Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Bój o reprywatyzację Michałowic

Renata Krupa Dąbrowska 22-09-2016, ostatnia aktualizacja 22-09-2016 10:17

Otwarcie spadkobiercom drogi do odzyskania ziem w Michałowicach nie oznacza, że mieszkańcy stracą domy.

Mieszkańcy wsi boją się, że stracą swoje domy. Na zdjęciu jedno z zebrań mieszkańców wsi Michałowice z wójtem.
źródło: Urzad Gminy Michałowice
Mieszkańcy wsi boją się, że stracą swoje domy. Na zdjęciu jedno z zebrań mieszkańców wsi Michałowice z wójtem.

W środę Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił 180 skarg na decyzję ministra rolnictwa i rozwoju wsi otwierającą drogę spadkobiercom Barbary Grocholskiej do domagania się zwrotu nieruchomości, a tam, gdzie nie jest to możliwe, odszkodowania. Chodzi m.in. o 136 hektarów ziemi. Dziś na tym terenie znajduje się podwarszawska wieś Michałowice: domy jej mieszkańców, ulice, szkoła i przedszkole. Część gruntów leży też w gminie Raszyn.

WSA uspokoił obecnych na sali sądowej mieszkańców gminy Michałowice i Raszyn, że ani jego wyrok, ani wcześniejsza decyzja ministra rolnictwa nie oznaczają, że stracą swoje domy.

Sprawa ciągnie się od 2001 r. Wtedy to spadkobiercy rodziny Grocholskich zaczęli domagać się zwrotu majątku odebranego im w 1948 r. na podstawie dekretu o reformie rolnej. Chodziło o stwierdzenie nieważności dwóch orzeczeń wydanych w tej sprawie w 1948 r. przez wojewodę, a następnie ówczesnego ministra. W 2013 r. minister rolnictwa wydał decyzję po myśli spadkobierców, ale dopiero pod wpływem dwóch orzeczeń WSA. W uzasadnieniu swojej decyzji wskazał m.in., że dla tych dóbr przed II wojną światową zostały zatwierdzone plany parcelacyjne, na ich podstawie ziemia rolna Grocholskich miała został podzielona na działki budowlane. Oznacza to, że utraciła ona charakter rolny. Tym samym nie mogła być majątkiem ziemskim, o którym mówi dekret o reformie rolnej i być wykorzystana do realizacji jego celów.

Wielki strach przed zwrotem

W środę 21 września br. WSA zajął się sprawą po raz trzeci. Takiego oblężenia w swojej historii wojewódzki sąd jeszcze nie przeżywał. Razem ze swoimi prawnikami licznie stawili się mieszkańcy gminy Michałowice i Raszyn.

Wszyscy żyją w stresie. Obawiają się utraty swoich domów. Problem dotyczy trzech czwartych naszej wsi – tłumaczył Krzysztof Grabka, wójt gminy Michałowice. – Już od dawna podczas sprzedaży nieruchomości notariusze robią zastrzeżenia w aktach notarialnych, że są one obciążone roszczeniami reprywatyzacyjnymi – dodaje.

Przedstawiciele rodziny Grocholskich uspokajają mieszkańców.

– Nasi klienci nikogo nie chcą pozbawiać domów, chcą jedynie otrzymać odszkodowanie za zabrany im po wojnie majątek – tłumaczy adwokat Anna Graboś.

WSA zajmował się decyzją nieważnościową ministra. Mieszkańcy dwóch podwarszawskich gmin bronili się przed WSA, wskazując przede wszystkim na nieodwracalne skutki prawne.

– Moi klienci kupili nieruchomość i są chronieni rękojmią wiary publicznej ksiąg wieczystych – tłumaczył przed sądem adwokat Leopold Komornik. – Reprywatyzacja nie powinna ich w ogóle dotyczyć – tłumaczył.

Jego zdaniem minister rolnictwa w swojej decyzji celowo nie stwierdził, że doszło do nieodwracalnych skutków prawnych, ponieważ nie chce, by Skarb Państwa płacił wysokich odszkodowania spadkobiercom rodziny Grocholskich.

Wielu mieszkańców tych gmin tłumaczyło, że ich nieruchomości rodzina Grocholskich sprzedała przed lub po II wojnie światowej. Podkreślają, że mają na to dowody, a to oznacza, że te grunty nie powinny być objęte nieważnościową decyzją ministra rolnictwa.

Minister się nie mylił

Przedstawiciel Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi uspokajał przed WSA rozemocjonowanych mieszkańców.

– Doszło do wielu nieporozumień – tłumaczył Adam Michałowski z MRiRW. – W postępowaniu nieważnościowym badana jest jedynie legalność wspomnianych orzeczeń. Natomiast, by doszło do zwrotu nieruchomości lub wypłaty odszkodowania, musi być przeprowadzone inne postępowanie. Nasza decyzja ma jedynie charakter deklaratoryjny – wyjaśnił.

WSA przyznał rację ministrowi i oddalił wszystkie skargi. Tłumaczył, że decyzja ministra nie ingeruje w żaden sposób w prawa właścicieli nieruchomości na terenie gminy Michałowice i Raszyn, nie ogranicza ich ani wygasza.

Lata w sądzie

Dopiero wydanie decyzji stwierdzającej, że dana nieruchomość nie powinna być objęta dekretem, powoduje szersze skutki. To wtedy ustala się, czy można ją zwrócić. Jeśli nie, to Skarb Państwa powinien wypłacić odszkodowanie. Ustala się także, jakie działki nie powinny być objęte decyzją, ponieważ dawni właściciele sprzedali je, zanim dobra zostały im zabrane.

Zdaniem WSA minister rolnictwa słusznie uznał, że dobra Grocholskich nie były nieruchomością ziemską podlegającą przejęciu na cele reformy rolnej. Doszło do zatwierdzenia planów parcelacyjnych, a ziemia rolna została przekształcona na budowlaną. Mieszkańcy oraz wójt Michałowic zapowiadają odwołanie do NSA. Sprawa więc może potrwać jeszcze kilka lat.

sygnatura akt: I SA/Wa 493/14

Rzeczpospolita