Motor to sposób na stołeczne korki
Wypadków śmiertelnych jest w Warszawie mniej, niż kilka lat temu. Świadczą o tym zarówno policyjne statystyki, jak i grafik naszych wyjazdów na zdjęcia – mówi reporter „Raportu na gorąco” TVP Warszawa Marcin Włodarski.
Skąd ta poprawa statystyk?
Składa się na nią wiele czynników: większa świadomość kierowców, działania policji – patrole i prewencja, przebudowa niebezpiecznych miejsc, wyrównywanie nawierzchni.
Są miejsca, w które do wypadków jeździcie wyjątkowo często?
Mapa niebezpiecznych miejsc Warszawy jest bogata. Regularnie bywaliśmy swego czasu wysyłani na skrzyżowanie Alei Krakowskiej z ulicą Mineralną, gdzie kierowcy notorycznie ignorowali czerwone światło. Było słabo widoczne, a że to trasa przelotowa, więc kierowcy mocniej naciskali na pedał gazu. W efekcie nawet kilka razy w tygodniu lądowaliśmy na tym skrzyżowaniu. Zaczęliśmy w programie cytować policjantów, którzy przekonywali, że trzeba poprawić widoczność sygnalizacji świetlnej. Każdy materiał do znudzenia kończyliśmy takim apelem. W końcu Zarząd Dróg Miejskich zainstalował grube, poczwórne sygnalizatory. I co się stało? Przestaliśmy jeździć na skrzyżowanie Krakowskiej z Mineralną.
Skąd pomysł reporterów na motorach?
Nie jestem i absolutnie nigdy nie byłem miłośnikiem motocykli. Pracuję w TVP Warszawa od kilkunastu lat. Zaczynałem jako reporter liniowy. Pojawienie się konkurencji w postaci „Faktów Warszawa” uświadomiło nam, że nie mamy systemu szybkiego reagowania. Zacząłem więc pracować nad pomysłem reportera jeżdżącego z kamerą, który byłby sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Wzbudziło to protest operatorów, osób, które zajmują się obrabianiem wizji. Nie obyło się bez złośliwości, że jestem amator z kamerą, że to wideofilmowanie, pogrzeby i wesela. Momentem przełomowym był 11 listopada 1998 roku, kiedy jako jedyny z telewizji publicznej dotarłem na miejsce katastrofy iskry pod Otwockiem. A motocykle? To po prostu sposób na warszawskie korki.
Czy miałeś jakieś wypadki drogowe w pracy?
Tak, w zeszłym roku aż trzy. Żaden nie skończył się na szczęście szpitalem. Za wszystkie wypadki płacili kierowcy ze swoich ubezpieczeń, co oznacza, że to oni je spowodowali.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook