r e k l a m a

Azjatycki pasibrzuch

Monika Kucia 25-09-2008, ostatnia aktualizacja 25-09-2008 14:58

Sapaya, ul. Madalińskiego 38/40, tel. 022 646 92 15, czynne od poniedziałku do soboty w godz. 9 – 22, w niedziele w godz. 10 – 22, można płacić kartą.

Sapaya
źródło: Życie Warszawy
Sapaya
źródło: Życie Warszawy
Ocena
źródło: Życie Warszawy
Ocena

Informacje dodatkowe:

• Internet bezprzewodowy – tak

• karta win – nie

• parking – nie

• menu dla dzieci – nie

• sektor dla palących – nie

Stołówkowy gwar, wyjątkowo niskie ceny, kiepskie jedzenie i tłum to cechy wyróżniające nową azjatycką restaurację.

To miejsce na Mokotowie to właściwie jadłodajnia. Dostaniemy tu duże porcje za małe pieniądze. Kurczaka w sosie curry za 12 zł, schab po chińsku w sosie ostrygowo-sojowo-grzybowym za 14 zł czy małe krewetki z grzybami śnieżnymi i mun za 14 zł. Nie należy spodziewać się poziomu wyższego niż w tzw. budkach, tyle że tu jedzenie podaje się na talerzach, a colę w szklance. Cola do strawienia posiłku jest konieczna – wszystko poddane jest obróbce na głębokim tłuszczu, a wcześniej pokryte różnymi panierkami. Z kuchni dochodzą zresztą silne zapachy – po wyjściu czujemy pozostający na ubraniach odór tłuszczu.

Właściwie jedyne, co mi tutaj smakowało, to surówka z kapusty – chrupka, choć nieco zbyt słodka. Poza tym sajgonki (6 zł) miały twardą skorupkę wysmażoną na złocisty kolor niczym swojskie krokiety i podano do nich absurdalnie dużą ilość sosu o konsystencji kisielu. Jako dodatek do innego dania dostałam warzywa z mrożonki doprawiane kostką rosołową. Ryba w panierce nie smakowała rybą, bo panierki było więcej niż samej ryby. Strzeżcie się taniej kuchni!

Może jedynie kaczka po pekińsku (19 zł) i kalmary (14 zł) zdają tu egzamin. Kaczka jest miękka, soczysta, z lekko chrupiącą skórką, a kalmary pokrojone w szyszki i wyjątkowo bez panierki!

Mimo wyraźnych znamion fast foodu trzeba tu jednak dość długo czekać na zamówione dania, podobnie jak na posprzątanie po obiedzie (obowiązuje obsługa kelnerska).

Interesem kierują Azjaci. Sapa to wietnamskie miasto – nazwa restauracji powstała z połączenia nazwy miasta i słowa oznaczającego relaks, wytchnienie. O to ostatnie naprawdę trudno w mokotowskiej restauracji. Można tu przyjść napchać brzuch za niewielką kwotę. Na jakiekolwiek ponadprzeciętne doznania smakowe nie ma jednak co liczyć.

Monika Kucia

Życie Warszawy