Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jeśli dziś czwartek, to handlujemy na Pradze

Monika Górecka-Czuryłło 16-03-2008, ostatnia aktualizacja 17-03-2008 15:11

W poniedziałek targ w Śródmieściu, we wtorek na Woli, a w czwartek na Pradze. To kolejny pomysł ratusza na uporządkowanie ulicznego handlu. Dzielnice już szukają miejsc na bazarki.

autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa

Chcemy wrócić do tradycji dnia targowego – wyjawia pomysł wiceprezydent Andrzej Jaskubiak. – Byłby rotacyjny, każdego dnia w innej dzielnicy. Dla kupców byłaby to gwarancja, że mogą legalnie handlować przez cały tydzień.

Władze dzielnic już dostały pisma z prośbą o wskazanie miejsc pod targowiska. Nie wszyscy są zachwyceni pomysłem.– Mamy dwa stałe targowiska i więcej nie planujemy – twardo mówi burmistrz Targówka Grzegorz Zawistowski. – Przecież jak stworzymy nowy plac handlowy i wpuścimy tam kupców, to osiądą na stałe. I zrobi się bazarek nie raz na 18 dni, tylko codzienny.

Także burmistrz Białołęki wykazuje optymizm umiarkowany.– Jak ktoś sprzedaje towary u nas, w Białołęce, to nie pojedzie następnego dnia na Ursynów – przewiduje Jacek Kaznowski. Ale dodaje pojednawczo, że pomysł można przeanalizować. – Widziałem takie jarmarki na zachodzie Europy, ale zazwyczaj w sobotnie przedpołudnia. Może pójść tym tropem?

Niektóre dzielnice twierdzą, że miejsc na targowiska nie mają. Przypominają, że na handel w pasie drogi potrzeba zgody ZDM, a mało atrakcyjne, schowane między domami placyki nie przyciągną ani kupców, ani handlujących.

– Obawiam się też o reakcje mieszkańców – mówi burmistrz Pragi-Północ Jolanta Koczorowska. – Wszyscy bardzo chętnie pójdą na bazarek. Ale nie chcą, by był w pobliżu ich domu.

Ale są też zwolennicy pomysłu. – Może targ na ulicy, raz na dwa tygodnie miałby klimat? – zastanawia się wiceburmistrz Śródmieścia Jerzy Majewski.Burmistrz Mokotowa Robert Soszyński wstępnie nawet wskazuje miejsca pod targ. – Kiedyś był przy Ludnej, w rejonie Konduktorskiej. Można próbować tam umieścić obwoźny handel – mówi.

Pomysł podzielił też handlarzy. – Ja z Kondratowicza się nie ruszam. Mam tu stałych klientów. Gdzie się będę tułać po mieście – mówi pani sprzedająca bluzeczki przed bazarkiem na Bródnie (nie chce się przedstawić). – Poza tym na każdy bazarek klient musi przyjść, a tu przechodzi obok nas i zawsze coś mu w oko wpadnie: a to ściereczka, a to szaliczek – tłumaczy inna.

Część kupców jest jednak pomysłem zafrapowana.– Takiego jeszcze w Warszawie nie było, a przecież gdzie indziej się sprawdza i porządkuje handel – przyznaje Dariusz Lipka z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kupców i Drobnej Wytwórczości. – Jeśli na tych latających bazarach handlarze mieliby zapewnione godziwe warunki, np. toalety, ochronę, to myślę, że warto o tym porozmawiać.

Na razie dzielnice mają do końca miesiąca przedstawić ratuszowi propozycje placów. – Jeśli takich nie znajdą, to w tej dzielnicy dnia targowego nie będzie – uspokaja wiceprezydent.

Skomentuj ten artykuł

Życie Warszawy