Apartamentowce połkną Łucką
Chcecie zobaczyć drewniane klatki schodowe, resztki dorożkarni, metodę budowania „na cudzych murach” i ostatni czynny gołębnik w centrum miasta? Zapraszamy na Łucką – ulicę starej Warszawy.
Apartamentowce wypierają resztki domów ocalałych z powstania. To chyba ostatni moment na sentymentalną wyprawę po Łuckiej. Ulica zaczyna się od Żelaznej i biegnie ku Towarowej. Tak wytyczono ją już w 1770 roku. W sierpniu 1944 została zbombardowana, a potem spalona.
– Po wojnie rozebrano większość murów i powstały puste place – wspomina Irena Podolecka, mieszkająca od przedwojnia nieopodal, na Ogrodowej. To właśnie w latach 50. ukuta została nazwa „Dziki Zachód” dla opustoszałych obszarów w środku miasta, między Marchlewskiego (dzisiejsza Jana Pawła II), Alejami Jerozolimskimi a Świerczewskiego (teraz – aleja Solidarności). Teren ten w miarę zabudowywania wielkimi blokami kurczył się.
Wysadzone, rozebrane
Wkraczamy na Łucką. Po lewej stronie mamy stary mur fabryki należącej niegdyś do spółki Norblin, Bracia Buch i T. Werner. W środku mieści się jeszcze oddział Muzeum Techniki, ale przyszłość tego miejsca jest niepewna, bo teren przeszedł w prywatne ręce. Czy będziemy mieli tam kolejne apartamentowce? Wszystko jest możliwe, gdyż dziś niemal całą Łucką zajmują wielkie domy wzniesione w ostatnim dziesięcioleciu. I naraz po prawej stronie, między numerami 6 a 14, pojawia się kawał dawnej Warszawy. To obdrapana kamienica pod „8” i oficyna pod „10”, gdzie w głębi, w starej dorożkarni, mieści się najstarszy w stolicy zakład prostujący felgi samochodowe. Na środku podwórza są jeszcze jakieś komórki, a nieco dalej – opuszczona oficyna budynku pod 12, która niebawem zostanie rozebrana. Wszystko nieotynkowane, porozbijane i postrzelane.
W tej części Łuckiej mieszkali Polacy i Żydzi. Dom pod „10” należał do Chaskiela Cukierwaara, a pod „12” do Icka Gutgolda; na parterze ulokował się przed wojną sklep z wódkami. Z kolei pod „14” była Parowa Fabryka Perfum Iris. Wszystkie padły podczas wojny. Podobnie jak małe zakłady robiące bryczki, a nawet karoserie samochodowe.
– We wrześniu 1939 r. w całej okolicy poleciały szyby, bo Niemcy obrzucili bombami Norblina – opowiada Irena Podolecka. – Budynki po sąsiedzku nieco ucierpiały.
W powstaniu padły domy nr 6 i 12, a fabryczkę perfum pod „14” Niemcy wysadzili w powietrze. Zniszczono nawet latarnie gazowe. Ocalały tylko oficyny. Na początku lat 50. rozebrano resztki zabudowy, nie patrząc na jej historię. Zniknął wtedy nieźle zachowany dom pod 20, o którym mówiło się, że pochodził z pierwszej połowy XIX wieku. Czyli dziś miałby około 180 lat.
Jądro miasta
Kamienica pod „8” ma rozbudowane podwórze z ostatnim w centrum stolicy gołębnikiem, gdzie hodowane są jeszcze ptaki. Dawniej można było takie miejsca oglądać przy Żelaznej, Grzybowskiej, a nawet na Jasnej czy na tyłach Alej Jerozolimskich. Teraz to ewenement.
Niesamowite wrażenie robi też ostrzelana z pistoletów maszynowych jedna ze ścian podwórza. Serie układają się koło okna. Widać też większe dziury po kulach karabinowych. Tam toczyła się jakaś walka. Kto bronił? Kto atakował? Kiedy?
Idziemy pod „10”, która – tak jak i sąsiednia kamienica – ma schody drewniane. Czy ktoś widział teraz drewniane schody w stolicy? Te są skrzypiące, wąskie i mocno wytarte przez kilka pokoleń lokatorów. Prawdę mówiąc, strach chodzić.
Oficyna pod „10” zbudowana została na „cudzym murze”; po prostu dolepiono ją do tylnej ściany sąsiedniego domu. W rozpadających się murach wciąż mieszkają ludzie. – Ale już niedługo – mówi nam kobieta, którą tam spotykamy. – Mamy dostać lokale zastępcze. Dalej jest zakład prostowania felg. – Założył go jeszcze pan Marciszewski – mówi prowadzący teraz tę firmę Andrzej Piętka.
– Po wojnie, kiedy Niemcy, a potem Rosjanie, rozszabrowali resztki Norblina, znalazł tam ramę starej prasy. Została przebudowana i służyła kilka dziesięcioleci. Dziś stoi na podwórzu i wzbudza tylko ciekawość. Ciągle ktoś ją fotografuje.
Co się stanie z enklawą przy Łuckiej? Od strony Grzybowskiej wkraczają apartamentowce, pożerając teren dawnego browaru. Pewnie połkną ruiny pod „12” i zniszczą dorożkarnię. – Z pewnością tak będzie – uważa Janusz Sujecki, muzealnik, miłośnik starej Warszawy. – Oczywiście szkoda klimatu, tego niepowtarzalnego, popowstaniowego, ale jak to zagospodarować? Co zrobić z tymi oficynami, które są elementami oderwanymi od całości, bo kamienic już tam nie ma? Ale na pewno pozostanie ta pod „8”, gdyż została wpisana do rejestru zabytków i będzie remontowana.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.




DRUKUJ
WYŚLIJ
Kup artykuł
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
