Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Z baterią w brzuchu

Maciej Szczepaniuk 26-05-2008, ostatnia aktualizacja 27-05-2008 23:29

Maluchy wyjmują baterie z zabawek i połykają. Rodzice często nawet o tym nie wiedzą. W Centrum Zdrowia Dziecka na stoły operacyjne trafiło w tym roku dwadzieścioro dzieci. Najmłodsze nie miało nawet roku.

Docent Marek Woynarowski prezentuje kilkadziesiąt baterii i monet, które połknęli mali pacjenci. Zatrzymał je na pamiątkę i ku przestrodze rodziców
źródło: Życie Warszawy
Docent Marek Woynarowski prezentuje kilkadziesiąt baterii i monet, które połknęli mali pacjenci. Zatrzymał je na pamiątkę i ku przestrodze rodziców
autor: Sadowski Michał
źródło: Fotorzepa

T ylko w maju doktor Marek Woynarowski z Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu operował już czworo dzieci. Kolejny pacjent w najbliższych dniach przyjedzie na zabieg z Radomia.

– Takich przypadków mamy coraz więcej – ocenia Woynarowski. Od początku roku w CZD przeprowadzono niemal 20 zabiegów polegających na wyjmowaniu baterii z przewodu pokarmowego dzieci. Podobnie jest w trzech innych warszawskich szpitalach pediatrycznych.

Maluch przegryzł „paluszka“ na pół

Dzieci najczęściej połykają okrągłe, płaskie baterie z zegarków, kalkulatorów, pilotów, zabawek elektronicznych. Raz zdarzyło się, że kilkuletnie dziecko przegryzło na pół baterię AA nazywaną paluszkiem. Mimo że dzieci wydalają większość przedmiotów, które połkną, lekarze przestrzegają rodziców przed bagatelizowaniem problemu.

– Baterie mają wewnątrz elektrolit, który, jeśli dostanie się do przewodu pokarmowego, może nawet zabić – ostrzega Marek Woynarowski.

A o to nietrudno, ponieważ baterie poddawane silnemu działaniu kwasów żołądkowych stosunkowo łatwo się rozszczelniają. Taki wypadek miał miejsce w marcu tego roku w Białymstoku. Nie wiadomo, jak okrągła bateria z kalkulatora, wielkości dwuzłotówki, trafiła w ręce półtorarocznego chłopca.

Dziecko najpierw bawiło się błyszczącym przedmiotem, a potem go połknęło. Bateria utknęła tuż przed wpustem żołądka i znajdowała się kilka dni w przewodzie pokarmowym. Przez cały ten czas rodzice byli nieświadomi, co dzieje się z ich pociechą. Efekt – żrący płyn z baterii rozlał się. Szkodliwe substancje wywołały martwicę ściany żołądka. Bezpośrednią przyczyną śmierci dziecka było przebicie aorty i krwotok wewnętrzny.

Chwila nieuwagi, tygodnie rekonwalescencji

Rzecznik białostockiej Akademii Medycznej prof. Lech Chyczewski podkreśla, że ta tragedia powinna być przestrogą dla rodziców. – Nie wolno trzymać baterii w dostępnym dla malców miejscu, a zużyte trzeba zanosić do specjalnych punktów, znajdujących się np. w sklepach – radzi.

Najczęściej duże okrągłe baterie potrafią zatkać przełyk, doprowadzając do obrzęku i niedrożności przewodu pokarmowego. W ostatnim tygodniu do CZD trafiło dziecko, u którego połknięta bateria zatkała wejście do żołądka, tak jak w przypadku dziecka z Białegostoku.

Mały pacjent, mimo udanego zabiegu, wciąż przechodzi rekonwalescencję. Zostanie na oddziale intensywnej terapii jeszcze kilka tygodni. – Wystarczyła chwila nieuwagi i omal nie doszło do tragedii – mówią wstrząśnięci rodzice przedszkolaka.

Zabieg jak tortury

Taka operacja to dla dziecka męczarnia. Żeby wyciągnąć połknięty przedmiot z przewodu pokarmowego, lekarz wprowadza do przełyku nawet metrowej długości endoskop zaopatrzony na końcu w cały arsenał kleszczyków do chwytania.

W CZD zdarzało się już, że próba wyciągnięcia baterii z przewodu pokarmowego trwała kilka godzin.

– Najpierw musimy zlokalizować przedmiot, a potem dobrać końcówkę endoskopu, żeby nie narobić więcej szkód – mówi Woynarowski.Dziecko po operacji przez kilka dni ma poważne trudności z łykaniem.W Warszawie są trzy duże pracownie endoskopowe, w których wykonuje się podobne zabiegi – w CZD i szpitalach przy Działdowskiej oraz Niekłańskiej. Jedyna całodobowa jest w CZD. W stolicy w ub. r. przeprowadzono niemal połowę ze 180 wszystkich operacji, jakie wykonano w całym kraju.

– Dzieci połykają wszystko, co im wpadnie w ręce. To coraz większy problem – przyznaje dyrektor ds. lecznictwa szpitala przy Niekłańskiej Wojciech Pawłowski.

Skomentuj ten artykuł

Życie Warszawy