Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Polacy nie chcieli złotego dziecka

Piotr Kaszubski 14-05-2008, ostatnia aktualizacja 16-05-2008 12:50

W wieku 12 lat Caroline Woźniacki mogła reprezentować nasz kraj. Polski Związek Tenisowy nie był jednak zainteresowany. 17-letnia zawodniczka gra więc z powodzeniem dla Danii.

źródło: Życie Warszawy

Wprawdzie zawodniczka urodziła się na Płw. Skandynawskim, ale cała jej rodzina pochodzi z Polski. Ojciec Piotr był kiedyś piłkarzem Miedzi Legnica, a mama Anna grała w siatkówkę.

W 1985 roku opuścili nasz kraj. Wyjechali do Danii, gdzie urodziła się Caroline. Pan Piotr bardzo jednak chciał, żeby córka broniła biało-czerwonych barw. Specjalnie wykupił w Polskim Związku Tenisowym licencję.

Była mistrzynią Polski

Mimo że cała rodzina mieszkała pod Kopenhagą, zapisał ją do klubu we Wrocławiu, a potem w Poznaniu. Caroline, mając tylko duńskie obywatelstwo, występowała dzięki tej licencji w juniorskich… mistrzostwach Polski. Ma na swoim koncie złoty medal z drużyną i dojście do półfinału, w którym przegrała z Urszulą Radwańską (oba do lat 12).

– Robiłem wszystko, aby Caroline grała dla Polski. Niestety PZT nie był zainteresowany. Po trzech latach nie przedłużyłem więc licencji i od tej pory córka występuje tylko dla Danii – przypomina Piotr.

Caroline jest już od jakiegoś czasu kreowana na przyszłą gwiazdę tenisa. W wieku 14 lat dzięki dzikiej karcie reprezentowała Danię w Pucharze Federacji (przepisy pozwalają grać dopiero od lat 15). Rok później triumfowała w Orange Bowl (nieoficjalne mistrzostwa świata juniorów). W 2006 roku wygrała juniorski Wimbledon. Od pół roku gra wśród seniorów. Na początku stycznia dotarła do 1/8 finału Australian Open. Obecnie zajmuje 36. miejsce w rankingu WTA. W tak młodym wieku jest już sponsorowana przez trzy znane firmy. Wszystkimi sprawami kieruje ojciec. – Jestem jej trenerem i menadżerem. Jednak mam do pomocy wielu specjalistów. Zatrudniam doradcę do kontaktów z prasą, ludzi od przygotowania fizycznego i wielu innych – wylicza pan Piotr.

Przekręcają nazwisko

Duńczycy mają problemy z wymową jej nazwiska. – Powtarzałam wszystkim, że jestem Woźniacki, a nie Woźniaki. Niestety, bez efektów. Przyzwyczaiłam się już, że ludzie przekręcają moje nazwisko – mówi Caroline, która obecnie gra w turnieju w Rzymie.

Czy tenisistka polskiego pochodzenia może kiedyś reprezentować nasz kraj? – Urodziłam się w Danii i nikt tutaj sobie nie wyobraża, żebym grała dla Polski – twierdzi zawodniczka, ucinając spekulacje. Ojciec dba jednak, aby córka była związana z naszym krajem. – Sami uczyliśmy ją pisać i czytać po polsku. Dzięki temu swobodnie porozumiewa się z innymi. Chciałbym, żeby moi rodacy byli dumni z tenisistki, która czuje się Polką – podkreśla ojciec.

Poza kortem Caroline przyjaźni się ze wszystkimi naszymi zawodniczkami. – Lubię Agnieszkę i Ulę oraz Martę Domachowską – mówi Caroline, która za rok zamierza wystąpić w turnieju w Warszawie.

– Żałuję, że organizatorzy nie zaprosili mojej córki na pokazową imprezę w stolicy. Byłoby nam bardzo miło. Przyjechała natomiast Maria Kirilenko. Nie wiem, czym różni się od mojej córki. Na początku stycznia odbywa się turniej pokazowy w Hongkongu, gdzie Caroline jest zapraszana od dwóch lat. Organizatorzy ściągają siedem najlepszych tenisistek i jedną obiecującą zawodniczkę. Ostatnio była to właśnie Caroline. Tym bardziej dziwię się ludziom z Warszawy – kończy Piotr Woźniacki.

Życie Warszawy