r e k l a m a

Wisła wciąż bez ogródków

Maciej Miłosz , Monika Górecka-Czuryłło 30-05-2008, ostatnia aktualizacja 01-06-2008 12:05

Piwo w ogródku nad Wisłą? Niemożliwe. Na razie na lewym brzegu rzeki jest zaledwie pięć parasoli, a pod nimi zamiast stołów i krzeseł znajdują się... stojaki na rowery. Tego lata lepiej nie będzie.

autor zdjęcia: Michał Walczak
źródło: Fotorzepa

Będą ogródki piwne nad Wisłą – takie informacje pojawiły się w marcu. Ratusz zaproponował ich zorganizowanie warszawskim restauratorom. – Wysłaliśmy oferty, ale oni mieli mnóstwo dodatkowych wymagań – mówi Marek Piwowarski, pełnomocnik prezydenta do spraw Wisły. – Chcieli np., żeby miasto zorganizowało parkingi albo zgodziło się na dzierżawę wieloletnią. A taka wymaga każdorazowo zgody Rady Warszawy. Nie mogliśmy się dogadać także w kwestii standardu ogródków. Restauratorzy zaproponowali naszym zdaniem prowizorkę: w większości plastikowe stoliki i krzesła pod parasolem – tłumaczy Piwowarski.

Restauratorzy są zdziwieni postawą ratusza. – Miasto samo nie wie, czego chce – odpowiada Paweł Ostaszyk, właściciel pubu Bolek, który był zainteresowany otworzeniem ogródka na bulwarach. – Przecież nikt nie zainwestuje w porządną knajpkę, jeśli będzie mógł ją prowadzić tylko przez trzy lata – wyjaśnia.

Zgadza się z nim Bogdan Zalewa z restauracji RiverCafe, która znajduje się na barce cumującej między mostami Gdańskim i Śląsko-Dąbrowskim. – Chcemy żeby tu były porządne ogródki i odpowiedzialna klientela. Ale urzędnicy mają dziwne zastrzeżenia. Nie pozwolili np. wyjść z parasolami na bulwar – opisuje sytuację.

Restauratorzy dodają, że prowadzenie ogródka piwnego nad Wisłą, nie jest łatwe. – Nie ma żadnej infrastruktury, nie można do późnych godzin nocnych nadawać głośnej muzyki, no i jest problem z zapewnieniem bezpieczeństwa – wyliczają. Twierdzą, że najlepiej byłoby, gdyby cały teren bulwarów wynajęła jedna firma, przygotowała teren i wynajmowała place na ustalonych zasadach.

– Jak każdy zrobi prowizorkę na własną rękę, to będzie bazar, niezdrowa konkurencja, zagłuszająca się wzajemnie muzyka – mówi szef Bolka.

Przeciwna prowizorce jest też szefowa Zarządu Terenów Publicznych Renata Kaznowska. – W obecnym stanie bulwar nadwiślański zupełnie nie jest przystosowany do prowadzenia ogródków kawiarnianych – tłumaczy. – Tylko na doprowadzenie podstawowych mediów trzeba by wydać 3 mln zł. A w prowizorkę nie ma sensu inwestować tylu pieniędzy.

Miasto ma inny pomysł. – Przygotowujemy kompleksowy projekt zagospodarowania terenu między Spójnią a Podzamczem. Obejmie on nie tylko organizację ogródków ale też program kulturalny. Chcemy uruchomić go w przyszłym roku w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego – wyjaśnia Piwowarski.

Skomentuj artykuł

Życie Warszawy