Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Tajemnice śmierci w Legionowie

blik 18-03-2015, ostatnia aktualizacja 18-03-2015 12:41

Stołeczna prokuratura wyjaśni zgon 19-latka. Mieszkańcy miasta obwiniają policję.

Rafał K. zmarł ponad tydzień temu w warszawskim szpitalu na Bródnie, gdzie trafił po interwencji policji. I to właśnie funkcjonariuszy rodzice chłopaka oraz mieszkańcy miasta obciążają winą za jego śmierć. W niedzielę i poniedziałek przed komendą policji w Legionowie doszło do zamieszek. Żeby uspokoić nastroje, śledztwo przejęła Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga.

„Rzeczpospolitej" udało się dość precyzyjnie ustalić przebieg zajścia i postępowanie zarówno policjantów, jak i załóg karetek pogotowia.

W poniedziałek 9 marca ok. godz. 14 policjanci zatrzymali pięć osób w Legionowie podejrzanych o posiadanie narkotyków. Wśród nich był Rafał K. Chłopak połknął zawiniątko z narkotykami i zaczął się dusić, tracił przytomność.

– Jeden z funkcjonariuszy rozpoczął resuscytację. Kontynuował ją do czasu przyjazdu karetki pogotowia. Ratownikom przekazaliśmy pacjenta wydolnego, choć z problemami – mówi nam jeden z wysokich oficerów Komendy Stołecznej, który zna okoliczności sprawy.

– Kiedy załoga przejęła pacjenta, ten oddychał. Ratownicy próbowali udrożnić drogi oddechowe, ale robili to mało skutecznie. Dopiero lekarzowi, który dotarł z następną karetką, udało się wprowadzić rurę do tchawicy chłopaka, ale robił to na siłę – mówi nasz rozmówca.

Elżbieta Weinzieher, rzecznik warszawskiego pogotowia, potwierdza, że zgłoszenie od policji dostali o godz. 14.16, a o 14.22 karetka była na miejscu. – Pojechała taka z podstawowym składem, bo była najbliżej – zapewnia. – O godz. 14.44 przyjechała druga karetka z lekarzem, pacjenta podłączono do respiratora i odwieziono do szpitala – opowiada Weinzieher.

Podkreśla, że w dokumentacji z tych wyjazdów nie ma żadnej informacji, by dwa razy intubowano pacjenta, nie ma też żadnych zapisów, które wskazywałyby, że doszło do niedopatrzenia czy błędu.

Karetka odwiozła Rafała K. do szpitala. Tam jeszcze przez 40 minut lekarze walczyli o jego życie. O godz. 17.20 chłopak zmarł. – Pacjent trafił do nas w stanie ciężkim, wręcz agonalnym, ale mimo to podjęliśmy kolejną próbę resuscytacji – mówi Piotr Gołaszewski ze Szpitala Bródnowskiego.

Sekcja zwłok Rafała K. wykazała, że przyczyną śmierci mężczyzny była niewydolność krążeniowo-oddechowa. Żadnych obrażeń duszenia czy pobicia na ciele nie znaleziono.

– Mieszkańcy Legionowa mają do nas pretensje o to, że chłopak nie żyje. A przecież on sam połknął narkotyki, my próbowaliśmy mu pomóc, a potem robiły to już załogi pogotowia. Czy właściwie? Niech prokuratura to oceni – mówi policjant.

Zdradza, że sekcja zwłok wykazała, że chłopak miał uszkodzoną tchawicę. Prokuratura nie chce tego oficjalnie potwierdzić, choć nieoficjalnie śledczy przyznają, że mają takie informacje.

– Czekamy na pełne wyniki sekcji zwłok. Zakład Medycyny Sądowej ma je dostarczyć w ciągu dwóch tygodni – mówi Mariusz Piłat, wiceszef Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, która we wtorek przejęła śledztwo w sprawie nieumyślnej śmierci Rafała.

Prokurator mówi, że śledczy będą badać nie tylko to, czy policjanci nie popełnili błędów, nie przekroczyli uprawnień i nie dopełnili obowiązków w tej sprawie. – Będziemy też sprawdzać, czy błędów nie popełnili ratownicy i lekarze, którzy zajmowali się chłopakiem do momentu stwierdzenia zgonu. Zawsze to sprawdzamy w takich sytuacjach 
– mówi prok. Piłat.

"Rzeczpospolita"