r e k l a m a

Polacy w służbie Królowej Elżbiety?

Piotr Zychowicz 18-03-2008, ostatnia aktualizacja 19-03-2008 13:35

Polscy emigranci podobno szturmują biura werbunkowe brytyjskiej armii. – Może powinniśmy zmienić przepisy, by mogli zacząć służyć w naszych mundurach – pyta dziennik „Daily Mail“.

źródło: www.army.mod.uk

Dziennik powołuje się na oficerów pracujących w punktach rekrutacyjnych, którzy „odnotowali wielkie zainteresowanie ze strony Polaków“. Ponieważ brytyjska armia cierpi na problemy kadrowe, domagają się zmiany przepisów.

– Obecnie Polacy nie mogą się zaciągnąć do naszej armii, jeśli mieszkają na Wyspach krócej niż pięć lat i nie dostali obywatelstwa – tłumaczy płk Paul Meldon, zwierzchnik biur werbunkowych w Londynie. Według niego władze wojskowe zaczęły już rozważać zmianę przepisów. – Dzięki temu zdobędziemy wielu rekrutów – uważa.

Tylko w tym roku, żeby utrzymać zdolność bojową, brytyjska armia musi pozyskać 15 tysięcy nowych żołnierzy. Jak przyznają oficerowie odpowiedzialni za rekrutację, raczej nie uda im się tego osiągnąć. Coraz mniej Brytyjczyków chce narażać życie w Iraku czy Afganistanie.

Jak ma w praktyce wyglądać werbunek Polaków? Mogliby na przykład służyć w specjalnych polskich jednostkach wzorujących się na regimentach Gurkhów. Innym rozwiązaniem byłoby powołanie brytyjskiej Legii Cudzoziemskiej. Obywatele polscy nie mogliby natomiast służyć w wywiadzie.

W brytyjskim Ministerstwie Obrony nikt nie chce komentować tej sprawy. – Na dzień dzisiejszy żaden Polak nie będzie mógł służyć w siłach zbrojnych Jej Królewskiej Mości, jeżeli wcześniej nie przejdzie procedury naturalizacyjnej – powiedział rzecznik resortu Darragh McElroy.

Pracownik biura werbunkowego na londyńskiej Bloomsbury Way jest zaskoczony artykułem „Daily Mail“. – Do nas Polacy się nie zgłaszają. Pierwszy raz o tym słyszę – mówi pragnący zachować anonimowość oficer.

Zaskoczeni są polscy dziennikarze pracujący na Wyspach. – Sprawa stała się głośna. Od rana dzwonią do nas brytyjskie media z prośbą o komentarz. Nigdy nie słyszałem o żadnym Polaku, który chciałby się zaciągnąć do brytyjskiej armii – podkreśla Daniel Tokarczyk, sekretarz redakcji londyńskiego „Polish Express“. – Pieniądze to nie wszystko. Ludzie przyjeżdżają tu, by się dorobić, ale to nie oznacza, że przestają być patriotami – dodaje.

„Daily Mail“ bardzo pozytywnie ocenia pomysł. Według gazety, jeżeli Polacy otrzymają pozwolenie na służbę, powinni się odwołać do chlubnej tradycji rodaków walczących po stronie Wielkiej Brytanii podczas II wojny światowej.

– Takie porównania są niestosowne. Żołnierze, o których mowa, należeli do polskiej armii na obczyźnie. Nosili polskie orzełki i odznaczenia, podlegali Wodzowi Naczelnemu. Gdyby rzeczywiście Polacy zostali dopuszczeni do służby w brytyjskiej armii, byliby najemnikami – powiedział historyk, pułkownik rezerwy dr hab. Krzysztof Komorowski.

Eksperci zwracają uwagę na inny problem – małą atrakcyjność rodzimej armii. – Obecnie mamy 16 tysięcy wakatów. Nasze władze powinny się postarać, by nasze wojsko stało się atrakcyjne dla młodych Polaków. Wtedy nikt nie będzie się zgłaszał do obcych armii – mówi pragnący zachować anonimowość, związany z armią analityk.

W brytyjskiej armii służą tysiące obcokrajowców

W siłach jej królewskiej mości mogą służyć tylko rodowici Brytyjczycy albo obywatele byłych kolonii Imperium. Od około dziesięciu lat, gdy na Wyspach znacznie obniżył się poziom bezrobocia, biali Brytyjczycy niechętnie zaciągają się do wojska i armia szuka rekrutów na innych kontynentach. Żołnierzy zwerbowano na Fidżi (1,965), Jamaice (975) oraz w Australii i Republice Południowej Afryki (650) czy nowej Zelandii (450). W sumie pochodzą z 54 krajów. Stanowią oni blisko 10 proc. brytyjskich sił zbrojnych, liczących około 100 tys. żołnierzy.

Skomentuj artykuł

Życie Warszawy