekt drobną kwotą. W zamian za to imię i nazwisko każdego sponsora miało zostać wymienione w napisach końcowych. Do tej pory na produkcję filmu zebrano ponad 37 tysięcy zł od 400 sponsorów. – Odkąd skończyliśmy nasz film, oglądam go po kilka razy dziennie – mówi młody reżyser. – Bardzo mi się podoba, ale ocena należała będzie do innych – przyznaje.Pierwszy stopień wystawi Instytut Sztuki Filmowej, któremu Wyrzykowski przekazał już swój film. Lada chwila ma otrzymać odpowiedź, czy Instytut zechce wesprzeć promocję jego projektu. Jeżeli nie, artysta będzie dalej sam szukał sponsorów. Potrzeba mu jeszcze 30 tysięcy złotych, by film przerobić z wersji DVD na kinową.– Czeka nas m.in. zgranie dźwięku w studiu w Łodzi i korekta barw – wylicza Wyrzykowski. Początkowo chciał, aby premiera filmu odbyła się w walentynki (w końcu to historia o miłości, akcja rozgrywa się w Warszawie). – Niestety, okazało się, że nie zdążymy. Bardzo zależy mi na tym, aby film przenieść na taśmę filmową. Stąd poślizg – wyjaśnia reżyser. – Tak wielu ludzi zaangażowało się w projekt, że nie chcę pokazać im półproduktu – mówi.

Życie Warszawy