Zamiast końca świata śmierć w toksycznych oparach
Ostatni członkowie sekty, którzy od listopada oczekiwali końca świata w zamkniętej pieczarze w obwodzie penzańskim, w środkowej Rosji, wyszli w na zewnątrz. Wynieśli ciała dwóch kobiet.
"Zaproponowano im, aby z powodu toksycznych wyziewów dobrowolnie opuścili pieczarę. Zaakceptowali to i wyszli na powierzchnię w piątek wcześnie rano" - powiedział przedstawiciel miejscowych władz Władimir Prowotorow.
Pieczarę opuściło dziewięć osób;, wcześniej w nocy wyniesiono z niej ciała dwóch zmarłych kobiet.
35-osobowa grupa skryła się w listopadzie 2007 roku w wykopanej w zboczu góry pieczarze koło wioski Nikolskoje w obwodzie penzańskim, ok. 650 km na południowy wschód od Moskwy. Oczekiwała końca świata, który ich zdaniem miał nastąpić w maju. Milicję ostrzegli wówczas, że w razie próby usunięcia ich siłą, zdetonują butle z gazem.
Przywódcą sekty jest samozwańczy prorok Piotr Kuzniecow, którego oskarżono o utworzenie religijnej organizacji stosującej przemoc. W listopadzie ubiegłego roku zamknięto go w zakładzie psychiatrycznym, ale pod koniec marca sprowadzono do Nikolskoje, by pomógł w negocjacjach, co zaowocowało wyjściem z jaskini części członków sekty.
Kuzniecow, który jest nazywany ojcem Piotrem, uznał się za proroka kilka lat temu. Porzucił rodzinę, założył Prawdziwą Rosyjską Cerkiew Prawosławną i zaczął rekrutować członków z Rosji i Białorusi. Podobno przekonywał swoich zwolenników, że w życiu pozagrobowym będą oceniać, kto zasługuje na niebo, a kto na piekło. Członkom sekty nie było wolno oglądać telewizji, słuchać radia ani używać pieniędzy.



DRUKUJ
WYŚLIJ ARTYKUŁ
WYKOP

