r e k l a m a

Cztery godziny blokował ruch

Adam Robiński 22-01-2010, ostatnia aktualizacja 23-01-2010 14:50

Dwie załogi policji, patrol straży miejskiej, dwie lawety oraz samochód mechanika – cała armia służb była potrzebna, by z ulicy Prostej usunąć wrak bmw.

autor: Guz Rafał
źródło: Fotorzepa

Zobacz fotoreportaż z akcji policji i straży miejskiej

Relacja minuta po minucie

Przed godz. 8 pod oknami naszej redakcji zauważyliśmy uszkodzone auto. Czerwone bmw uderzyło tyłem w latarnię. Porzucone zajmowało pół pasa jezdni w kierunku ronda Daszyńskiego.

– A co pana niepokoi w tej sprawie? – zapytała oficer dyżurna, gdy zadzwoniliśmy do Komendy Stołecznej Policji. Po sugestii, że auto stwarza zagrożenie dla ruchu, obiecała, że przyjrzy się wrakowi.

Ale radiowóz nie przyjeżdżał. O godz. 8.30 na ul. Prostej pojawił się patrol straży miejskiej. Funkcjonariusze zatrzymali się, obejrzeli wrak i uznali, że auto trzeba odholować. Wezwali policję. O godz. 8.50 jest pierwszy radiowóz, o 9.15 drugi.

Ujawnił się też zaginiony kierowca. – Straciłem panowanie nad samochodem. Auto obróciło się i uderzyło tyłem w latarnię – relacjonował. Mężczyzna tłumaczył, że zostawił samochód na ulicy, bo nie miał przy sobie telefonu. Po wypadku poszedł do pobliskiego biura, by wezwać pomoc drogową.

To nie był jednak koniec zamieszania. Kilkanaście minut później pojawiła się przywołana przez policję laweta. Przyjechała i... odjechała, zostawiając wrak na jezdni. Kierowca zadzwonił po własną pomoc. Pech chciał, że jego mechanik nie zabrał linki holowniczej. Wreszcie, kwadrans po godz. 11, zobaczyliśmy z okien drugą lawetę. Rozbujała bmw i wyciągnęła ze śniegu. Pechowy kierowca zapakował urwany zderzak do bagażnika i odjechał ciężarówką.

Po prawie czterech godzinach pas ruchliwej wolskiej ulicy został odblokowany.

Życie Warszawy