Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Smog naprawdę zabija

Paweł Łepkowski 20-12-2017, ostatnia aktualizacja 20-12-2017 11:53

Skutki tegorocznego smogu odczujemy już na początku 2018 r. znaczącym wzrostem zachorowań na dolegliwości płuc i niewydolność serca.

Smog to duży problem na Mazowszu. Zła jakość powietrza negatywnie wpływa na zdrowie.
autor: Robert Gardziński
źródło: Rzeczpospolita
Smog to duży problem na Mazowszu. Zła jakość powietrza negatywnie wpływa na zdrowie.
źródło: AdobeStock

Czym jest smog? Najprościej możemy go nazwać zapyloną mgłą. Stąd też słowo smog to zbitka dwóch angielskich wyrazów: smoke (dym) i fog (mgła).

Nie bez kozery nazwa powstała właśnie w Anglii. Już w XIX wieku „londyńska mgła" stała się bowiem synonimem trującego powietrza. W tym określeniu nie było żadnej przesady. Smog bywał równie zabójczy, jak poważne epidemie.

Najstraszniejsze żniwo zebrał od 5 do 9 grudnia 1952 roku, kiedy stężenie szkodliwych gazów i substancji kancerogennych we mgle było tak duże, że w wyniku ich wdychania zmarło 4 tysiące londyńczyków.

Większość ofiar stanowiły dzieci i ludzie starsi. Jeszcze przez kilka tygodni po opadnięciu mgły na ostrą niewydolność oddechową zmarło od 8 do 12 tys. ludzi.

Cztery lata wcześniej, 27 października 1948 r., podobne zjawisko pogodowe zabiło w miejscowości Donora w Pensylwanii 20 osób i spowodowało poważne schorzenia płucne u 7 tys. mieszkańców tego miasteczka.

Od kaszlu do raka płuc

Często można się spotkać z naiwnym poglądem, że smog jest jedynie tematem zastępczym w mediach, a w rzeczywistości jest jedynie incydentalnym zjawiskiem przejściowym. Nic bardziej mylnego. Smog jest naprawdę groźny dla każdego z nas.

Nawet krótkie wdychanie tak silnie zanieczyszczonego powietrza może przyczynić się do rozwoju poważnych chorób płuc i serca. „Kilkudniowy wzrost zanieczyszczeń powietrza przekłada się na zwiększoną liczbę zgonów z powodu chorób układu oddechowego, a także wzrost absencji chorobowej, potwierdziły to badania prowadzone w wielu krajach" – podkreślił w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej prof. Jerzy Kozielski ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Układ oddechowy ma kilka sposobów obrony przed substancjami toksycznymi dostającymi się z każdym oddechem do płuc i oskrzeli. Pierwszą z nich jest kaszel, który wyrzuca czynnik drażniący. Wiąże się to z nasileniem wydzielania śluzu chroniącego śluzówkę.

Innym sposobem obrony organizmu jest skurcz oskrzeli. To jednak powoduje narastającą duszność, która może być szczególnie niebezpieczna dla osób ze stanem zapalnym. Kurczenie się oskrzeli przekłada się na mniejsze dotlenienie naczyń krwionośnych w płucach. To w dalszym etapie skutkuje wzrostem ciśnienia w tętnicy płucnej i znacznie zwiększonym wysiłkiem serca przy pompowaniu krwi do płuc. Innymi słowy ekspozycja na smog prowadzi nie tylko do poważnych chorób układu oddechowego, ale także do bardzo groźnych zaburzeń całego układu sercowo-naczyniowego. Zawarte w brudnym powietrzu substancje kancerogenne znacznie przyspieszają rozwój raka płuc.

Niechlubny rekord

Należy pamiętać, że istnieją dwa rodzaje smogu. Pierwszy jest nazywany smogiem typu Los Angeles. Jest to wysoka zawiesina tlenków węgla i azotów oraz węglowodorów gromadzących się w okresach letnich, szczególnie na obszarach subtropikalnych, w wyniku natężonego ruchu ulicznego. Spotyka się go zatem zazwyczaj w wielkich światowych metropoliach, takich jak Nowy Jork, Tokio, Paryż, Rio de Janeiro czy właśnie Los Angeles, w których szybko rosną emisje z transportu.

Smog typu londyńskiego zawiera głównie tlenki siarki i azotu oraz sadzę powstającą w wyniku spalania paliw. W polskich warunkach klimatycznych występuje on zazwyczaj od listopada do stycznia. Oznacza to, że przynajmniej przez trzy miesiące możemy być narażeni na niezwykle niebezpieczną ekspozycję na pyły PM10 i PM2,5. Są to tzw. pyły zawieszone będące mieszaniną cząstek stałych i kropelek cieczy utrzymujących się w powietrzu. Te, które mają średnicę poniżej 2,5 mikrometra, są najbardziej niebezpieczne dla zdrowia. Raporty Światowej Organizacji Zdrowia nie pozostawiają złudzeń.

Nasz kraj jest w ścisłej czołówce najbardziej zanieczyszczonych miejsc na świecie. W styczniu br. pobiliśmy niechlubny rekord, kiedy na południu naszego kraju normy pyłów PM10 i PM2,5 zostały przekroczone 30-krotnie. Skutki tragicznych zaniedbań kolejnych polskich rządów będziemy odczuwali jeszcze przez wiele lat.

"Rzeczpospolita"