Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Zdobyć kartotekę „Kruka”

Marek Kozubal 01-12-2014, ostatnia aktualizacja 02-12-2014 09:45

Drzwi mieszkania pod numerem 20 na ulicy Poznańskiej 37 w Warszawie otworzył lekko utykający 50-letni mężczyzna. Był ranek 17 lutego 1944 roku. Na progu stali dwaj uzbrojeni napastnicy.

Gen. Ritter -Jastrzębski (z lewej): pierwowzór Hansa Klossa w 1956 r.  Fot. ARTUR STAREWICZ
źródło: EAST NEWS
Gen. Ritter -Jastrzębski (z lewej): pierwowzór Hansa Klossa w 1956 r. Fot. ARTUR STAREWICZ

Wtargnęli do środka. Byli bojownikami Armii Ludowej. Ich ofiara to „Kruk", współpracownik Delegatury Rządu na Kraj. Bojowcy weszli na strych i zaczęli szukać kartoteki. Wspierali ich współpracownicy niemieckiego wywiadu – Abwehry, oraz gestapo.

Podczas tej akcji komunistyczna bojówka weszła w posiadanie archiwum Kontrwywiadu Delegatury Rządu na Kraj nazywanego kartoteką „Kruka". Jak ustalił śledczy IPN Mariusz Rębacz, śmierć poniosło wtedy siedmiu żołnierzy podziemia.

Człowiek bez nogi

Kamienica przy Poznańskiej znajduje się w ścisłym centrum Warszawy. Została wybudowana w 1904 roku. Dzisiaj to perła przedwojennej architektury, jakich w stolicy nie zostało wiele. Na podwórze studnię prowadzi kuta z żelaza brama, przypominająca wejście do luksusowej rezydencji. Dziedziniec otaczają wyremontowane mury. Tuż po II wojnie mieszkał tu m.in. poeta i pisarz Miron Białoszewski. Potem mieszkania zostały podzielone na komunalne klitki. Drugie życie budynek dostał dopiero niedawno. Deweloper kupił go od spadkobierców i chce ponownie przebudować. To tu 70 lat temu rozegrał się wielopiętrowy dramat z wątkami sensacyjnymi.

W mieszkaniu pod numerem 20 mieszkał Wacław Kupiecki. Urodzony w 1893 roku, walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Stracił wtedy nogę i odtąd poruszał się dzięki protezie. W swoim mieszkaniu prowadził punkt skupu odpadów. Ale była to tylko przykrywka dla jego działalności konspiracyjnej. W rzeczywistości mężczyzna nosił pseudonim Kruk i współpracował z Wydziałem Bezpieczeństwa Departamentu Spraw Wewnętrznych Delegatury Rządu. Był archiwistą centralnego wywiadu politycznego.

Od połowy 1943 roku – za wiedzą i zgodą kierownictwa Delegatury – prowadził rozmowy z przedstawicielami Miecza i Pługa. Ta powstała na przełomie 1939 i 1940 roku organizacja podziemna zbliżona była do chadecji i endecji. Tworzyli ją oficerowie, którzy przed wojną byli pracownikami Oddziału II Wojska Polskiego – kontrwywiadu prowadzącego m.in. walkę z komunistami.

Człowiekiem, który wtargnął do mieszkania numer 20, był Bogusław Hrynkiewicz. Miał 35 lat i był wyjątkowo pewny siebie. Święcie wierzył, że potrafi prowadzić gry operacyjne z różnymi służbami wywiadowczymi.

Pochodził z Podlasia. Przed wojną studiował prawo na Uniwersytecie Warszawskim. W 1929 roku wstąpił do Związku Młodzieży Komunistycznej, działał też w Organizacji Młodzieży Studenckiej Życie. W latach 30. jako członek Komunistycznej Partii Polski trafił do więzienia. Jesienią 1939 roku uciekł z żoną ze stolicy do okupowanego przez Sowietów Białegostoku. Zaczął pracę w wydziale oświaty.

W lipcu 1940 roku przedstawiciel lokalnej bezpieki wezwał go na rozmowę. Po latach Hrynkiewicz tak to wspominał: „Przyjął mnie kierownik specoddziału i przedstawił obecnemu w gabinecie członkowi NKWD Konowałowowi. Konowałow zaproponował mi współpracę z organami NKWD".

Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 roku Hrynkiewicz próbował uciekać w głąb Związku Sowieckiego. Ale jedyna droga była już zablokowana. Chcąc nie chcąc, wrócił więc do Warszawy. Na początku 1942 roku spotkał dawnego znajomego z OMS Życie Artura Rittera-Jastrzębskiego, w owym czasie agenta NKWD.

Ritter miał skomplikowane związki rodzinne. Urodził się w Rosji w rodzinie o korzeniach niemieckich. Ponieważ wywodziła się ona z Łodzi, po 
I wojnie wróciła do Polski. Młody Ritter z młodzieżą komunistyczną związał się już w latach 20., a w latach 30. przeszedł szkolenie w Związku Sowieckim. Oczywiście należał też do KPP.

Po wybuchu II wojny podpisał volkslistę i podjął pracę w niemieckiej policji, został też członkiem SA. Ale nie przestał być sowieckim agentem – rozpracowywał nie tylko Niemców, ale także kolaborujących z nimi Rosjan. Po wojnie pełnił różne funkcje w komunistycznych organach bezpieczeństwa i wojsku. Zdaniem niektórych historyków to on był pierwowzorem Hansa Klossa, filmowego agenta sowieckiego pracującego w niemieckim mundurze.

Z zachowanych w IPN dokumentów wynika, że w marcu 1942 roku Hrynkiewicz został zaangażowany do pracy z „organami wywiadowczymi". Jego pierwszym oficerem prowadzącym został Ritter, który następnie przedstawił go innemu agentowi Czesławowi Skonieckiemu, ps. Ksiądz. Hrynkiewicz dostał zadanie wniknięcia i przejęcia kontroli nad organizacją Miecz i Pług. „Miał kontakty w środowisku reakcyjnym, przekazywał informacje m.in. o wydawnictwach prasy podziemnej, pobycie Hitlera w okolicach Skierniewic, testach z bronią w okolicach Świnoujścia" – wspominał Ritter.

„Twierdził, że ma dostęp do Stefana Roweckiego (komendanta głównego AK – przyp. red.). Zaproponował jego likwidację. Na to jednak, po przedyskutowaniu w kierownictwie partii i drogą radiową z Moskwą, nie wyraziłem zgody" – dodawał Czesław Skoniecki.

Hrynkiewicz posługiwał się wtedy pseudonimem Inspektor z Białegostoku. Skoniecki twierdził, że „Hrynkiewicz niechętnie udzielał informacji o swych kontaktach". W związku z tym latem 1943 roku zerwał z nim znajomość.

Likwidacja szefów MiP

Hrynkiewicz doskonale wykonał zadanie postawione mu przez wywiad sowiecki. Latem 1942 roku dzięki znajomemu wniknął w struktury organizacji Miecz i Pług. Poznał jej ścisłe kierownictwo.

Zgodnie z instrukcją Rittera udawał byłego komunistę, rozczarowanego ustrojem po pobycie w Sowietach. Przybrał pseudonim Aleksander. Szybko awansował i zyskał dostęp do materiałów wywiadu MiP. Zdobyte informacje przekazywał Skonieckiemu. Ten polecił mu „piąć się w górę celem opanowania organizacji, a następnie włączenia jej do bloku PPR".

Nie było to jednak takie proste, bo członkowie Miecza i Pługa mieli poglądy radykalnie antykomunistyczne.

Liderzy organizacji Anatol Słowikowski, ps. Andrzej Nieznany, i dr Zbigniew Grad utrzymywali nawet bliskie kontakty z niemieckimi władzami. Mieli zamiar utworzyć współpracujący z Niemcami tzw. legion białoruski, który – zgodnie z ich planami – dopiero w późniejszym czasie miał rozpocząć walkę z okupantem niemieckim. „Zorientowałem się, że członkowie Miecza i Pługa Grad i Słowikowski po konsultacjach z adiutantem Himmlera zamierzali współpracować z Niemcami. To nie spodobało się innym członkom zarządu" – wspominał Hrynkiewicz po wojnie.

„Aleksander" oskarżył obu szefów o współpracę z gestapo. We wrześniu 1943 roku zostali zabici w Warszawie przez pluton specjalny Miecza i Pługa. Doprowadzając do likwidacji kierownictwa organizacji, Hrynkiewicz wzmocnił swoją pozycję. We wrześniu 1943 roku stał się jednym z członków zarządu MiP.

Na początku 1943 roku Hrynkiewicz poznał Mariana Spychalskiego, wówczas kierownika Oddziału Informacji Gwardii Ludowej, zbrojnego ramienia PPR. Bojówka ta prowadziła walkę nie tylko z Niemcami, ale także z polskim podziemiem niepodległościowym, licząc na to, że po wojnie to komuniści przejmą władzę w Polsce.

Tymczasem nowi liderzy MiP postanowili się zbliżyć do władz Państwa Podziemnego. Rozmowy prowadził Wacław Kupiecki „Kruk". Hrynkiewicz zyskał nowe źródła. Odtąd donosił komunistom, co się dzieje nie tylko w MiP, ale także w Delegaturze Rządu na Kraj.

Wtedy też za zgodą Spychalskiego zbliżył się do „Kruka". Działał sprytnie i ostrożnie. Przekazywał „Krukowi" mniej istotne informacje na temat organizacji komunistycznych. Z czasem poznał konspiracyjny lokal Kupieckiego. Wiedział, że zgromadził on i przechowuje kartotekę rozpracowywanych komunistów. Powiedział o tym Spychalskiemu.

– Były tam nazwiska około tysiąca osób – zeznał Hrynkiewicz po wojnie. Najpierw starał się wynotowywać nazwiska rozpracowanych przez AK komunistów, ale wszystkich nie był w stanie skopiować. Wtedy przedstawił Spychalskiemu plan – trzeba zabić Kupieckiego i przejąć jego archiwum. Sprawa była pilna. Tym bardziej że Hrynkiewicz natrafił m.in. na zdjęcie Spychalskiego wraz z kopią jego danych z fałszywego dowodu osobistego (co mogło wskazywać, że w kierownictwie partii komunistycznej działa agent AK), a także dane dotyczące Heleny Wolińskiej, która za kilka lat, już w PRL, zasłynie jako krwawa prokurator oskarżająca w procesach politycznych i będzie uczestniczyła w tzw. mordach sądowych.

Gra z gestapo

Chciałem zahamować akcję Delegatury – wspominał po wojnie Hrynkiewicz. Zdecydował się więc na karkołomną grę. Do akcji postanowił wciągnąć Niemców.

„Gra, którą Hrynkiewicz podjął pod płaszczykiem MiP, miała służyć obronie PPR przed wrogą penetracją innych służb kontrwywiadowczych, ale przede wszystkim miała mieć ofensywny charakter, wymierzony w struktury Polskiego Państwa Podziemnego" – twierdzi dr Janusz Marszalec, historyk, autor opracowania na temat archiwum „Kruka".

Pod koniec 1943 roku Hrynkiewicz skontaktował się z Włodzimierzem Bondorowskim, członkiem wywiadu ROA (Rosyjska Armii Wyzwoleńczej), białym Rosjaninem współpracującym z Abwehrą. Przedstawił się jako członek organizacji Miecz i Pług i poprosił o kontakt z gestapo. Dostał go. W biurze przyjął go Wolfgang Birkner, kierownik referatu IV warszawskiego gestapo. Ten 30-letni esesman już we wrześniu 1939 roku był członkiem grupy specjalnej działającej na Białostocczyźnie, uczestniczył w masowych zbrodniach na Żydach na Podlasiu. W 1943 roku został przeniesiony do Warszawy.

Hrynkiewicz, Bondorowski i Birkner uzgodnili, że gestapo będzie wspierać Miecz i Pług. Niemcy mieli dostarczać organizacji broń, pieniądze i przepustki. W zamian mipowcy mieli im pomagać w zwalczaniu komunistów. O kontaktach miano szczegółowo informować Spychalskiego. Ten dla uwiarygodnienia Hrynkiewicza dostarczał mu informacje i materiały dotyczące PPR, które bez straty dla organizacji mogły zostać przekazane Niemcom.

Z akt śledztwa IPN wynika, że Spychalski miał dać Hrynkiewiczowi listę około stu nazwisk członków AK i Delegatury, które ten przekazał gestapo. „Wielokrotnie planował uderzenie na AK rękami gestapo" – utrzymywał Hrynkiewicz w czasie powojennych przesłuchań.

To Hrynkiewicz zainteresował Birknera kartoteką „Kruka". „Ten zaproponował przeprowadzenie akcji po cichu" – opisywał kontakty z gestapowcem. Ale Hrynkiewicz naciskał. Kłamał, że Kupiecki uczestniczył w zabójstwach Niemców. W końcu Birkner zgodził się, by w akcji uczestniczyli ludzie Bondorowskiego, a także jeden jego człowiek.

Hrynkiewicz do akcji wziął dwóch żołnierzy GL-AL: 20-letniego Wincentego Romanowskiego, ps. Roman, i Jerzego Wiechockiego, ps. Stefan. Operację miał akceptować Spychalski.

16 lutego 1944 roku Hrynkiewicz przyszedł do mieszkania Kupieckiego. Został na noc. Nazajutrz około godz. 6.30 wyszedł z kamienicy przy Poznańskiej 37. Na rogu Nowogrodzkiej i Żurawiej spotkał się z Romanowskim i Wiechockim.

„Kazał, abym mu przystawił pistolet do głowy, kiedy będziemy wchodzić do mieszkania na ostatnim piętrze. Potem miałem go doprowadzić do kuchni" – zeznał Romanowski w czasie przesłuchania przez prokuratora IPN Mariusza Rębacza. Wiechocki nie był uzbrojony.

Na początku do mieszkania „Kruka" weszło dwóch mężczyzn. „W mieszkaniu czuć było zapach alkoholu, na stole stały butelki po wódce, ktoś spał w łóżku z kobietą" – wspominał po latach Romanowski. Bojowcy sterroryzowali „Kruka", potem poszli na strych. Tam „Aleksander" z „pryzmy z piaskiem wyjął jakieś teczki z dokumentami pisanymi na bibule, inną teczkę wyjął spod krokwi". „Polecił mi, abym w jednej teczce szukał materiałów na temat komunistów i ludzi PPR. W kuchni posegregowaliśmy dokumenty" – opowiadał Romanowski.

Do mieszkania weszli kolejni napastnicy – wśród nich najpewniej człowiek Bondorowskiego, a także funkcjonariusz gestapo (nie wiemy, kim był). W mieszkaniu urządzili kocioł. Wpadło w niego 20–30 osób. Wśród zatrzymanych znaleźli się ludzie związani z podziemiem, m.in. sekretarka Kupieckiego Zofia Lambrycht, łączniczka Delegatury Zofia Nanowska, łącznik – granatowy policjant Aleksander Księżopolski. Wpadł także Wacław Iwaszkiewicz, ps. Weber, z wywiadu politycznego Delegatury Rządu Okręgu Warszawa. Nie został jednak rozpoznany. To on pozostawi opis napadu na Poznańskiej, znany w podziemiu jako „Echa sprawy »Kruka«".

Ponieważ Kupiecki prowadził w mieszkaniu punkt handlowy, zatrzymywano także osoby przypadkowe. Wszyscy byli krępowani paskami lub ręcznikami i okradani przez ludzi Bondorowskiego. W zamkniętym pokoju gestapowiec przesłuchiwał zatrzymanych. Żołnierze GL-AL zachowywali się dyskretnie. „Byłem tylko statystą" – zeznał Romanowski po latach przed śledczym IPN. Po wojnie zaczął pracę w Informacji Wojskowej. Okrutnie znęcał się nad zatrzymanymi, za co został w latach 90. skazany i zdegradowany. Zmarł w Warszawie w 2011 roku.

Hrynkiewicz zabrał kartotekę „Kruka". Romanowskiemu i Wiechockiemu dał cyjanek i polecił otruć Kupieckiego. Romanowski podał mu truciznę, ale „Kruk" zaczął wymiotować. Nic poważnego mu się nie stało, bo cyjanek był zwietrzały.

W południe w kocioł wpadł m.in. Jerzy Śliwczyński, kuzyn żony Kupieckiego. Jak relacjonował w 1950 roku w czasie przesłuchania w MBP, drzwi mieszkania otworzył mężczyzna w mundurze esesmana. Przystawił mu do głowy pistolet, szalikiem skrępował ręce.

Śliwczyński był przekonany, że kocioł zorganizowało gestapo, chociaż strażnicy mówili po polsku. „W salonie siedziało kilkanaście osób, w tym granatowy policjant" – wspominał. Jeden z napastników zasugerował, że akcja ma charakter podziemny. W raporcie przygotowanym przez kontrwywiad AK pojawiły się sugestie, że mogło ją przeprowadzić NKWD.

Jak ustalił IPN, około godz. 19.30 z mieszkania wyprowadzono „Kruka" z żoną, Lambrychtównę, Nanowską, inną łączniczkę o nieustalonej tożsamości, policjanta Księżopolskiego oraz nieznaną z nazwiska łączniczkę Miecza i Pługa. Wtedy widziano ich po raz ostatni, do dzisiaj się nie odnaleźli, nie znaleziono też ich ciał.

Jak wspominał Śliwczyński, następnego dnia o godz. 4.30 pozostali zatrzymani zostali zwolnieni. „Mówiono wówczas, że Kupieckiego zamordowano w jego mieszkaniu, a pozostałe osoby wywieziono za miasto i zlikwidowano. Według innej wersji więziono ich w jakiejś podmiejskiej willi"  – zeznała w czasie śledztwa MBP Stanisława Sowińska, bliska współpracownica Spychalskiego z sekretariatu Oddziału Informacji GL-AL.

Prokurator IPN Mariusz Rębacz nie wyklucza i takiej możliwości, że ludzie „Kruka" mogli zostać zabici przez ludzi Hrynkiewicza. Nie ma na to jednak twardych dowodów. „Aleksander" miał przekazać Spychalskiemu informację od Birknera, że wszyscy zostali zabici przez gestapowców.

Po wojnie Hrynkiewicz twierdził, że zabrał teczkę z materiałami antykomunistycznymi. Sowińska zeznała, że w archiwum znajdowały się informacje o ok. 2 tys. członkach partii komunistycznej (dane osobowe, wiek, zawód, przynależność organizacyjna). Część dokumentów trafiła do Spychalskiego. Początkowo przechowywano je na Saskiej Kępie. Potem Sowińska przewiozła je na Żoliborz do mieszkania państwa Gubiców, którzy prowadzili archiwum AL. Podczas Powstania Warszawskiego część materiałów spłonęła.

Spychalski miał być zadowolony z akcji. Żałował tylko, że nie przeprowadził jej sam. Przesłuchiwany po wojnie Ritter przyznał, że miesiąc po akcji Hrynkiewicz przekazał mu zabrane z Poznańskiej materiały, które uznał za bardzo wartościowe. Część kartoteki „Kruka" miała trafić do Moskwy. Pod koniec 1946 roku Spychalski część zniszczonego archiwum przekazał Sowińskiej. Ta zaś wiosną 1947 roku dała dokumenty płk. Józefowi Różańskiemu, wówczas szefowi Departamentu Śledczego MBP.

Walka z reakcją

Z pewnością była to największa akcja kontrwywiadu komunistycznego wymierzona w polskie podziemie. Nie miała charakteru wyjątkowego, gdyż wyraźnie wpisywała się w twardy kurs zwalczania »reakcji« akowskiej, którego głównym wykonawcą był Marian Spychalski, późniejszy marszałek PRL" – uważa dr Marszalec. I przypomina, że sprawa przejęcia archiwum i uprowadzenia „Kruka" odbiła się głośnym echem w całym podziemiu. Wywiad Delegatury rozpoczął w tej sprawie śledztwo, które nadzorował słynny szef Centrali Śledczej Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa Bolesław Kontrym, ps. Żmudzin. Nie przyniosło ono jednak efektu.

Okoliczności napadu na Poznańskiej wyjaśniane były w latach 40. i 50. przez śledczych X Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. W ramach wewnątrzpartyjnych rozgrywek ubecy chcieli obarczyć odpowiedzialnością za współpracę z Niemcami Mariana Spychalskiego, Stanisławę Sowińską i Władysława Gomułkę. Liderzy partii komunistycznej mieli odpowiedzieć przed sądem za odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne i udział w tzw. spisku w wojsku.

Wprawdzie Hrynkiewiczowi udowodniono współpracę z Niemcami, ale Spychalskiemu takiego zarzutu nie postawiono. W czasie przesłuchań przyszły marszałek, który przeszedł załamanie nerwowe, próbował się wybielać. Gen. Edwin Rozłubirski, który w czasie wojny był członkiem grupy szturmowej GL-AL, a w 1957 roku został szefem gabinetu Mariana Spychalskiego, wówczas szefa resortu obrony, tłumaczył śledczym z IPN: – Spychalski powiedział mi, że akcję tę wymusiła sytuacja, ponieważ znajdowało się tam archiwum dotyczące działaczy lewicowych z ich adresami. Akcja została przeprowadzona niewłaściwie, gdyż nie znaleziono materiałów dotyczących osób o nastawieniu prohitlerowskim.

Sam Hrynkiewicz w 1945 roku został skazany w Związku Sowieckim na pięć lat łagru za „niewypełnianie rozkazów". Wyszedł z więzienia w 1948 roku i od razu stał się więźniem MBP. W 1955 roku został skazany na dziesięć lat więzienia za „współpracę z gestapo i Abwehrą na szkodę PPR i GL-AL". Ale już w czerwcu 1956 roku wyrok został uchylony, a on sam uniewinniony. W uzasadnieniu napisano: „Hrynkiewicz w porozumieniu ze Spychalskim zorganizował przekazanie materiałów Kupieckiego na potrzeby partii, co zostało pozytywnie ocenione przez współpracowników. Zrobił to z pobudek patriotycznych i w celu przysporzenia korzyści ruchowi robotniczemu".

Hrynkiewicz po wojnie zmienił imię na Bolesław, zmarł w 2003 roku w Warszawie.

Rzeczpospolita