r e k l a m a

Spór o ogródki

Monika Górecka-Czuryłło 18-04-2008, ostatnia aktualizacja 21-04-2008 18:17

W rękach warszawskich działkowców jest teren wielkości Śródmieścia. Jego wartość to ok. 25 miliardów złotych. Czy środek miasta to miejsce dla ogródków pracowniczych?

Pomysł uwłaszczenia działkowców, który w tym tygodniu pojawił się w Sejmie, wznowił dyskusje o pracowniczych ogródkach w mieście. Powróciło pytanie: czy centrum miasta to miejsce dla działek rodem z PRL, z których korzysta niewielka grupa mieszkańców?

– 20 lat temu chodziłam na spacer na działki przy Słomińskiego – mówi Anna Bober z Żoliborza. – Teraz ze smutkiem obserwuję mamy spacerujące z dziećmi wzdłuż ruchliwej ulicy, bo ogródki są dla nich zamknięte.W stolicy jest 180 ogrodów działkowych. Zajmują prawie 1,2 tys. ha – obszar porównywalny ze Śródmieściem. Wiele leży w bardzo atrakcyjnych rejonach miasta, np. przy Arkadii i ul. Słomińskiego w Śródmieściu, przy ul. Odyńca na Mokotowie czy przy ul. Waszyngtona na Pradze-Południe. Działkowe budki sklecone z desek wyglądają jak slamsy przy pnących się po sąsiedzku w górę wysokościowcach.

Specjaliści za sprzedażą

– Za grunty w pobliżu deweloperzy są w stanie zapłacić po 2 – 4 tys. zł za mkw. – mówi Marcin Bajko, szef miejskiego Biura Gospodarki Nieruchomościami.

Czy miasto nie powinno ogródków zlikwidować, a ziemi sprzedać? – Po tereny działkowe na Starym Żoliborzu, przy Woronicza czy Odyńca ustawi się kolejka chętnych deweloperów – twierdzi Andrzej Brochocki z firmy doradczej Brochocki Nieruchomości.

– Sprzedając grunt, miasto mogłoby pozyskać środki np. na rozwój infrastruktury, komunikacji – dodaje Kacper Remiśko z firmy doradczej DTZ.

W podobnym tonie, choć ostrożniej, wypowiadają się urbaniści. – Ogródki działkowe w mieście to taki trochę zakalec. Ich formuła już się przeżyła – mówi Krzysztof Domaradzki. – Ale zanim je zlikwidujemy, trzeba zastanowić się, jakiego miasta chcemy. To w miejscowych planach trzeba zapisać, które działki mają być sprzedane pod budownictwo mieszkaniowe, a które chcemy zostawić jako miejskie parki.

Miejscy urzędnicy przyznają, że wiele ogródków opłacałoby się sprzedać. Ale dodają, że póki obowiązuje Ustawa o rodzinnych ogrodach działkowych, jest to niemal niemożliwe. – Na likwidację ogrodu, a więc na wysokość odszkodowań i lokalizację nowego, musi zgodzić się Polski Związek Działkowców. A zgodę wyraża rzadko – wyjaśnia Bajko.

Działkowcy oburzeni

– Jeśli miasto potrzebuje gruntu pod drogę czy inny obiekt użyteczności publicznej, nie mówimy „nie” – twierdzi prezes warszawskiego oddziału Polskiego Związku Działkowców Antoni Kostrzewa. – Przecież oddaliśmy ogródki pod budowę Trasy Siekierowskiej.

Prezes zaprzecza też, że działki to zamknięte enklawy. – Większość ogrodów, choćby na Mokotowie czy Pradze-Południe, jest otwarta. W niektórych organizowane są wczasy dla emerytów – dodaje.

Ratusz chciałby, żeby w przyszłości połowę obecnych działek przeznaczyć na tereny zielone. Na 40 proc. miałyby być obiekty rekreacyjne, lasy, usługi. Tylko 10 proc. będzie można zabudować domami. Na razie są to tylko zapisy w planistycznym studium miasta. Szczegóły ustalą miejscowe plany zagospodarowania.

Skomentuj artykuł

Życie Warszawy