r e k l a m a

Pseudoelegancja i pseudojedzenie

Monika Kucia 09-07-2011, ostatnia aktualizacja 11-07-2011 07:38

Zadęcie, wystrój z pretensjami do elegancji i bardzo zła kuchnia – tym charakteryzuje się otwarta zimą restauracja w wilii na Mokotowie.

źródło: materiały prasowe

W menu są produkty regionalne, jak mazurski miód czy perliczka wielkopolska, a także wyszukane specjały, jak trufle, cielęcina rasy simental, troć wędrowna, bażant „łąkowy" oraz filet z polędwicy wołowej marynowany w 40-letnim Aceto Balsamico. To brzmi obiecująco. Podobnie jak awangardowe połączenia składników (np. sos piernikowy do foie gras).

Niestety konfrontacja z rzeczywistością kulinarną na talerzu okazała się bolesna. Tatar z łososia z pianką marakujowo-cytrynową (35 zł) był grubo pokrojoną rybą z dużymi kawałkami cebuli (w proporcjach prawie 1:1) i kaparów. W masę wetknięty był zwinięty w rulonik kawałek chleba tostowego (nie opieczonego), kwiat kapara i chips zrobiony z pomidorowej skórki (bardzo ekologicznie!). Na talerzu była tez plama pesto – nie wiadomo po co, chyba dla koloru.

Przeczytaj dokończenie na kulinarnik.pl

kulinarnik.pl