r e k l a m a

Świat już wie, kim jest Isia

Artur St. Rolak z Londynu 02-07-2008, ostatnia aktualizacja 04-07-2008 08:10

Twierdzenie, że niebo nad Wimbledonem rozpłakało się z powodu porażki Agnieszki Radwańskiej, byłoby dobre dla brytyjskich bulwarówek. Poważne gazety współczują Polce, że – choć grała pięknie – uległa sile fizycznej.

Agnieszka Radwańska
autor zdjęcia: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa
Agnieszka Radwańska

Zdaniem wpływowego brytyjskiego dziennika „Daily Telegraph”, mało kto może dziś pokonać Radwańską na trawie, natomiast w takim stylu – tylko ktoś, kto nazywa się Williams. „Times” przygotowuje swych czytelników na kolejne spotkania z krakowianką i przepowiada jej „jasną przyszłość”.

Najwięcej miejsca tutejsze media poświęcają oczywiście siostrom Williams – Serenie i Venus (o mężczyznach na razie zapomnijmy), ale o obecności Radwańskiej w światowej czołówce świadczy nie tylko ranking WTA. W najbliższy poniedziałek (to już pewne!) będziemy po raz pierwszy w historii mieli Polkę w pierwszej dziesiątce świata. Może nawet na dziewiątym miejscu – jeśli w czwartek Venus Williams przegra z Jeleną Diemientiewą, ale na to liczyć raczej nie należy.

Są jeszcze detale, których nie widać z ulicy. Pomeczowe konferencje w Main Interview Room z udziałem naszej tenisistki i dziennikarzy z całego świata, a nie tylko spotkania z polskimi mediami w którymś z mniejszych, ciasnych pokoików czy nazwisko Agnieszki na planie treningów wyłożonym w centrum prasowym – to kolejne oznaki przynależności do elity. Owszem, przy okazji artykułów w brytyjskich mediach na temat Radwańskiej wspominano jeszcze zwycięstwo w juniorskim Wimbledonie kilka lat temu, ale z prawdziwym uznaniem mówiono i pisano o zwycięstwie na turnieju w Eastbourne, który ma tu rangę głównej próby przedwimbledońskiej.

W codziennym biuletynie WTA przeznaczonym dla mediów, nie tylko tych akredytowanych na Wimbledonie, statystycy zauważyli, że Radwańska jest jedną z zaledwie trzech tenisistek, które w tym roku awansowały przynajmniej do czwartej rundy Australian Open, Roland Garros i Wimbledonu. Pozostałe dwie to Diemientiewa i Jelena Janković. Takiego towarzystwa można tylko pozazdrościć.

Doczekaliśmy się wreszcie tenisistki, o którą dziennikarzy z Polski wypytują koledzy z innych krajów. Australijczycy, Chińczycy, Hindusi czy Słowacy za naszym pośrednictwem życzyli jej powodzenia. Rosjanie też, choć może nie przed spotkaniem ze Swietłaną Kuzniecową… Z nimi można było nawet pożartować, że mądra ta nasza Agnieszka, bo wolała stracić gema niż rękę (to o potężnym serwisie Sereny).

W ramach rewanżu obiecaliśmy trzymać kciuki za Jelenę w pojedynku z Venus.

Na wszelki wypadek nie wspomnieliśmy naszym rosyjskim kolegom, że zwycięstwo Diemientiewej leży także w naszym interesie. Dziewiąte miejsce wygląda przecież lepiej od dziesiątego.

Życie Warszawy