r e k l a m a

Robi się nerwowo

Jakub Gregorowicz 15-04-2008, ostatnia aktualizacja 16-04-2008 15:58

Czy kryzys kadry to zasłona dymna, czy też zapowiedź klęski na igrzyskach w Pekinie?

autor zdjęcia: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa

Ostatnie tygodnie wstrząsnęły polskim pływaniem. Zaczęło się od fatalnego występu na mistrzostwach Europy. Później były stojące na niskim poziomie mistrzostwa Polski i równie rozczarowujące mistrzostwa świata. Tymczasem pływacki świat nie próżnuje. Od połowy lutego rekordy świata padają jeden za drugim, a wodny firmament zapełnia się nowymi gwiazdami. Polacy rok olimpijski zaczęli falstartem. Czy obecny kryzys to efekt uboczny budowania formy na igrzyska?

Pływacy bez motywacji

– Chciałbym się podpisać pod taką tezą, ale niestety nie mogę. Na słabsze starty złożyło się wiele czynników. Kluczowym jest zmęczenie kadry, które pojawiło się po mistrzostwach Europy w Budapeszcie, czyli blisko dwa lata temu. Wynikało ono ze zbyt dużej liczby zgrupowań w Polsce i za granicą. Przecież my ciągle się przemieszczamy, żyjemy na walizkach. Większość ludzi nie może tak pracować – mówi główny trener kadry Paweł Słomiński.

Największym ciosem były ME w Eindhoven. Medale wywalczyli tylko Paweł Korzeniowski (200 m motylkiem) i Mateusz Sawrymowicz (1500 m kraulem), a kwalifikacje olimpijskie zdobyła szóstka pływaków. W tym gronie nie było Otylii Jędrzejczak, która po długiej chorobie nie była w stanie pływać na normalnym poziomie.

– Po mistrzostwach przeanalizowaliśmy system przygotowań i nie znaleźliśmy błędów. Zawiedli zawodnicy. Przed igrzyskami musimy popracować nad motywacją – tłumaczy Słomiński.

Zawieszenie w treningu

Kolejne tygodnie były dla kadrowiczów bardzo trudne. Praktycznie z marszu wystartowali w mistrzostwach Polski, a po krótkim zgrupowaniu ścigali się w MŚ. Przez cały ten czas nie było mowy o ciężkim treningu. Pływacy musieli przecież utrzymywać się w ciągłej dyspozycji startowej. Na pływalni w Manchesterze było to wyraźnie widać. Wypoczętym Polakom brakowało wytrzymałości. Czy nie lepiej było zrezygnować ze startu na MŚ?

– My nie jechaliśmy tam na podbój świata. To była nasza trzecia impreza z rzędu, w dodatku nie podlegająca żadnym rozliczeniom. W tym sezonie postawiliśmy na jak największą liczbę startów, bo w poprzednich latach wyraźnie brakowało nam otrzaskania na zawodach. W tym sensie założenia wypełniliśmy. Jednak niedosyt pozostał, bo liczyliśmy na lepszą dyspozycję naszych podopiecznych. Można powiedzieć, że oprócz Korzeniowskiego i Sawrymowicza reszta kadry przeszła przez imprezę niezauważona. Cóż, pięć tygodni pozostawania w pewnym zawieszeniu jeśli chodzi o treningi dało znać o sobie – podkreśla Słomiński.

Wyniki dopiero w Pekinie

Z opinią trenera polskich pływaków nie do końca zgadza się trener Mirosław Drozd. Jednak opiekun Sawrymowicza, Katarzyny Baranowskiej i Przemysława Stańczyka jest optymistą.

– Przed Eindhoven wykonaliśmy ogromną pracę podczas zgrupowania na Florydzie. Tylko, że ona ma przynieść efekty dopiero w Pekinie. W krótkim czasie takie ciężkie treningi nie mogą mieć żadnego pozytywnego przełożenia na wyniki. Dlatego spodziewałem się słabszej postawy moich zawodników w ostatnich zawodach. Teraz widzę, że ze szkoleniowego punktu widzenia powinniśmy zrezygnować ze startu w Manchesterze. Ale spokojnie, nie ma powodów do niepokoju. Nie zapominajmy, że to, co za nami jest nieważne. Ważny jest tylko Pekin i to tam mamy pływać szybko – mówi Drozd.

Pewne miejsce w kadrze na Pekin ma na razie 12 zawodników. Trzynastka pływaków o minima olimpijskie, a co za tym idzie o wyjazd na igrzyska, będzie walczyła na początku czerwca podczas silnie obsadzonego mityngu w Rzymie. Być może to właśnie te zawody okażą się długo oczekiwanym przełomem. A jeśli nie? Strach myśleć.

Życie Warszawy