r e k l a m a

Wisłą w górę i z powrotem

Włodzimierz Liksza 28-09-2008, ostatnia aktualizacja 28-09-2008 20:02

Naszą wrześniową wyprawę zdominowała Syrenka. Rozpoczęliśmy ją i zakończyliśmy przy jej pomniku. Nawet statek, którym płynęliśmy, nosił jej nazwę.

*Nasz spacer po raz pierwszy odbył się... na wodzie
autor zdjęcia: Guz Rafał
źródło: Fotorzepa
*Nasz spacer po raz pierwszy odbył się... na wodzie

Nasza „Syrenka” – przekształcona z holownika na łódź bojową wikingów – wypełniła się do ostatniego miejsca uczestnikami wyprawy i wypłynęła w czterogodzinny rejs edukacyjny.

O nadwiślańskiej faunie i florze opowiadał znawca przyrody Łukasz Poławski. Z gawędy naszego przewodnika uczestnicy wycieczki dowiedzieli się, że nie tylko słowiki dają wspaniałe koncerty. Do przepięknie śpiewających należy także mała, niepozorna ptaszyna o nazwie kapturka. Wśród ptasich wokalistów poczesne miejsce zajmuje też ptasi zawadiaka zaganiacz.

Każdy spacerowicz, wyposażony w lornetkę, miał możność podglądać rzadkie okazy ptaków. Okrzykami przyjęto przelot czapli siwej, a stadko wypoczywających kormoranów wzięto początkowo za... pingwiny. Rzeczywiście ich sylwetki i sposób poruszania się przypominają z daleka te ptaki.Wisła – zwana dziką i kapryśną rzeką – jest w pewnym sensie ogrodnikiem. Niesione prądem rośliny z okolicznych ogrodów tworzą wyspy i wysepki rzadkich roślin hodowlanych, a także... kolonie pomidorowe i ziemniaczane.

I tak przy ciekawych opowieściach dopłynęliśmy do pierwszego etapu spaceru na wysokości Wilanowa. Wszyscy pasażerowie wyszli po trapie na brzeg wyprostować kości i na krótki spacer.

W drodze powrotnej kapitan Paweł Prokop, który do tej pory stał za kołem sterowniczym „Syrenki”, przeszedł na rufę, aby rozpalić grilla i zająć się pieczeniem kiełbasek. Była też gorąca kawa i herbata z termosów.

Życie Warszawy