r e k l a m a

Jesteśmy skazani na Stare Miasto

Maciej Miłosz,Piotr Szymaniak 17-03-2008, ostatnia aktualizacja 18-03-2008 13:57

Warszawiacy uważają, że na Starówce nie ma niczego ciekawego. Ale stołeczni urzędnicy nie chcą promować innej części miasta, bo boją się zaryzykować.

autor: Kamiński Jakub
źródło: Fotorzepa

Stare Miasto mnie rozczarowało. Nie tylko dlatego, że jest atrapą. Wieczorem panuje tam poprostu smutek – mówi Olgierd Budrewicz, varsavianista i podróżnik.

Coż, trudno się dziwić. Puby i restauracje zamykane są wcześnie ponieważ mieszkańcy ciągle narzekają na hałas. Wczoraj chcieliśmy zwiedzić jedną z większych atrakcji Starówki - Zamek Królewski (rok powstania 1974). Chcieliśmy, ale... tak jak w każdy poniedziałek poza sezonem był zamknięty. Dla porównania londyńska National Gallery, miejsce gdzie turystów jest zdecydowanie więcej zamknięta jest tylko przez cztery dni w roku!

W ostatnich badaniach Trip Advisor nasze miasto uznano za jedno z najnudniejszych w Europie. Może więc warto promować stolicę w inny sposób niż nas do tego przez lata przyzwyczajano i Starówce powiedzieć dobranoc?

– Żeby zacząć budować międzynarodową markę Warszawy potrzebna jest przede wszystkim wiedza o jej aktualnej percepcji w świecie. Musimy wiedzieć z czym stolica jest kojarzona w Berlinie, Londynie czy w Nowym Jorku – mówi Łukasz Kluj z zajmującego się kreowaniem marek Studia Bakalie.

Jednak trudno się spodziewać, żeby ktoś za granicą kojarzył coś więcej niż Starówka i Pałac Kultury i Nauki. To jedyne miejsca, które od lat rozpoznawane są na świecie.

– Zgadzam się, że w Warszawie poza Starym Miastem mamy wiele atrakcji, które mogłyby przyciągnąć turystów, zwłaszcza tych młodszych – przyznaje Katarzyna Ratajczyk z biura promocji miasta. – Warto pokazywać Filtry, ul. Burakowską, Pragę czy Forty Mokotowskie. Ale pewnych kanonów nie da się zmienić. Każde miasto promuje się przez zabytki, a dopiero potem przez sklepy i rozrywkę. Dlatego Starówka, Łazienki, Trakt Królewski i Wilanów to żelazne punkty, których nie unikniemy – wyjaśnia Ratajczyk.Potwierdzeniem jej słów są liczni turyści, którzy mimo wszystko zwiedzają Starówkę.

– Przyszedłem tu, bo jestem turystą, a turyści chodzą na starówki – śmieje się Anglik James Hedley.

To samo twierdzi Katarzyna Królewska z hostelu Okidoki. – Jak w każdym mieście na świecie, turyści którzy się u nas zatrzymują, chodzą na Starówkę. Dziwią się tylko, że nocne życie toczy się zupełnie gdzie indziej – tłumaczy.

Olgierd Budrewicz: - Skoro przy promocji miasta nie możemy pominąć Starówki, to powinniśmy otworzyć ją nocą.

Skomentuj ten artykuł

Życie Warszawy