Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Zdrowie bez szefowej

Izabela Kraj, Agnieszka Sijka 14-05-2008, ostatnia aktualizacja 14-05-2008 07:17

Dyrektor miejskiego Biura Polityki Zdrowotnej po konflikcie z wiceprezydentem pożegna się z pracą w ratuszu. – To spór merytoryczny czy polityczny? – zastanawiają się radni.

źródło: Życie Warszawy
źródło: Życie Warszawy

To pierwszy tak poważny konflikt personalny w ekipie Hanny Gronkiewicz-Waltz. Odpowiedzialny od pięciu miesięcy za służbę zdrowia wiceprezydent Jarosław Kochaniak nie mógł porozumieć się z dyrektor Biura Polityki Zdrowotnej Elżbietą Wierzchowską.

– Iskrzyło od dawna. Inne poglądy na zarządzanie służbą zdrowia i niezgodność charakterów – oceniają urzędnicy.

Wczoraj za zgodą prezydent Kochaniak odebrał Wierzchowskiej pełnomocnictwa do podejmowania decyzji.

Nieoficjalnie wiemy, że dyrektor nie zgodziła się na rozwiązanie umowy za porozumieniem stron – została więc zawieszona w pełnieniu obowiązków do czasu zakończenia procedury zwolnienia (m.in. konsultacji ze związkami zawodowymi).

Konflikt między dyrektor a wiceprezydentem narastał od miesięcy. Gdy za sprawy zdrowia odpowiadał wiceprezydent Jerzy Miller, Wierzchowska miała wolną rękę. Dziś władze miasta twierdzą, że być może było to zbyt dużo swobody.

– Gdy przejąłem sprawy zdrowia, poprosiłem panią dyrektor o ścisłą współpracę, b0 cenię jej doświadczenie. Miała zająć się sprawami medycznymi, ja – strategiczno-finansowymi. Ale wiele działań podjęła bez uzgodnienia ze mną i panią prezydent – stwierdza Kochaniak.

Poszło m.in. o Szpital Praski, który rozbudowuje się bez gwarancji finansowych ze strony ratusza (sprawa w prokuraturze). A prawnicy zastanawiają się, jak prezydent ma podpisać dotację dla lecznicy bez złamania prawa lub wstrzymania inwestycji.

– Panią dyrektor dyskwalifikuje też tempo przygotowań do budowy Szpitala Południowego – ocenia Kochaniak.

Wierzchowska przyznaje, że szpitale Praski i Południowy były punktami zapalnymi w ich kontaktach. Wiceprezydent podważał m.in. sens budowy lecznicy na Ursynowie. Różnili się też w projektach reformy warszawskiej służby zdrowia (szczegóły wiceprezydent ma przedstawić w czerwcu). Dyrektor nie godziła się m.in. na konsorcjum nadzorujące miejskie lecznice. Ale w piśmie, które dostała wczoraj, zarzutów do jej pracy nie ma. – Cóż, każdy ma prawo do zmiany opinii o osobach, z którymi pracuje – stwierdza. – I tak uważam, że przez półtora roku w dużym stopniu uporządkowałam służbę zdrowia.

Dyrektorzy szpitali jej pracę oceniają różnie. Wiesław Marszał (Szpital Grochowski): – Czuła specyfikę służby zdrowia. Ma dużą wiedzę, da się z nią porozumieć.

Paweł Obermeyer (Szpital Praski): – Chciała mieć zbyt duży wpływ na działalność szpitali, ich szefom dawała mało swobody.

Stołeczni radni zastanawiają się, ile w tym sporze jest polityki. – Dziwi fakt, że problemy z panią dyrektor rozpoczęły się po roku premii od pani prezydent. Ostatnia w kwietniu. Ale rozumiem, że trzeba zrobić miejsce dla kogoś „bardziej swojego” – syna posłanki PO Janiny Zakrzewskiej – komentuje radny Andrzej Golimont (SLD). Krzysztof Zakrzewski, dotąd naczelnik w biurze Wierzchowskiej, przejął jej obowiązki.

– Nie robię miejsca dla nikogo – zaprzecza Kochaniak. – Ale komu miałem powierzyć biuro, gdy pani dyrektor i jej zastępca poszli na zwolnienia lekarskie? – pyta.

Życie Warszawy