r e k l a m a

Zatrzymali Kasprzaka, bo walczą o światła

blik 14-06-2008, ostatnia aktualizacja 14-06-2008 08:09

Ponad 50 osób przez godzinę blokowało przejście dla pieszych na Kasprzaka. W ten sposób mieszkańcy chcą wymóc na władzach szybszą budowę sygnalizacji

źródło: Życie Warszawy

O budowę świateł walczą już 16 lat. – Przez ten czas zginęło tu kilkanaście osób, wiele zostało rannych, a świateł jak nie było, tak nie ma – mówi pani Irena z bloku przy ul. Szymczka 5. Tylko w tym roku na skrzyżowaniu Kasprzaka i Bema doszło do trzech wypadków, w których zginęła jedna osoba.

Protestujący wyszli na przejście kilka minut po godz. 16. Chodzili tylko po jednej nitce trasy, blokując przejazd w kierunku Poznania. Ale i tak momentalnie powstał tam olbrzymi korek.

Sytuację próbowali ratować policjanci z drogówki, którzy co kilka minut wstrzymywali pieszych, by przepuścić samochody. Ale i tak zniecierpliwieni kierowcy włączali klaksony.

– A trąbcie sobie, trąbcie. Walczymy o swoje – mówili protestujący. Zarząd Dróg Miejskich już dwa lata temu obiecywał, że światła tu powstaną. Ale miejski inżynier ruchu postawił warunek, że sygnalizacja musi objąć też ścieżkę rowerową, a projektant odmówił jej uwzględnienia bez aneksu do umowy. Sprawa utknęła. – Będziemy protestować aż do skutku. Władze muszą nas wysłuchać. Mają pieniądze na nikomu niepotrzebny pomnik Feliksa Dzierżyńskiego (ma powstać w pobliżu – przyp. red.), a nie mają na światła, dużo tańsze i służące naszemu bezpieczeństwu – mówili protestujący.

Życie Warszawy