Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Stuletnie palmy za jeden obiad

ag 01-10-2009, ostatnia aktualizacja 02-10-2009 10:50

Miejska spółka za ponad 10 mln zł wyremontowała palmiarnię. Wkrótce zacznie tam działać... japońska restauracja.

autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa

Palmiarnia na Mokotowie przy ul. Biały Kamień nie przypomina już ogrodowej szklarni. W ciągu dwóch lat zmodernizowany został cały obiekt. Jednak egzotycznych fikusów, filodendronów i niemal stuletnich palm nie będzie mógł oglądać każdy warszawiak, kupując bilet. Powód? Biletów nie będzie. Całą powierzchnię palmiarni zajęła restauracja, której Miejskie Przedsiębiorstwo Robót Ogrodniczych wynajęło obiekt.

Dlaczego miejska spółka remontuje lokal za 10 mln zł (także z kredytu) i oddaje cały obiekt (tysiąc mkw.) na komercyjną działalność?

– Jesteśmy spółką prawa handlowego. Musimy zarabiać. Inwestycja zwróci się w ciągu 10 lat, nawet z zyskiem. Od samego początku zależało nam, by obiekt pełnił funkcję usługową, bo wtedy będzie się sam finansował – przekonuje prezes MPRO Andrzej Ners, który wczoraj oficjalnie otworzył palmiarnię po remoncie.

I dodaje, że sami nie byliby w stanie utrzymać palmiarni. – To są gigantyczne koszty. Jeśli miałby być tu tylko egzotyczny ogród do zwiedzania, bilety musiałyby kosztować kilkadziesiąt złotych. A wtedy chętnych nie byłoby wielu – mówi Nikola Iwanicka, rzeczniczka MPRO.

Bój o lokal wygrała restauracja, która zdecydowała się wynająć powierzchnię aż na 10 lat po atrakcyjnej dla spółki cenie. Za ile? – tajemnica handlowa.

Wiceprezydent Warszawy Andrzej Jakubiak, który pojawił się wczoraj na otwarciu palmiarni, nie widzi nic niestosownego w wynajęciu całego obiektu na restaurację. – Ale może chociaż w niedziele mogłaby być udostępniona warszawiakom do oglądania – zastanawia się.

Taką propozycją zaskoczona jest jednak współwłaścicielka restauracji. Nie było o tym mowy przy podpisywaniu kontraktu na wynajem lokalu. – Gdy przyjdzie jedna osoba obejrzeć palmy, nie będzie problemu. Ale cała wycieczka powinna już coś zamówić. Jeśli nie obiad, to przynajmniej zieloną herbatę – przyznaje Alicja Than z restauracji Izumi Shushi.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy