Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Kilka złotych od obiadu

Monika Górecka-Czuryłło 29-05-2008, ostatnia aktualizacja 30-05-2008 21:57

Nawet o połowę spadła liczba dzieci korzystających z darmowych obiadów w szkole. Wszystko przez bezduszne przepisy – alarmują dyrektorzy placówek. – Pieniądze trzeba wydawać przejrzyście – odpowiadają urzędnicy.

źródło: Fotorzepa
Paulina i jej mama Elżbieta, poszkodowane przez nowe przepisy, uważają, że trzeba zmienić prawo
źródło: Życie Warszawy
Paulina i jej mama Elżbieta, poszkodowane przez nowe przepisy, uważają, że trzeba zmienić prawo
autor: Jakub Ostałowski
źródło: Fotorzepa

Paulina z gimnazjum na Pradze-Płd. w ubiegłym semestrze jadła w szkole bezpłatne obiady. Teraz już nie je. Dochód na głowę w jej pięcioosobowej rodzinie przekroczył o 20 zł obowiązujące w stolicy normy. Żeby Ośrodek Pomocy Społecznej mógł zapłacić za szkolne obiady, nie może on przekroczyć 700 zł.

– W ubiegłym roku córce opłacano obiady z funduszu szkolnego. Wnioskował o to pedagog – opowiada mama dziewczynki. – Teraz też o to prosiłam, ale powiedziano mi, że zmieniły się przepisy i już takiej możliwości nie ma.W podobnej sytuacji jak Paulina może znaleźć się w Warszawie kilka tysięcy dzieci. Na Pradze-Północ problem dotyczy 700 dzieci.

– Jest dramatycznie – przyznaje Ewa Gołębiowska ze Szkoły Podstawowej nr 24. – W naszej szkole wydawaliśmy 80 bezpłatnych obiadów, teraz tylko 40.

Szkodliwa nowelizacja

Skąd takie nagłe zmniejszenie liczby bezpłatnych obiadów?– Na pewno nie dlatego, że rodzice nagle się wzbogacili i nie potrzebują dopłaty do posiłków – mówi z przekonaniem Danuta Kubacka z oświatowej “Solidarności”. Związek zaalarmowali zaniepokojeni dyrektorzy szkół i pedagodzy.

– Od tego roku weszła w życie znowelizowana ustawa o systemie oświaty, zgodnie z którą środki na dopłaty do obiadów mogą pochodzić tylko z Ośrodków Pomocy Społecznej. A te mają wyjątkowo sztywne reguły w ich przyznawaniu – wyjaśnia Kubacka.

Do tej pory obiady można było opłacać nie tylko z funduszy pomocy społecznej, ale także z oświatowych. – Często te dzieci, które nie dostawały pomocy z OPS, a my widzieliśmy, że są głodne, dostawały obiady właśnie z tej puli – wyjaśnia dyrektor podstawówki z ul. Międzyborskiej Jadwiga Góralska.

Pedagodzy szkolni przyznają, że sytuacje rodzinne są bardzo złożone. – Czasami dochód na osobę w rodzinie nie uprawnia do pomocy, a my widzimy, że dziecko żyje w biedzie – mówią pedagodzy. – Bo rodzice wpadli w spiralę zadłużeń albo jest w rodzinie uzależnienie, które pochłania większość pieniędzy.

Jest też inna grupa dzieci, które tracą na nowych ustaleniach. To te, które chodzą głodne, ale ich rodzice nigdy się w OPS nie pojawią. – Bo rodziców nawet nie obchodzi, czy dziecko w ogóle jest. A co zje, to już zupełnie nieważne. Taki rodzic po pomoc chodził nie będzie – mówi północnopraski radny Paweł Lisiecki.

A OPS ma wymagania. Potencjalny klient musi nie tylko przynieść różne zaświadczenia, m.in. o zarobkach, ale też wpuścić do domu pracownika socjalnego, by przeprowadził wywiad środowiskowy.

– Rzeczywiście, jest grupa osób, które nie życzą sobie takiej wizji lokalnej – mówi szefowa OPS na Targówku Alicja Witoszyńska, ale uspokaja: – My jesteśmy elastyczni, potrafimy rozmawiać z podopiecznymi, w trudnych sytuacjach możemy odstąpić od rygorów i dopłacić do obiadów w innej formie, np. przez tzw. dodatek celowy.

Problem zwiększonej liczby głodnych dzieci jest znany w całym mieście.– Sygnalizowały OPS-y, ale wszystko zależy od ich pracowników – mówi burmistrz Woli Marek Andruk. – Jeśli są delikatni, taktowni i dobrze współpracują ze szkołami, to sprawa jest do rozwiązania.

Porządek w rachunkach

Urzędnicy bronią nowych zasad finansowania obiadów. – To dobrze, że cała pomoc społeczna jest w jednym ręku – mówi Andruk. – Przecież to nie tylko obiady, ale i świetlice środowiskowe, zwalczanie innych patologii.

A wiceszef miejskiego Biura Polityki Społecznej Teresa Sierawska mówi wprost: – Pieniądze muszą być rozliczane według przejrzystych zasad. Przecież na samo dożywianie wydajemy rocznie 8 mln zł – tłumaczy i dodaje, że nie można opłacać obiadów na podstawie widzimisię pedagoga czy dyrektora.

– Problem głodnych dzieci zwiększa się w całym kraju. Powód to większa bieda, ale i ustawowy, sztywny zapis o finansowaniu pomocy tylko przez OPS – przyznaje szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej Janina Ochojska, która organizuje akcję dożywiania “Pajacyk”.

– Z naszych szacunków wynika, że co najmniej 150 tys. dzieci, które spełniają kryteria korzystania z dożywiania, takiej pomocy nie ma. Ochojska dodaje, że “Pajacyk” i tak by nie pomógł warszawskim dzieciom. – Są rejony z dużo większą biedą.

Jak rozwiązać problem?

– Ustawa daje możliwość, by rada miasta zapisała nie tylko wysokość dochodów, które uprawniają do obiadowych dopłat, ale też szczegółowe procedury. Wystąpimy z taką propozycją do rajców – mówi Lisiecki.

Skomentuj ten artykuł

Życie Warszawy