r e k l a m a

Nie mam etycznych uprzedzeń związanych z klonowaniem

Anna Kilian 14-12-2011, ostatnia aktualizacja 17-12-2011 12:09

O ko­smicz­nym wy­glą­dzie He­lu, wiecz­nej mi­ło­ści i klo­no­wa­niu lu­dzi mó­wi wę­gier­ski re­ży­ser, lau­re­at na­gród na fe­sti­wa­lach w Ber­li­nie i Lo­car­no. Je­go film „Ło­no" wcho­dzi do kin w pią­tek. Z Be­ne­dekiem Flie­gaufem rozmawia Anna Kilian.

Re­be­kę (Eva Gre­en) i Tho­ma­sa (Matt Smith)  łą­czy uczu­cie sil­niej­sze od bio­lo­gicz­nych ogra­ni­czeń ży­cia i śmier­ci aurora
źródło: AURORA FILMS
Re­be­kę (Eva Gre­en) i Tho­ma­sa (Matt Smith) łą­czy uczu­cie sil­niej­sze od bio­lo­gicz­nych ogra­ni­czeń ży­cia i śmier­ci aurora

Mógł pan na­krę­cić „Ło­no" na He­lu, ale osta­tecz­nie wy­brał pan nie­miec­kie ple­ne­ry – trze­ba przy­znać, że nie­sa­mo­wi­cie pięk­ne. Czy sta­ło się tak z po­wo­dów fi­nan­so­wych?

Bar­dzo spodo­bał mi się Hel – ma nie­zwy­kłą at­mos­fe­rę, a na­wet kształt. Wy­glą­da jak igła za­pro­jek­to­wa­na przez ko­smi­tów. Ale kie­dy Niem­cy sta­ły się ko­pro­du­cen­tem fil­mu, kwe­stia hel­skich ple­ne­rów sta­ła się nie­ak­tu­al­na. Na­krę­ci­li­śmy film nad Mo­rzem Pół­noc­nym, w za­chod­niej czę­ści pół­wy­spu Eider­stedt, w po­bli­żu Sankt Pe­ter­-Or­ding. Wy­brze­że jest tam nie­zwy­kle sze­ro­kie i pła­skie, da­je wra­że­nie ist­nie­nia po­za cza­sem. Część zdjęć po­wsta­ła na po­bli­skiej wy­spie Sylt. Wo­da i uczu­cie uno­sze­nia się w niej są bar­dzo waż­ne dla te­go fil­mu.

Sce­na­riusz „Ło­na" jesz­cze przed pro­duk­cją zo­stał na­gro­dzo­ny w Can­nes w kon­kur­sie Scrip­Te­ast, któ­re­go po­my­sło­daw­cą jest Da­riusz Ja­błoń­ski. Czy zna pan je­go fil­my?

Tyl­ko „Wi­no tru­skaw­ko­we". Da­riusz bar­dzo mi po­mógł – zor­ga­ni­zo­wał choć­by mo­ją po­dróż na Hel.

Czym jest klo­no­wa­nie dla Re­be­ki, głów­nej bo­ha­ter­ki „Ło­na"?

Ona i Tho­mas za­ko­chu­ją się w so­bie ja­ko dzie­ci. Kie­dy spo­ty­ka­ją się po 12 la­tach, oka­zu­je się, że w ich mi­ło­ści nic się nie zmie­ni­ło. Jest to uczu­cie po­za cza­sem, ży­ciem i śmier­cią, ta­bu i re­gu­ła­mi spo­łecz­ny­mi. De­cy­zja Re­be­ki uro­dze­nia klo­na Tho­ma­sa nie jest wy­ni­kiem ra­cjo­nal­nej ana­li­zy, lecz po­cho­dzi z głę­bi ser­ca. Dla niej klo­no­wa­nie jest nie­zwy­kłą oka­zją po­da­ro­wa­nia ko­muś naj­pięk­niej­sze­go da­ru – da­ru ży­cia.

A co pan są­dzi o klo­no­wa­niu lu­dzi?

Kon­sul­to­wa­łem się z eks­per­ta­mi na te­mat praw­do­po­dob­nych psy­cho­lo­gicz­nych efek­tów klo­no­wa­nia. Szcze­gól­nie in­te­re­so­wa­ło mnie, co czu­li­by sklo­no­wa­ni lu­dzie wie­dzą­cy o na­tu­rze swo­je­go po­cho­dze­nia. Eks­perc­kie sta­no­wi­sko by­ło pe­sy­mi­stycz­ne. A prze­cież tak czy owak je­ste­śmy kre­acją na­szych ro­dzi­ców, a nie au­ten­tycz­ną i ory­gi­nal­ną ca­ło­ścią! Dla mnie klo­no­wa­nie nie wią­że się z ja­ki­miś szcze­gól­ny­mi wa­ha­nia­mi. Istot­niej­szy jest spo­sób, w ja­ki oce­nia­ją nas in­ni za to, na co nie ma­my wpły­wu. Naj­bar­dziej in­te­re­su­ją­cym aspek­tem klo­no­wa­nia jest je­go zwią­zek z de­ter­mi­na­cją ge­no­wą. Wia­rę we wpływ śro­do­wi­ska na lu­dzi uwa­żam za prze­sa­dzo­ną, a po­tę­gę ge­nów za nie­do­ce­nio­ną. Wszy­scy je­ste­śmy za to peł­ni ta­bu, do­gma­tów, a cza­sa­mi tak­że nie­po­trzeb­nych i prze­sta­rza­łych wzor­ców mo­ral­nych, tkwią­cych w na­szej pod­świa­do­mo­ści.

Re­beka jest ich po­zba­wio­na...

Ona uwa­ża, że nie ma miej­sca dla wa­hań na­tu­ry etycz­nej, kie­dy ma się moż­li­wość po­now­ne­go spoj­rze­nia w oczy – oży­wio­nej – brat­niej du­szy. Kie­dy Tho­mas od­kry­wa, że jest klo­nem, ona mo­że mu tyl­ko po­wie­dzieć: „Je­steś tu­taj. Cze­góż wię­cej mógł­byś chcieć"? My­ślę też, że sa­ma do koń­ca nie wie, jak go trak­to­wać – jak swo­je­go sy­na, któ­re­go uro­dzi­ła, czy uko­cha­ne­go.

Czy pod­czas pi­sa­nia sce­na­riu­sza kon­sul­to­wał go pan z ja­ki­miś ko­bie­ta­mi, by upraw­do­po­dob­nić uczu­cia i dzia­ła­nia bo­ha­ter­ki?

Bar­dzo wie­le roz­ma­wia­łem z ko­bie­ta­mi – one by­ły pra­wie je­dy­ny­mi kon­sul­tant­ka­mi sce­na­riu­sza. A ar­ty­stycz­ne in­spi­ra­cje po­cho­dzi­ły od Si­mo­ne We­il, Lau­rie An­der­son i Il­di­kó Eny­edi (wę­gier­ska re­ży­ser­ka i sce­na­rzyst­ka, lau­re­at­ka m.in. Zło­tej Ka­me­ry w Can­nes za „Mój wiek XX" z Do­ro­tą Seg­dą w ro­li głów­nej – przyp. red.). Praw­­do­po­dob­na psy­cho­lo­gicz­nie jest więc de­cy­zja Re­be­ki, któ­ra wie­dzie ją ku nie­zna­ne­mu. Dzię­ki po­że­gnal­ne­mu „po­da­run­ko­wi" Tho­ma­sa ona rów­nież bę­dzie mo­gła za­cząć no­we ży­cie. Gdzieś po­za do­brem i złem.

Życie Warszawy