Na swoich stronach spółka Gremi Media Sp. z o.o. wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Niedźwiedzica buszuje w twierdzy

Marek Kozubal 03-01-2016, ostatnia aktualizacja 03-01-2016 09:21

Szlak Baśki Murmańskiej przyciągnął do Twierdzy Modlin tysiące turystów – głównie rodziców z dziećmi.

Baśka z Murmańczykami w 1919 r. (zdjęcie autorstwa Saryusza-Wolskiego z „Tygodnika Ilustrowanego” z 1.01.1920 r.)
źródło: Archiwum UM Nowy Dwór Maz.
Baśka z Murmańczykami w 1919 r. (zdjęcie autorstwa Saryusza-Wolskiego z „Tygodnika Ilustrowanego” z 1.01.1920 r.)

Mało znaną historię Baśki Murmańskiej przywracają miłośnicy Twierdzy Modlin. Od ponad dwóch lat w Twierdzy istnieje szlak poświęcony polarnej niedźwiedzicy, który jest wzorowany na grze miejskiej. Rodzice z dziećmi z mapą w ręku i krzyżówką z zagadkami muszą odnaleźć schowane figurki miśka polarnego. Przy okazji zwiedzają najciekawsze zakątki twierdzy (wycieczka trwa ok. 2 godzin).

– Szlak Baśki Murmańskiej powstał m.in. po to, aby zmienić strukturę ruchu turystycznego w Twierdzy Modlin – uczynić z niej miejsce, do którego chętnie przyjeżdżają rodziny z dziećmi, młodsi turyści. Wcześniej te grupy nie należały do najliczniejszych. Dziś możemy powiedzieć, że cel został osiągnięty – opowiada „Rz" Martyna Kordulewska z urzędu miejskiego w Nowym Dworze Maz.

Dowód? Rok 2012 – gdy ruszył projekt, Centrum Informacji Turystycznej zamknęło liczbą 3,1 tys. turystów, w tym roku miejsce to odwiedziło niemal 8,5 tys. osób.

Dzięki dofinansowaniu unijnemu na rozwój turystyki weekendowej w twierdzy stanęła m.in. makieta Baśki, z którą można zrobić sobie zdjęcie, została zbudowana wypożyczalnia rowerów, obiekty zostały oznakowane dwujęzycznymi tablicami.

– W listopadzie, dodając do istniejących tablic kody QR, umożliwiliśmy naszym gościom podróż w czasie – podczas spaceru widzą twierdzę dziś, skanując smartfonem kod – mogą zobaczyć ją w przeszłości, zarówno w czasach świetności, jak i np. II wojny światowej – dodaje Martyna Kordulewska.

Szlak został dobrze przyjęty nie tylko przez turystów, ale i nowodworzan i przedsiębiorców – cukiernia w Modlinie wyprodukowała poświęcone Baśce ciastko.

Niedźwiedzica trafiła do Twierdzy Modlin po I wojnie światowej z północnej Syberii razem z żołnierzami z tzw. baonu murmańskiego.

Zbeletryzowaną historię niedźwiedzicy napisał w 1925 r. Eugeniusz Malaczewski. Wiosną 1919 r. polscy żołnierze wchodzili w skład ekspedycji, która z ramienia państw ententy znajdowała się w Archangielsku nad Morzem Białym. Wraz z Anglikami „mieli zamiar zdobyć od północy Rosję i powywieszać na latarniach ówczesnych czerwonych władców Kremla" – pisał Malaczewski.

To właśnie tam na targu kupili oni niedźwiedzicę polarną, która stała się ich maskotką. Opiekował się nią kapral Smorgoński, który ją oswoił. Od tego czasu, jak opisywał Malaczewski, towarzyszyła oddziałowi „niby żywy sztandar".

Przeszła z żołnierzami cały szlak bojowy, potem statkiem przez Londyn i Gdańsk przypłynęła do Polski. Baśka została wciągnięta na listę żołnierską, „była na wikcie kompanii karabinów maszynowych", którą umieszczono w twierdzy. Stała się – jak opisywał Malaczewski – „córą Regimentu".

W grudniu 1919 r. wraz z oddziałem wzięła udział w defiladzie, którą na placu Saskim w Warszawie przyjmował marszałek Józef Piłsudski. „Gdy naczelnik, chcąc ją pogłaskać, wyciągnął do niej rękę, bez namysłu podała mu łapę" – odnotował kronikarz.

Do tragedii doszło dwa miesiące później. Niedźwiedzica zerwała się z łańcucha i przepłynęła Wisłę. Ruszyła do pobliskiej wsi. Tam została zadźgana widłami przez chłopa, który chciał mieć futro dla żony. Gdy na miejscu zjawili się żołnierze „ojciec Wawrzon" zdejmował już z niej skórę. Wojskowi musieli użyć siły, aby ją odebrać.

Niedźwiedzica została wypchana, a po jakimś czasie przekazana do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Podobno przetrwała powstanie warszawskie. Jedna z wersji mówi, że po wojnie została wyrzucona do śmieci, gdy komuniści pozbywali się pamiątek z czasów II RP. Druga, że została przekazana do Warszawskiego Towarzystwa Łowieckiego. Dzisiaj nie wiadomo, co się z nią stało.

Baśka to niejedyne zwierzę, które służyło w polskiej armii. Maskotką Armii Andersa był niedźwiedź brunatny Wojtek. Uczestniczył on w zdobywaniu wzgórza z klasztorem na Monte Cassino, spał przytulony do żołnierzy, palił papierosy, a nawet pił piwo. Z polską armią przeszedł szlak bojowy. Niedźwiadek odkupiony w 1942 r. w Pahlevi w Iranie przez polskich żołnierzy za puszkę konserw, dokonał żywota w 1963 r. w ogrodzie zoologicznym w Edynburgu. Pomnik niedźwiedzia Wojtka został odsłonięty 7 listopada w centrum stolicy Szkocji.

Historycy przypominają, że w Wojsku Polskim na Zachodzie było wiele żywych maskotek głównie psów. Oprócz Wojtka w armii był jeszcze jeden niedźwiedź, który jednak nie wyjechał z żołnierzami z Bliskiego Wschodu.

Rzeczpospolita