Śmierć w Wenecji *****
Włochy, Francja 1971, reż. Luchino Visconti, wyk. Dirk Bogarde, Björn Andrésen, Silvana Mangano, Romolo Valli, Franco Fabrizi, Leslie French, kina: Femina, NoveKino Praha.
Celem przyznawania gwiazdek przez piszących o filmach wchodzącym na ekrany nowym tytułom jest zasugerowanie potencjalnym widzom, czy warto się wybrać do kina, czy też omijać je szerokim łukiem. Zaczyna się problem, gdy owe gwiazdki trzeba przyznać klasyce. To trochę tak, jakby w ten sposób oceniać obrazy Rembrandta, Leonarda da Vinci czy van Gogha. Film, choć jego historia w porównaniu z innymi dziedzinami twórczości długością imponować nie może, też dorobił się arcydzieł, których trwałość zweryfikował czas.
To właśnie przypadek „Śmierci w Wenecji“ Luchino Viscontiego, prawdziwego dzieła sztuki – nie tylko filmowej, któremu ani czas, ani postęp techniki nie zrobiły najmniejszej krzywdy.
Tematem przedostatniego filmu włoskiego mistrza kina jest fascynacja śmiercią. Czyniąc tak, reżyser odszedł daleko od będącego podstawą scenariusza opowiadania Tomasza Manna.
W utworze niemieckiego pisarza ideą była nieuchwytność doskonałego piękna spersonifikowana w postaci nastoletniego Tadzia. Visconti wprowadził także inne zmiany: pisarza przemienił w kompozytora Gustawa von Aschenbacha (uznając, że pierwowzorem tej postaci był kompozytor Gustaw Mahler, którego utwory wykorzystał jako ilustrację muzyczną), wprowadził wiele retrospektywnych wątków, których nie ma u Manna.
To, co w opowiadaniu było tłem przeżyć bohatera – Wenecja, luksusowy hotel na Lido, zagrażająca miastu epidemia cholery – dla reżysera (także współscenarzysty) jest głównym elementem fabularnym. Dlatego dokonał niezwykle drobiazgowej, wręcz pedantycznej rekonstrukcji epoki: Wenecji z 1911 r.
– W tym filmie – mówił Visconti – chciałem zrealizować mój dawny zamiar. Zawsze pociągał mnie temat niezgodności między aspiracjami estetycznymi artysty i życiem, pomiędzy sytuacją artysty, który pozornie wznosi się ponad historię, a jego przynależnością do określonej struktury historycznej. Nie odważyłem się podjąć tego tematu wcześniej. Czekałem aż zdobędę dostateczną dojrzałość i doświadczenie, by przystąpić do takiego rozrachunku.
Opłaciło się czekać. Visconti uwiarygodnił dramat artysty poszukującego skończonego ideału piękna i jednocześnie borykającego się z fizjologicznymi objawami nadchodzącej starości. Ów dramat się zwielokrotni, gdy poszukiwane piękno przybierze niespodziewanie efebowate kształty młodego Polaka.
Zafascynowany chłopcem Aschenbach (życiowa rola Bogarde’a) pragnie się do niego zbliżyć, ale jednocześnie nigdy granicy bliskości nie przekracza. Ba, płaci śmiercią za możliwość obserwowania go z daleka.
warto wiedzieć
Luchino Visconti (1906 – 1976) to arcymistrz światowego kina, przedstawiciel niezwykle rzadkiej rasy reżyserów-autorów, malowniczych, wizjonerskich, pełnych rozmachu i niepowtarzalnego stylu. Przesiąknięty tradycją europejskiej kultury głęboko rozumiał historię i jej bieg, fascynował się upadaniem, dekadencją, przesileniem epok, formacji, kultur, ale także przemijaniem w skali jednostkowej, kresem życia, starością, śmiercią. Tworzył ekranowe wizje o naprawdę niebywałej sile oddziaływania i konsekwencji, w których stapiał różnorodne elementy w jedną zniewalającą całość.
Był czwartym synem księcia Giuseppe Viscontiego di Modrone i Carli, z fabrykanckiej rodziny Erba. Jednak już w młodości odciął się od korzeni i zbliżył do komunistów, choć do partii nigdy nie wstąpił. Jego debiutanckie „Opętanie” (1942), na podstawie amerykańskiego kryminału J.M. Caine’a „Listonosz dzwoni zawsze dwa razy”, uznawane jest za początek neorealizmu. A fabularyzowany dokument „Ziemia drży” (1948) o rodzinie sycylijskich rybaków uznano za arcydzieło tego nurtu. Z czasem ujawnił zamiłowanie do wielkich form widowiskowych, m.in. w „Zmysłach” (1954), „Lamparcie” (1963), „Zmierzchu bogów” (1969), „Ludwigu” (1972), „Niewinnych” (1976).
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook