r e k l a m a

Trudniej niż... na Euro?

Maciej Bialek 30-05-2008, ostatnia aktualizacja 01-06-2008 16:23

Dania, która ogrywała Polaków za kadencji Bońka, potem Janasa i nawet Beenhakkera, w niedzielę w Chorzowie (godz. 16) znów sprawdzi formę biało-czerwonych.

autor zdjęcia: Piotr Nowak
źródło: Fotorzepa

Jeżeli towarzyskie mecze mają jakieś znaczenie (nie tylko dla statystyków), to właśnie takim spotkaniem będzie potyczka z silną Danią. I to przynajmniej z dwóch powodów.

Pierwszy jest oczywisty. Mecz w Chorzowie jest ostatnim sparingiem kadry przed finałami Euro 2008 i tak naprawdę pierwszą od dawna możliwością sprawdzenia prawie najsilniejszego ustawienia biało-czerwonych (w niedawnym meczu z Albanią zabrakło Artura Boruca, a Michał Żewłakow zszedł z powodu kontuzji już po siedmiu minutach).

Rachunki do wyrównania

Tym razem zabraknie tylko Jakuba Błaszczykowskiego, choć ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła.

– On trenuje indywidualnie pod okiem Mike’a Lindemana (specjalisty ds. przygotowania fizycznego – przyp. red.). Nie sądzę, abym go wystawił w niedzielę – mówi Leo Beenhakker.

Ale jest również drugi powód, dla którego spotkanie z Danią nie jest zwykłym sparingiem.

Z zespołem Mortena Olsena mamy niewyrównane rachunki. Dość przypomnieć, że od 2002 roku zdążyli z nim przegrać wszyscy kolejni selekcjonerzy reprezentacji Polski – Zbigniew Boniek (0:2 na wyjeździe w listopadzie 2002 roku), Paweł Janas (1:5 u siebie w sierpniu 2004 roku) i... Beenhakker (0:2 na wyjeździe w sierpniu 2006 roku). Szczególnie bolesna była porażka drużyny Janasa – na stadionie Lecha Poznań nie mieliśmy nic do powiedzenia, a gdyby nie kiepska skuteczność rywali, skończyłoby się jeszcze większym pogromem.

Zrezygnowani kibice zaczęli wtedy jeszcze przed przerwą skandować nazwisko Otylii Jędrzejczak (zdobywała właśnie w Atenach mistrzostwo olimpijskie), bo na grę naszych piłkarzy trudno było patrzeć. Zresztą przypomnijmy, że to właśnie z Danią przegraliśmy najwyżej w historii (0:8 w 1948 roku).

Leo jest dobrej myśli

Duńczycy wprawdzie nie awansowali do finałów Euro 2008, ale pod względem piłkarskim nie ustępują Chorwatom, a innych naszych rywali w grupie, Austriaków, przewyższają nawet o klasę.

Beenhakker, który przegrał z Danią na inaugurację swojej pracy w Polsce, zastrzega jednak, że w niedzielę chęć rewanżu zejdzie na dalszy plan.

– Musimy być gotowi na 8 czerwca (pierwszy mecz Polaków w finałach Euro – przyp. red.), a Dania jest tylko narzędziem służącym do realizacji tego celu – podkreśla Holender, ale dodaje, że w Chorzowie kibice nie będą się wstydzić. – Powinniśmy zagrać z Danią jeszcze lepiej niż z Albanią, choć zdaję sobie sprawę z różnicy umiejętności obu drużyn. Ostatnio pofolgowałem moim piłkarzom, dlatego przystąpią do meczu bardziej wypoczęci. W Chorzowie przećwiczymy detale, które przydadzą się nam w walce z Niemcami. Pragnę jednak podkreślić, że wynik z Danią nie będzie najważniejszy – dodaje.

Najważniejszy może nie, ale czy jest coś cenniejszego i bardziej optymistycznego przed Euro 2008 niż pokonanie odwiecznego kata?

Trener przyleci tuż przed meczem

Drużyna Leo Beenhakkera wczoraj po raz ostatni trenowała w Donaueschingen. Nie ćwiczyli Tomasz Kuszczak i Jacek Krzynówek. Pierwszy narzeka na naciągnięty mięsień i wróci do ćwiczeńw poniedziałek. Drugi jest przemęczony, dostał wolne.W sobotę rano czarterowym samolotem kadra poleci z Zurychu do Katowic. Beenhakker nie wraca do Polski razem z drużyną, w sobotę o godz. 17.30 w Gelsenkirchen będzie oglądał mecz Niemców z Serbią. Ponieważ nie ma wieczornego połączenia, do Katowic przyleci dopiero w niedzielę rano, kilka godzin przed spotkaniem z Danią.

[http://blog.zw.com.pl/blog/archives/1733]Skomentuj artykuł[/link]

Życie Warszawy