r e k l a m a

Motor to sposób na stołeczne korki

Adam Robiński,Paulina Górska 21-09-2008, ostatnia aktualizacja 21-09-2008 22:58

Wypadków śmiertelnych jest w Warszawie mniej, niż kilka lat temu. Świadczą o tym zarówno policyjne statystyki, jak i grafik naszych wyjazdów na zdjęcia – mówi reporter „Raportu na gorąco” TVP Warszawa Marcin Włodarski.

Marcin Włodarski
źródło: TVP Warszawa
Marcin Włodarski
Na zdjęciu reporter TVP Warszawa Marcin Gałuszko
źródło: TVP Warszawa
Na zdjęciu reporter TVP Warszawa Marcin Gałuszko

Skąd ta poprawa statystyk?

Składa się na nią wiele czynników: większa świadomość kierowców, działania policji – patrole i prewencja, przebudowa niebezpiecznych miejsc, wyrównywanie nawierzchni.

Są miejsca, w które do wypadków jeździcie wyjątkowo często?

Mapa niebezpiecznych miejsc Warszawy jest bogata. Regularnie bywaliśmy swego czasu wysyłani na skrzyżowanie Alei Krakowskiej z ulicą Mineralną, gdzie kierowcy notorycznie ignorowali czerwone światło. Było słabo widoczne, a że to trasa przelotowa, więc kierowcy mocniej naciskali na pedał gazu. W efekcie nawet kilka razy w tygodniu lądowaliśmy na tym skrzyżowaniu. Zaczęliśmy w programie cytować policjantów, którzy przekonywali, że trzeba poprawić widoczność sygnalizacji świetlnej. Każdy materiał do znudzenia kończyliśmy takim apelem. W końcu Zarząd Dróg Miejskich zainstalował grube, poczwórne sygnalizatory. I co się stało? Przestaliśmy jeździć na skrzyżowanie Krakowskiej z Mineralną.

Skąd pomysł reporterów na motorach?

Nie jestem i absolutnie nigdy nie byłem miłośnikiem motocykli. Pracuję w TVP Warszawa od kilkunastu lat. Zaczynałem jako reporter liniowy. Pojawienie się konkurencji w postaci „Faktów Warszawa” uświadomiło nam, że nie mamy systemu szybkiego reagowania. Zacząłem więc pracować nad pomysłem reportera jeżdżącego z kamerą, który byłby sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Wzbudziło to protest operatorów, osób, które zajmują się obrabianiem wizji. Nie obyło się bez złośliwości, że jestem amator z kamerą, że to wideofilmowanie, pogrzeby i wesela. Momentem przełomowym był 11 listopada 1998 roku, kiedy jako jedyny z telewizji publicznej dotarłem na miejsce katastrofy iskry pod Otwockiem. A motocykle? To po prostu sposób na warszawskie korki.

Czy miałeś jakieś wypadki drogowe w pracy?

Tak, w zeszłym roku aż trzy. Żaden nie skończył się na szczęście szpitalem. Za wszystkie wypadki płacili kierowcy ze swoich ubezpieczeń, co oznacza, że to oni je spowodowali.

Życie Warszawy