Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Praska parowozownia, czyli piąte koło u wozu

Natalia Bet 10-04-2009, ostatnia aktualizacja 12-04-2009 17:34

Obrońcy zabytków ostrzegają: parowozownia z połowy XIX wieku może przestać istnieć. – Od kilku lat nikt o nią nie dba – mówią. I walczą o wpisanie obiektu do rejestru zabytków. Zobacz galerię zdjęć z Wileńskiej.

Alarm społeczników spowodowało wycięcie z terenu zabytkowego kompleksu wszystkich drzew. – To znak, że wkrótce mogą tu wjechać buldożery – mówi Janusz Sujecki z Zespołu Opiekunów Kulturowego Dziedzictwa Warszawy i wicedyrektor Muzeum Warszawskiej Pragi. – Obawiamy się, że po wyburzeniu parowozowni właściciel będzie chciał sprzedać działkę.

Parowozownia przy ul. Wileńskiej 14 powstała w 1846 roku. To jedna z niewielu budowli w Polsce o tak oryginalnej zabudowie. I jeden z najstarszych obiektów architektury kolejowej w Warszawie.

– To jedna z niewielu zachowanych rosyjskich parowozowni. Takie prostokątne obiekty powstawały na ziemiach polskich w początkowych latach budowy kolei – opowiada Sujecki. – To nie tylko część naszego dziedzictwa narodowego, ale także kawałek historii techniki w skali europejskiej.

Znawca zabytków zwraca uwagę na niepowtarzalną konstrukcję słupów, która podtrzymuje budynek. – W Polsce zachowały się zaledwie trzy lub cztery takie obramowania – wyjaśnia.

Mimo że obiekt jest niezwykle zaniedbany, stalowa konstrukcja nie ma śladów korozji. Na niektórych słupach widoczne są odciski po eksplozji pocisków artyleryjskich. W parowozowni przetrwało także torowisko.

Zdaniem Janusza Sujeckiego, obiekt należy do PKP.

– Budynek sprzedaliśmy dwa lata temu prywatnej firmie – odpiera zarzuty Michał Wrzosek, rzecznik PKP. Komu? Na to pytanie rzecznik nie potrafił odpowiedzieć.

W sprawie ochrony parowozowni interweniowało już Polskie Towarzystwo Kolei Wąskotorowych. Dlatego obiektem zainteresowała się też mazowiecka konserwator zabytków Barbara Jezierska. Właśnie wszczęła postępowanie wpisania obiektu do rejestru zabytków.

Przeciwnicy zniszczenia parowozowni podpowiadają, w jaki sposób można zagospodarować zabytkowe pomieszczenia. Ich zdaniem, możliwe jest utworzenie tu stylowego teatru, galerii, sali koncertowej czy placówek muzealnych.

– Hala mogłaby funkcjonować podobnie jak Fabryka Wódek Koneser, którą inwestor odrestaurowuje z zachowaniem jej unikalnego fabrycznego charakteru – podpowiada Jerzy Zygmunt Kocot, obrońca praskich zabytków. – Tu także można by ulokować instytucje kulturalne, a przestrzeń obok wykorzystać np. na zabudowę mieszkań.

Kilka lat temu parowozownię chciał przejąć Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej. Dziesięć lat do przeprowadzki w to miejsce przymierzało się też Muzeum Kolejnictwa.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy