S@motność w sieci, czyli jak PZKosz szuka trenera
Jesteś młodym szkoleniowcem z sukcesami? A może trenowałeś lub trenujesz jednego z niepokornych polskich koszykarzy? Jeśli tak, możesz być pewny, że prezes PZKosz Roman Ludwiczuk wciągnął cię na listę kandydatów do objęcia polskiej kadry. Włącz komputer. Mail z ofertą już pewnie czeka.
Pod koniec 2007 roku posadę trenera reprezentacji stracił Andrej Urlep. Od tego czasu związek bezskutecznie poszukuje nowego szkoleniowca, który ma prowadzić zespół na rozpoczynających się za półtora roku mistrzostwach Europy w Polsce.
Sasza, masz wiadomość
Lista potencjalnych następców Urlepa z tygodnia na tydzień jest coraz dłuższa. A metody, którymi posługuję się związek, coraz bardziej groteskowe. Jednym z najważniejszych warunków jest doświadczenie w pracy z Maciejem Lampe i Marcinem Gortatem. PZKosz chce upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i przy okazji poszukiwań trenera, przekonać też rozkapryszone gwiazdy do gry w kadrze. Dlatego na topie był Kestutis Kemzura – obecny opiekun Lampego w Chimki Moskwa. Ostatecznie do porozumienia nie doszło.
Efekt? Poszukiwania są coraz bardziej nerwowe. Następny na liście był znajomy Gortata z nie tak dawnych czasów gry w Kolonii – Sasza Obradović. Propozycję pracy z kadrą polski związek wysłał Serbowi… e-mailem. – To niepoważne – zżymał się Obradović i sprawa upadła.
Czeski film z Katzurinem
– Teraz moim faworytem jest Muli Katzurin – przyznaje prezes PZKosz Roman Ludwiczuk.
Tylko że to już trzecie podejście izraelskiego szkoleniowca do naszej kadry. W 2003 roku Katzurin przegrał rywalizację z Andrzejem Kowalczykiem, a trzy lata później z Urlepem. Do trzech razy sztuka? Niekoniecznie. Trener czeskiej drużyny BK Nymburk o tym, jak bardzo prezes Ludwiczuk ceni jego umiejętności, wie jedynie od polskich... dziennikarzy.
– Żadnej oficjalnej oferty z Polski nie dostałem. Dzwoni wiele osób, ale konkretów nie ma – mówi Katzurin. Do spotkania między trenerem, a prezesem PZKosz ma dojść 26 lutego, podczas meczu BK Nymburk z Turowem Zgorzelec. Jeśli Katzurin odmówi, kandydatem rezerwowym jest trener... Turowa Saso Filipovski. O młodym Słoweńcu Ludwiczuk mówi jednak lekceważąco, że „z nim zawsze zdąży porozmawiać”.
Dunleavy i van Gundy na liście?
A jeśli wszystkie rozmowy zakończą się niepowodzeniem? Spokojnie – PZKosz ma w zanadrzu kolejne nazwiska. Kilka dni temu Ludwiczuk ogłosił, że poważnie przygląda się Simone Pianigianiemu. Włoch prowadzi świetnie spisujące się Montepaschi Siena. Nic to, że o zainteresowaniu PZKosz nic nie wie. Znając sposoby komunikacji działaczy, już wkrótce dostanie e-maila.
Być może swoje skrzynki pocztowe powinni sprawdzić też trenerzy z NBA. Kilka tygodni temu delegacja związku gościła w Los Angeles. Kto wie – być może Stan van Gundy (trener Gortata w Orlando Magic) albo Mike Dunleavy (prowadzi przymierzanego do kadry Dana Dickau w LA Clippers) też dostali oferty? Kibice śmieją się, że wkrótce PZKosz będzie porozumiewał się z kandydatami za pomocą SMS. Być może związek powinien pójść o krok dalej i poszukać nowego szkoleniowca za pomocą portalu Naszaklasa.pl. W końcu większość kadrowiczów już tam jest...
A na koniec wróci stare?
Nieoficjalnie wiadomo, że każdy dzień zwłoki w wyborze nowego trenera zwiększa szanse na... powrót Urlepa. Ponownego zatrudnienia Słoweńca nie wyklucza Ludwiczuk. Podobne zdanie mają kadrowicze.– Rozmawiałem z kolegami i doszliśmy do tego samego wniosku. Urlep chce wrócić do reprezentacji, a jego znajomi mówią, że czeka na sygnał z Polski. I powiem szczerze, że po tym co się dzieje, wcale mnie to nie zdziwi – mówi jeden z reprezentantów.
Dlaczego wybór trenera kadry trwa tak długo i jest prowadzony w tak nieudolny sposób? Gdy PZKosz rozstawał się z Urlepem, nie miał żadnego pomysłu na jego następcę. I teraz to się mści.
Z czego wynikają problemy prezesa Ludwiczuka? Senator PO nie ma w PZKosz praktycznie żadnego poważnego zaplecza merytorycznego. Sam jest jednak sobie winien, bo zamiast oddać część kompetencji w ręce fachowców, woli wszystko robić po swojemu i otaczać się nieudolnymi działaczami starej daty. Tak to już jednak jest z politykami – najbardziej nie lubią dzielić się władzą.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook